Frabato obudził się w swoim pokoju hotelowym, głęboko zatroskany biegiem historii. Chroniczna niezdolność ludzkości do pozytywnego myślenia i przekształcania go w uczynki, zataczała coraz większe kręgi. Polityczne prześladowania, razem z torturami i morderstwami, stały się porządkiem dziennym - wkrótce miały doprowadzić do destrukcyjnej orgii. Swoimi duchowymi oczyma, Frabato widział w akashy nadchodzący przebieg zdarzeń, lecz niewzruszalne prawo milczenia nie pozwalało mu publicznie o takich sprawach dyskutować. Również i jego los miał przyjąć tragiczny obrót i nie będzie mu wolno użyć magicznych mocy by zmienić swoje przeznaczenie, gdyż każda istota we wszechświecie związana jest prawami karmy.
Poczuł jednak pewne pocieszenie wiedząc, że w czasie prześladowania Boska Opatrzność będzie go podtrzymywać. Wiedział, że jest chroniony przez Braci Światła, by móc wykonać swoją misję na ziemi.
By pozbyć się tych przygnębiających myśli, na kilka minut oddał się specjalnej medytacji. Następnie wziął kąpiel i wkrótce potem, odświeżony, opuścił hotel.
Mieszkańcy metropolii zdawali się uczynić swoimi ideałami "pośpiech" i "prędkość", gdyż na wielu ulicach miasta panował już nerwowy gwar i zgiełk.
Frabato wybrał się na śniadanie do restauracji na cichej, bocznej uliczce. Przy sąsiednim stoliku, trzech mężczyzn prowadziło ożywioną rozmowę. Wbrew swoim nawykom, Frabato wziął gazetę, by zapoznać się ze swoim nowym otoczeniem. Nie spieszył się - na razie nie miał żadnych planów na przyszłość.
Czytając gazetę, usłyszał fragmenty rozmowy z sąsiedniego stolika, szczególnie, że jeden z trzech mężczyzn tłumaczył swoje poglądy dość głośno i entuzjastycznie. Zainteresowanie Frabato od razu wzrosło, gdyż zdał sobie sprawę, że tematem rozmowy jest metafizyka i spirytyzm. Subtelnie obserwował trzech mężczyzn, chociaż nie używał jasnowidzenia, i wydedukował, że jeden z nich jest naukowcem, podczas gdy dwaj pozostali wydawali się być biznesmenami. Po słuchaniu ich opinii przez kilka chwil, nie był w stanie powstrzymać się od uśmiechu, gdyż tak wiele poplątanych i błędnych idei zostało pomieszanych ze sobą.
Jeden z nich spojrzał w kierunku Frabato i zobaczył jego pobłażliwy uśmiech. Przez chwilę nie był w stanie zdecydować pomiędzy dwoma możliwościami: albo ten uśmiechający się gentleman przy sąsiednim stoliku wiedział więcej o temacie rozmowy niż sami rozmawiający, albo też uważał cały temat za dziwactwo.
Ostatecznie zdecydował, że była to pierwsza wersja, pomimo, że wygląd Frabato nie pozwalał na wyciągnięcie żadnych pewnych wniosków - wyglądał jak przeciętna osoba, przechodzień.
Podczas krótkiej przerwy w rozmowie, mężczyzna obserwujący Frabato wyszeptał coś do swoich przyjaciół. Pozostali dwaj spojrzeli się na Frabato i kiwnęli głową.
Pierwszy mężczyzna od razu wstał i podszedł do stolika Frabato:
"Przepraszam, że panu przeszkadzam, ale zdaje się, że jest pan ekspertem w kwestii okultyzmu. Chciałbym zatem zaprosić pana do dołączenia się do naszej rozmowy. Nazywam się K. i jestem producentem instrumentów optycznych".
