Był to kolejny ekscytujący wieczór. Publiczność była świadkiem tajemniczych i magicznych demonstracji, a potem Frabato spędził ponad dwie godziny odpowiadając na pytania dziennikarzy i innych zainteresowanych osób. Teraz był zadowolony, że ekscytacja już się zakończyła i że mógł w końcu wrócić do hotelu. Była już prawie północ, gdy wszedł do swojego pokoju. Wkrótce leżał w łóżku, zmęczony i wyczerpany, próbując wypocząć.
Co dziwne, pomimo swojego zmęczenia nie mógł zasnąć. Bezowocnie zmieniał kilka razy pozycję. Właśnie dokonał kolejnej próby by się zrelaksować celowo wyciszając swoje myśli, gdy nagle poczuł w pokoju dziwną moc. Na środku podłogi gęstniała szara chmura i stawała się coraz jaśniejsza w środku, emitując niezliczone iskry światła. Te iskrzenia światła zataczały okręgi poruszające się po pokoju we wszystkich kolorach tęczy, poprzeplatanych jak kolory w kalejdoskopie.
Gdy światło w chmurze coraz bardziej gęstniało, słychać było szelest. Frabato, wtajemniczony w każdą możliwą praktykę magiczną, od razu skupił swój jasnowidzący wzrok na to zjawisko i rozpoznał, że dobrze znana mu, wysoce rozwinięta istota ze strefy oplatającej ziemię, ogłaszała swoją wizytę.
Frabato domyślił się, że wizyta musi być ważna. Inaczej taka istota nie pojawiałaby się, nie wezwana, o tej porze nocy. Istota kondensowała się swoją własną mocą, podczas gdy normalnie taka materializacja ma miejsce jedynie poprzez ogromny wydatek energii ze strony danej osoby. Przed oczyma Frabato chmura światła uformowała się w duchową istotę. Skierowała ona na Frabato swój promienisty wzrok, zwracając się do niego z powagą:
"Frabato, jesteś w niebezpieczeństwie! Musisz opuścić ten kraj przed jutrzejszym południem. Dzięki kłamstwom i zniesławieniom, twoim wrogom udało się oskarżyć cię o zdradę. To polityczne podejrzenie zagraża twojemu życiu, zatem działaj szybko! Nakaz twojego aresztowania został już wydany. Ucieczka jest twoim jedynym wyjściem. Otwarty konflikt z fanatyczną ideologią rządzącą tym krajem jest całkowicie bezsensowny. Pozostaw wszystkie swoje rzeczy. Spiesz się z ucieczką! Ostrzegam cię!".
Ostatnie słowa były wypowiedziane jakby z daleka. Istota rozpłynęła się w mgle światła, które powoli się rozpływało. Pokój stał się ponownie ciemny i jedynie przyjemny zapach unoszący się w ciszy przypominał o dziwnej wizycie.
Frabato był teraz w pełni obudzony. Znał tę istotę dobrze i nie miał żadnych wątpliwości, że jej słowa ostrzeżenia oparte były na czymś bardzo prawdziwym. Przed planowaniem swojej ucieczki, pamiętał, by całkowicie otoczyć się akashą, by jego myśli i plany stały się niewidzialne w świecie duchowym. Inaczej jego wrogowie mogliby je poznać przy pomocy określonych istot czy medium. Tajemnica całkowitej izolacji i zdolności wymazywania wszystkiego, co zapisane w akashy, była sztuką nieznaną jego wrogom. Jedynie kilku ludzi na ziemi, którzy tak jak Frabato, należeli do Braci Światła, znało te tajemnice i ich praktyczne zastosowanie.
Frabato opracował plan ucieczki. Ciężko było mu pozostawiać tu wszystko co osiągnął, lecz sytuacja wymagała pozostawienia wszystkich ziemskich własności i korzyści, by mógł po prostu uciec z życiem. Znając metody swoich wrogów, wiedział, że musi przedsięwziąć środki ostrożności. Musiał być sprytniejszy od nich i musiał działać zanim nie było za późno.
Prawie świtało, gdy ostatecznie skończył swój plan. Aby odpocząć przed wyjściem, wykonał zestaw specjalnych medytacji, które pomogły mu zrekompensować utracony sen.