Frabato przyjął zaproszenie w przyjazny sposób. Przedstawiwszy się, usiadł przy sąsiednim stoliku. Pan K. przedstawił swoich partnerów: pana P., kierownika banku i profesora G., doktora chemii. Profesor nie był w stanie opanować swojej ciekawości:
"Panie Frabato, czy nie jest pan tym jasnowidzem i okultystą o którym tak wiele gazet wspomina od jakiegoś czasu? Jeśli tak jest naprawdę, muszę uważać to za swój dobry los, że spotykam pana tutaj".
Frabato, który zdał sobie sprawę, że nie może pozostać niezauważony w mieście, przytaknął profesorowi, mówiąc:
"Tak, jestem tym, o którym czytał pan w gazetach. Naprawdę ma pan szczęście by mnie spotkać, gdyż szczerze mówiąc, moja obecność tutaj jest raczej mimowolna. Nie chciałem się z pana śmiać, lecz niektóre z pańskich poglądów na metafizykę nie są poprawne".
Oczywiście mężczyźni chcieli wiedzieć, dlaczego Frabato przybył do miasta mimowolnie. Opowiedział im całą historię i, zszokowani, obiecali pomóc mu tak, jak tylko mogli. Wszyscy zaprosili go do swoich domów, a skoro nie miał ustalonych planów, postanowił poświęcić swoim nowym znajomym kolejne trzy dni. Jeden z wieczorów miał był małą uroczystością z kilkoma przyjaciółmi i znajomymi - Frabato przyjął to jako dzieło losu i życzliwie się zgodził. (Później znalazł w tym kręgu tak wiele wsparcia, że był w stanie pokonać swoją trudną sytuację.)
Najpierw mężczyźni zadawali mu wiele pytań o zjawiskach okultystycznych, na które Frabato odpowiadał tak jasno jak to możliwe. Podkreślił jednak, że w tej dziedzinie istniała ogromna ilość wiedzy, która mogła objawić się jedynie przed prawdziwym praktykiem. Trójka mężczyzn szybko przyznała, że widzieli wiele rzeczy w złym świetle. Gdy minęły dwie godziny, zaczęli dyskutować nad problemem przeznaczenia. Profesor był zdania, że nie istniało nic takiego jak ustalony los, lecz że człowiek sam jest architektem swojego przeznaczenia. Chociaż profesor do poparcia swoich poglądów używał dobrych argumentów, to Frabato odpowiedział rozbawionym śmiechem.
"Profesorze", odparł. "Osoba musi przejść na ścieżce duchowej daleką drogę i osiągnąć w swoim rozwoju określoną dojrzałość, zanim może stać się panem własnego losu. Co więcej, musi być w stanie utrzymywać tę dojrzałość we wszystkich możliwych okolicznościach. Innymi słowy, osoba musi osiągnąć duchową, astralną i fizyczną równowagę, jeśli chce wziąć cugle swojego przeznaczenia we własne ręce. Jeśli myśli pan, że osiągnął taki stopień dojrzałości i może samodzielnie określać swój los, dam panu małą demonstrację wpływu przeznaczenia na człowieka".
Nastąpiło milczenie. Trzej mężczyźni zdumieni wpatrywali się we Frabato. Po minie profesora widać było, że jest zmieszany, gdyż to on zawsze przewodził tej małej grupie, a teraz czuł się nieco zdegradowany. Frabato zauważył to i życzliwie dodał:
"Nie zaprzeczam, że ma pan ogromną ilość teoretycznej wiedzy. Czytał pan wiele, nawet w obcych językach. Ma pan dużą bibliotekę i publikował pan artykuły o metafizyce w różnych zagranicznych magazynach, które nadały panu pewien autorytet. Lecz w nauce okultystycznej istnieje ogromna różnica pomiędzy samą wiedzą, a praktycznym doświadczeniem".
Profesor był zaskoczony tym, co Frabato o nim wiedział. Zaciekawiony, odpowiedział "Panie Frabato, jeśli to co pan mówi jest prawdą, to będę bardzo uradowany widząc, jak przedstawi pan dowód na wpływ przeznaczenia".
Pochłonięty myślami, Frabato spojrzał przed siebie. Jego odległe oczy przyjęły specyficzny wygląd. Jasne było, że jego świadomość nie była skupiona na jego bezpośrednim otoczeniu.
Trwało to tylko krótką chwilę, po czym Frabato mrugnął, jakby budził się z głębokiego snu, uśmiechnął się do profesora i powiedział:
"Właśnie patrzyłem swoim duchowym okiem na pańską przyszłość. Przy pomocy małego zdarzenia, dowiodę panu wpływu losu. Jeśli dzisiaj o północy nie będzie pan w pobliżu Baszty Prochowej, to dowiedzie pan, że jest w stanie panować nad swoim losem. Zaczekajmy i zobaczymy, czy w pańskiej mocy jest opierać się własnemu przeznaczeniu".
Oblicze profesora ukazywało ironię i arogancję, gdy odparł "Idę o zakład, że o północy nie będzie mnie przy Baszcie Prochowej!".
Frabato udawał, że nie słyszy tych słów i zmienił temat potwierdzając daty swoich zaproszeń. Każdy z nich wypił po kolejnym kieliszku wina, a następnie wyszli.
Kiedy profesor G. opuścił restaurację i wsiadł do taksówki, czuł się dziwnie. Żył on na wysokim poziomie jak na naukowca, gdyż mieszkał w dużej willi i miał wielu służących. Jego wszechstronna praca naukowa była jednym z powodów, dla których był sam. Innym powodem było to, że nie wykazywał on szczególnego zainteresowania kobietami. Od czasu do czasu angażował się w romanse, lecz chciał pozostać wolny od zobowiązań łączących się z życiem rodzinnym.
Gdy przybył do domu, czekało na niego dużo poczty. Przejrzał ją jedynie z grubsza i na niektórych listach nabazgrał kilka notatek. Odpowiedzi odłożył jednak na później. Nie był w stanie uwolnić się od złego nastroju, jaki otoczył go w restauracji pod koniec rozmowy. Nigdy by jednak nie przyznał, że przyczyną tego nastroju była jego urażona duma. Zastanawiał się, jakim człowiekiem był ten Frabato. Podczas ich pierwszego spotkania, mag był w stanie opisać wiele szczegółów wyglądu domu profesora. Dokładnie tak, jakby już kiedyś tam był.
"Frabato się myli", powiedział do siebie. "Pokażę mu, że jestem panem swojego przeznaczenia! Uczynię wszystko, by dziś wieczorem w ogóle nie wychodzić z domu".
Zdecydował się pozostać cały czas w łóżku, niezależnie od tego, co miało się dziać. Jaką satysfakcję dałoby mu dowiedzenie, że Frabato się mylił! Jego własne poczucie wartości urosłoby i mógłby potwierdzić poprawność i niepodważalność swoich filozoficznych teorii.
Spojrzenie na zegarek pokazało mu, że była już 15:00. To dlatego jego żołądek tak strasznie burczał - nie jadł jeszcze obiadu. Posilił się więc i próbował popracować nad raportem, jaki miał wysłać zagranicznemu magazynowi. Miał jednak problem z koncentracją - słowa Frabato dręczyły jego duszę i obawiał się, że ostatecznie mag może mieć rację.
O 17:00, myśli G. ciągle były zajęte Frabato. By uwolnić się od mentalnego poirytowania, położył się w łóżku i zdecydował się nie wstawać do następnego ranka. Jednak jego wewnętrzny niepokój nie pozwolił mu spać. Nerwowo przekręcał się i miotał.
Nagle do drzwi zapukał służący informując go, że grupa znanych artystów przyszła do niego z wizytą i że czekają we foyer. Profesor G. miał dobre kontakty ze światem sztuki, gdyż poza swoją działalnością akademicką, był również krytykiem teatralnym.
Goście zdawali się wypić wcześniej kilka lampek wina i wszyscy byli lekko pijani. Gdy służący powrócił z informacją, że profesor nie czuł się dobrze i położył się wcześnie do łóżka, nie dało się ich zatrzymać, bo dosłownie wpadli do jego pokoju.
"Co się z Tobą dzieje, chłopie, że wpełzasz do łóżka o tej porze? Nie jesteś chory. Potrzebujesz małej odmiany!", powiedział jeden z gości - człowiek dobrze znany ze swojego dowcipnego humoru, i któremu nigdy nie brakowało słów. Artysta nalegał na profesora, próbując przekonać go do wyjścia z łóżka. Skoro nie widać było śladu choroby, profesor nie miał się jak bronić i ostatecznie musiał się ubrać. W międzyczasie goście rozgościli się w salonie i profesor nie miał innego wyjścia, jak zaoferować kilka butelek wina ze względu na długą przyjaźń z nimi. Komik, który był również głównym aktorem na większych scenach, w bardzo żywy sposób przedstawił najnowsze wiadomości i wkrótce profesor całkowicie zapomniał o przepowiedni Frabato. Aktor skończył swoje opowieści nachylając się w stronę przyjaciela i mówiąc "Mój drogi przyjacielu, absolutnie musisz iść z nami do teatru! Dzisiaj jest premiera sztuki, w której gram główną rolę. Jako krytyk, nie możesz tego przegapić pod żadnym pozorem".
Po dwóch lampkach wina, profesor był lekko odurzony i przyjął zaproszenie kiwając głową. Szybko kazał przygotować coś do jedzenia, co bardzo ucieszyło wesołe towarzystwo. Potem nadszedł czas wyjścia. Zamówiono dwie duże taksówki, które zabrały wesołą gromadkę do teatru, gdzie profesor miał swoją lożę.
Premierowy wieczór był wielkim sukcesem i profesor czekał z przyjaciółmi we foyer na pojawienie się głównego aktora. Kiedy gwiazda ostatecznie przybyła, każdy złożył mu szczere gratulacje i profesor obiecał napisać bardzo przychylną krytykę. Dołączyło do nich jeszcze kilku aktorów i cała trupa poszła do winiarni, by świętować sukces sztuki.
Jako że aktorzy mieli nazajutrz kolejne przedstawienie, około 23:30 towarzystwo stopniowo się rozeszło. Główny aktor pożegnał się z profesorem przy drzwiach.
"Dobranoc! Dlaczego nie weźmiesz taksówki? Będziesz szybko w domu".
Lecz była to sobotnia noc i kluby były dość pełne - w zasięgu wzroku nie było żadnej taksówki. Ze względu na swoje upojenie, profesor zdecydował się zaczerpnąć trochę świeżego powietrza kierując się do domu spacerem.
Ruch na głównej ulicy był wciąż duży, więc skręcił on w boczną uliczkę, która wyglądała na mniej uczęszczaną - miał dość wrażeń jak na jeden dzień. Gdy, całkowicie pochłonięty w myślach, przechodził w pobliżu na wpół otwartych okien pubów i nocnych klubów, jego uszy wypełniała muzyka.
Nagle w pobliżu jednego baru powstało zamieszanie. Kilkoro mężczyzn i kobiet stało w grupie. Z ciekawości, profesor zbliżył się do nich i zdał sobie sprawę, że dwaj mężczyźni, oczywiście pijani, obrażali się nawzajem i zaczynali się bić.
Niestety, G. poczuł się w obowiązku krzyknąć do obu mężczyzn, by poszli do domu i nie bili się na ulicach.
Sytuacja zmieniła się w mgnieniu oka. Dwaj pijani przestali się bić. Jeden z nich zaczął obrażać profesora, który z kolei zareagował ostrymi słowami. Jeden ze zbirów groźnie podszedł do niego. G. spoliczkował napastnika, gdy próbował on go złapać. Nastąpiło poruszenie: wszyscy krzyczeli, a potem skierował się ku niemu drugi zbir.
Profesor G. widział, że nie ma szans. Gwałtownie przepchnął się przez tłum i uciekł. Człowiek, którego uderzył, chciał zemsty i, wyciągając z kieszeni nóż, pobiegł za profesorem klnąc na całe gardło.
Chwytając powietrze, G. skręcił w bardziej tłoczną ulicę mając nadzieję, że znajdzie tam policjanta. "Mój Boże, gdzie jest policja, gdy się jej potrzebuje?". Biegł na złamanie karku, lecz jego napastnik stopniowo go doganiał. Był już prawie całkiem wyczerpany. Gdy skręcił na rogu, przy Baszcie Prochowej, nagle na jego drodze stanął Frabato.
"Pomóż mi!", krzyknął profesor ciężko dysząc, a w jego oczach był strach. "Chcą mnie zabić!".
Frabato delikatnie odsunął profesora na bok. "Przestań uciekać i nie bój się!", powiedział łagodnie. Wtedy spokojnie wyszedł ku zbliżającemu się zbirowi, który natychmiast stanął jak sparaliżowany, ciągle trzymając w ręku nóż. Następnie odwrócił się przeklinając i zniknął za rogiem. Przy pomocy kabalistycznego słowa Frabato zmienił sytuację na korzyść profesora.
Frabato odwrócił się wtedy do profesora, którego głowa była już jaśniejsza, lecz kończyny wciąż przepełnione były strachem. Lekko się jąkał, gdy powiedział do Frabato "Gdybyś się nie pojawił, byłbym teraz trupem!".
Frabato poklepał jego ramię i wskazując na zegarek powiedział:
"Mój drogi profesorze, zdaje się pan nie być panem własnego losu, gdyż inaczej nie byłoby tutaj pana o tej porze. Rzeczy potoczyły się tak, jak przewidywałem. Mam nadzieję, że jest pan teraz przekonany, że nie można być panem własnego losu, jeśli nie jest się w stanie kontrolować wszystkich okoliczności i prowadzić ich w wybranym przez siebie kierunku. Teraz będzie pan wiedział, że do osiągnięcia tego trzeba posiadać tak zwaną «magiczną równowagę»".
G. zdał sobie sprawę, że został pokonany. Przeprosił za bycie głupcem, uznając winę swojej dumy. Frabato wyprowadził go na ruchliwą ulicę i zaprosił na filiżankę kawy dla uspokojenia nerwów. Weszli do restauracji. Cygański zespół zabawiał gości, lecz Frabato zaprowadził profesora do cichego stolika w rogu. Pewność Frabato uspokoiła G. i wkrótce odzyskał on pewność siebie. Teraz oczekiwał szczegółów i, gdy czekali na kawę, Frabato powiedział mu, że przewidział to zdarzenie w akashy. Możliwe było, by Frabato pojawił się w momencie bójki, lecz byłoby to nieco mniej przekonujące.
"Jak długo czekałeś przy baszcie?", zapytał G.
"Jedynie około pięciu minut", odparł Frabato. "Mogłem podążać za tobą moim duchowym okiem, a tym samym wiedziałem, gdzie cię spotkać".
Profesor G. był pełen podziwu dla tych nieuchronnych powiązań. Tego wieczoru zadał Frabato wiele pytań, na które odpowiadał on bardzo szczegółowo.
W końcu obaj wyszli, obiecując spotkać się ponownie u K. następnego wieczoru i wzięli taksówkę do domu.
*
Zapadł wieczór. W willi K. zostały zakończone przygotowania do wielkiego przyjęcia. Grupa przyjaciół i znajomych K., zainteresowanych naukami okultystycznymi, zebrała się wcześnie. Frabato znany był z gazet wielu gościom i przez to byli oni bardzo chętni poznać go osobiście.
K. zadzwonił z rana do G., by dowiedzieć się o zdarzeniach poprzedniego wieczoru. Profesor mówił krótko, lecz obiecał wieczorem opisać swoją historię szczegółowo.
Samochody przyjeżdżały jeden po drugim, sprowadzając gości. Gospodarz zawsze cieszył się będąc w środku dużych wydarzeń. Zbierało się mieszane towarzystwo przemysłowców, pisarzy, artystów i dziennikarzy. W pół do ósmej, K. przywitał swoich gości kilkoma słowami, ogłaszając, że Frabato przybędzie o ósmej. Poprosił swojego przyjaciela G. o przedstawienie doświadczeń. Profesor opowiedział swoją historię efektownie i wyczerpująco, razem z przepowiednią Frabato.
Jego opowieść o poprzednim wieczorze zwiększyła oczekiwania wobec Frabato, gdyż wielu gości chciało pytać go o radę w sprawach osobistych. Kiedy w końcu ogłoszono jego przybycie, od razu nastąpiło poruszenie.
K. wprowadził Frabato do środka, przedstawił go kilkoma słowami i od razu kazał podać kolację, by stworzyć luźną atmosferę. Gospodarz nie szczędził wydatków: gościom zaoferowano duży wybór najlepszych potraw i najznakomitszych trunków. Frabato zajął honorowe miejsce na szczycie stołu i skorzystał z tej okazji by niezauważenie obserwować każdego z gości. Do czasu, gdy posprzątano ze stołu, miał już pojęcie o ich najbardziej skrytych myślach, chociaż sprawiał wrażenie, jakby nie był zainteresowany żadną konkretną osobą.
Potem, gdy miała się zacząć najbardziej interesująca część wieczoru, K. martwił się, że jego goście mogą się narzucać Frabato.
Frabato przyszedł mu na ratunek i wstał by podziękować gospodarzowi za zaproszenie, wychwalając jego doskonałą gościnność i wyrażając zadowolenie, że miał on tak wielu przyjaciół zainteresowanych naukami okultystycznymi.
K., wyraźnie zadowolony z tych słów, zaczął wszystkim opowiadać, jak miał okazję poznać Frabato. Minęło około pół godziny ogólnej rozmowy i niektórzy goście zaczęli się martwić, że tego wieczoru nie będą w stanie zamienić słowa z Frabato. Poza tym wielu z nich oczekiwało zjawisk okultystycznych.
Frabato poprosił o filiżankę kawy i mieszając w niej trochę cukru, zaczął mówić:
"Panie i panowie! Wielu z was słyszało już o magicznych lustrach i szklanych kulach. Jednak prawdziwy wtajemniczony jest w stanie używać jako magicznego lustra każdego płynu - nawet filiżanki czarnej kawy".
Aktorka zamierzała już zadać pytanie, gdy Frabato dłonią nakazał jej milczenie.
"Wiem, że chcesz zapytać, czy twoje jutrzejsze wystąpienie będzie sukcesem, gdyż grasz nową rolę i na próbie generalnej popełniłaś kilka błędów".
Popatrzył do filiżanki kawy intensywnie się koncentrując, jakby odczytując zdarzenie bezpośrednio z niej, chociaż tak naprawdę czarna powierzchnia po prostu umożliwiała mu wejrzenie w przyszłość jego duchowym okiem.
"Możesz być spokojna", kontynuował. "Będzie to wielki sukces i otrzymasz wielki aplauz".
Aktorka była przyjemnie zaskoczona. Wiedząc, że Frabato był w stanie odczytać jej najskrytsze myśli, nie była w stanie powiedzieć ani słowa. Była jednak bardzo zadowolona z tego, co usłyszała.
"Nikt z was nie potrzebuje mówić do mnie ani słowa", mówił dalej Frabato. "Każdemu powiem o tym, co na nim najbardziej ciąży".
Wtedy zwrócił się do jednego z biznesmenów poważnym tonem: "Twoja przyszłość wygląda blado, gdyż umowa, jaką podpisałeś dwa dni temu, wkrótce doprowadzi cię do bankructwa".
Ten mężczyzna rzeczywiście podpisał taką umowę i był głęboko zszokowany słysząc tę przepowiednię. Niestety to, co powiedział Frabato, niedługo stało się prawdą.
W ten sam sposób, Frabato wyjawił przyszłość wszystkim gościom. Gdy każdy miał swoją kolei i młoda dama chciała zadać kolejne pytanie, Frabato przyłożył palec do ust wskazując milczenie. Wszyscy natychmiast się uciszyli, z ciekawością obserwując Frabato. Mag wpatrywał się w róg pokoju, jakby widział tam coś niezwykłego. Przez kilka minut, jego oblicze przybrało roztargniony wyraz, potem zrobił głęboki wdech i zwracając się do K. powiedział:
"Mój drogi przyjacielu, niedobrze, że zostawiłeś swoją najmłodszą siostrę na górze w jej pokoju. Mówiłeś jej o mnie dzisiaj i ona również bardzo chciała ze mną porozmawiać. Nie musisz się wstydzić umieszczania wśród nas swojej chorej siostry, gdyż choroba to żaden wstyd. Widzę ją, jak teraz gorzko płacze".
Słowa Frabato zarówno zaskoczyły K., jak i zakłopotały go bardzo. Przyznał się tchórzliwie, że nie chciał mieszać swojej cierpiącej siostry z gośćmi, by nie psuć atmosfery. To był jedyny powód jego decyzji i był dość wstrząśnięty tym, że nie ukryło się to przed Frabato. Jeśli nikt z obecnych nie miał nic przeciwko, to chciałby on teraz przyprowadzić siostrę na dół.
Sugestia K. została jednomyślnie przyjęta i dwie panie zaoferowały się pomóc niepełnosprawnej dziewczynie w ubraniu się.
K. poszedł do siostry z dwiema paniami. Rzeczywiście leżała ona na łóżku z oczyma pełnymi łez.
Helen, siostra K., sześć miesięcy wcześniej doznała wylewu krwi do mózgu i od tego czasu miała sparaliżowaną prawą stronę ciała. Najlepsi lekarze próbowali ją wyleczyć, lecz nie było na to nadziei. Miała dopiero dwadzieścia trzy lata.
K. powiedział swojej siostrze co zaszło i poprosił ją o spędzenie reszty wieczoru z Frabato i pozostałymi gośćmi. Z powodu swojej nieporadności, Helen na początku odmówiła dołączenia się. Lecz kiedy panie zaoferowały swoją pomoc, ciekawość i oczekiwania sprawiły, że zgodziła się zejść do towarzystwa. K. opuścił pokój, panie zaczęły ubierać Helen i zniesiono ją na dół na krześle. Wszyscy obecni serdecznie ją powitali i rozpromieniła się ona radością, gdy dano jej miejsce honorowe obok Frabato.
By ciągnąć przyjęcie dalej, Frabato opowiedział o kilku interesujących zdarzeniach jakich doświadczył podczas swoich wielu podróży. Goście słuchali uważnie, lecz skrycie liczyli na dalsze dowody okultystycznych zdolności Frabato i byli przez to pełni wyczekiwania. Frabato to zauważył, gdyż wszystkie ich myśli były otwarte dla jego duchowych oczu. Nie ukazując tego na zewnątrz, zajmował się przeznaczeniem Helen. W swoim umyśle, Frabato poprosił Boską Opatrzność o pozwolenie na wyleczenie tej kobiety i, jakby z niewyobrażalnej otchłani, otrzymał odpowiedź: "Możesz jej pomóc, uzdrów ją!".
Frabato przerwał teraz swoje opowieści. Oczy wszystkich skupiły się na nim, gdy chwycił dłonie Helen i wpatrywał się w nią przez kilka sekund. Od razu zapadła w głęboki sen. Nikt się nie poruszył. Po około dwóch minutach, Helen zaczęła głęboko oddychać, a jej powieki zaczęły delikatnie mrugać. Potem była ponownie obudzona.
Frabato wciąż trzymał jej dłonie, gdy powiedział do niej cicho: "Znów jesteś zdrowa. Jak się czujesz?".
Młoda kobieta rozejrzała się dokoła powątpiewając, a następnie z wahaniem podniosła prawe ramię i poruszyła palcami. Schyliła się i wyciągnęła prawą nogę; była nad wyraz szczęśliwa!
"Możesz ponownie używać obu swoich nóg", powiedział Frabato z uśmiechem. Gdy wstała, wciąż niepewna swoich ruchów, Frabato podtrzymał jej ramię i towarzyszył jej w pierwszych krokach. Potem poszła sama, ostrożnie, obawiając się, że może wpaść w stare uwarunkowanie. Dopiero, gdy bez niczyjej pomocy przeszła kilka metrów, była przekonana, że jest całkowicie uzdrowiona. Łzy szczęścia iskrzyły się w jej oczach, gdy wszyscy gratulowali jej tego nieoczekiwanego uzdrowienia.
Podczas, gdy goście podzielali radość Helen, Frabato cicho przeszedł do baru. W ten sposób mógł uniknąć pochlebstw - okrzyknięcie świętym było ostatnią rzeczą, jakiej by pragnął. Większość gości po prostu stała w zdumieniu wywołanym uzdrowieniem, podczas gdy inni czuli się dziwnie w obecności kogoś, kto miał prawdziwą władzę nad ludzkim zdrowiem i chorobą. Później Helen dołączyła do Frabato przy barze i wyciągając swoją dłoń, powiedziała "Jestem bardzo szczęśliwa. Oddałeś mi moje życie i nie wiem jak mogę ci dziękować!".
Z lekkim ukłonem Frabato wziął jej dłoń i odrzekł "Była to dla mnie przyjemność, lecz ja byłem jedynie narzędziem. Twoje podziękowania należą się jedynie Boskiej Opatrzności, która umożliwiła to uzdrowienie".
Uwolniona od przygnębiającego ciężaru choroby, Helen ponownie wmieszała się w gości. Nastrój przyjęcia osiągnął swój szczyt i zdarzenia wieczoru były entuzjastycznie omawiane w wielu małych grupach. Po północy goście ostatecznie pożegnali się z gospodarzem.
Gdy ostatni gość opuścił dom, pozostali jedynie K., jego siostra Helen i Frabato. K. zaprosił Frabato o pozostanie z nimi na noc - przyjął to zaproszenie z wdzięcznością, gdyż był bardzo zmęczony. W przeciągu kilku minut również ta mała grupa się rozeszła i Frabato udał się na noc do pokoju gościnnego.
*
Promienie wschodzącego słońca przebijały przez zasłony i padały na twarz Frabato. Niedługo trwało, zanim go obudziły. Wstał, ubrał się i chciał wyjść z pokoju, gdy usłyszał ostrożne pukanie do drzwi. Gdy je otworzył, K. i jego siostra stali w nich promieniejąc radością, życząc mu dobrego dnia i zapraszając na śniadanie. Oboje w nocy bardzo mało spali na skutek wieczornej ekscytacji. Mimo to, obecność Frabato w domu przekonała ich, by tego ranka również wstać wcześnie.
Usiedli do smacznego śniadania, które przygotowała dla nich Helen. K. od razu zwrócił się do Frabato:
"Mistrzu, chciałbym coś zaproponować. Mamy wiejski domek na przedmieściach, który jest obecnie niezamieszkały. Możesz mieszkać tam bez żadnych kosztów tak długo, jak tylko zechcesz. Poza tym, będziemy również bardzo zadowoleni, jeśli będziemy mogli liczyć w przyszłości na twoją przyjacielską radę".
Po krótkim namyśle, Frabato odrzekł "Dziękuję bardzo za tę propozycję. Z chęcią ją przyjmę, gdyż pokój hotelowy nie jest wygodnym miejscem. Zawsze możecie liczyć na moją radę i pomoc".
Skończyli śniadanie i razem poszli do hotelu po bagaże Frabato, a następnie pojechali do domku K. Dom był w pełni umeblowany i usytuowany w uroczej wiejskiej okolicy. Gdy K. i jego siostra upewnili się, że dostarczyli Frabato wszystkie niezbędne domowe rzeczy, pożegnali się ze swoim gościem.
Frabato był zadowolony biegiem swojego losu. Miał teraz do dyspozycji dom, w którym mógł bez przeszkód pracować. Zaznajomił się z niektórymi z najbardziej wpływowych ludzi w mieście, którzy z pewnością mogli mu pomóc również finansowo. Ogólnie, los ukazywał mu swoją słoneczną stronę.