Frabato wstał o godzinie siódmej i umył się zimną wodą, by wyglądać na odświeżonego i wypoczętego. Gdy się ubierał, wyglądał, jakby całą noc spał dobrze. Uważnie porozmieszczał pieniądze i dokumenty w kieszeniach swojego garnituru. Wkrótce potem był w drodze na śniadanie do hotelowej restauracji.
Usiadł przy pustym stoliku i złożył zamówienie. Zaplanował wizytę u kierownika hotelu w jego biurze, lecz oszczędzono mu tego wysiłku, gdyż kierownik, jakby kierowany dobrym losem, wszedł do pokoju śniadaniowego. Frabato skinął na niego i zaprosił do stołu. Kierownik, który był przyjaznym i uprzejmym mężczyzną, ochoczo uścisnął jego dłoń i powitał go:
"Dzień dobry panu. Czy dobrze pan spał? Czy mogę coś dla pana zrobić? Mam nadzieję, że ma pan przyjemny pobyt".
Frabato milczał gdy kierownik siadał naprzeciwko niego, a następnie powiedział "Jestem bardzo zadowolony z waszej gościnności, jedzenia i obsługi. Może pan być pewien, że będę polecał ten hotel ilekroć nadarzy się ku temu okazja. Jak pan wie, zamierzam tutaj zostać jeszcze dwa tygodnie i chciałbym prosić o przyjęcie pieniędzy z góry, bym nie był panu winny zbyt dużo".
Sięgnął do swojej kieszeni na piersi i wręczył kierownikowi pieniądze. Kierownik wykonał gest ukazując, że nie ma potrzeby na płacenie z góry, lecz Frabato przekonał go do przyjęcia pieniędzy. Krótko potem kierownik przyniósł mu rachunek z biura.
Był on przyzwyczajony do szczególnych nawyków ze strony gości, zatem niczego nie podejrzewał. Był też z tego zadowolony, gdyż oczywiście niektórzy goście opuszczali hotel w ogóle nie płacąc. Poza tym, był on zaszczycony stałą obecnością Frabato, który w bardzo krótkim czasie stał się dość sławny.
Odbierając rachunek, Frabato powiedział, "Wie pan, że zawsze jestem oblegany przez dziennikarzy i innych zainteresowanych. Mam spotkanie z przyjacielem i udaję się do kawiarni w pobliżu ratusza. Wrócę za około dwie godziny. Jeśli ktoś będzie chciał się ze mną widzieć w międzyczasie, proszę mu przekazać, że wrócę".
Kierownik nie miał żadnego powodu by nabrać podejrzeń i zapewnił Frabato, że może on na nim polegać. Frabato wyszedł i wkrótce potem zniknął w wielkomiejskim ruchu.
Ubrany tylko w garnitur, bez płaszcza i kapelusza, Frabato przechadzał się wzdłuż wąskiej ulicy, zanim ostatecznie poszedł do znajomego postoju taksówek. Czekało tam kilka taksówek, kierowcy zaangażowani w ożywioną rozmowę, palili. Gdy Frabato wymienił cel podróży, jeden z kierowców zaoferował swoje usługi i pojechali. Dotarli na miejsce po około trzech kilometrach. Frabato zapłacił i zmieszał się ponownie z przechodniami.
Frabato znał postój taksówek w pobliżu i udał się tam. Była tam dostępna tylko jedna taksówka i Frabato kazał kierowcy zawieźć się na stację kolejową, gdzie zniknął. Spędził tam kilka chwil, uważnie obserwując taksówki zaparkowane na zewnątrz, chociaż nie zauważył nikogo podejrzanego. Następnie wybrał prywatną taksówkę, duży samochód z sześciocylindrowym silnikiem. Siadając z tyłu, wyciągnął stumarkowy banknot ze swojej kieszeni i podał go kierowcy mówiąc:
"Muszę się szybko dostać do granicy. Właśnie otrzymałem telegram, że mój ojciec jest umierający i muszę wrócić do domu tak szybko, jak to tylko możliwe. Zapłacę podwójnie za każdy kilometr przejechany powyżej ograniczenia prędkości".
Marsowa twarz jego pasażera, razem ze stumarkowym banknotem natychmiast przekonały kierowcę. Od razu pędzili ku granicy. Kierowca w ogóle nie podejrzewał, że była to ucieczka.
Kiedy Frabato spieszył ku granicy, dwóch mężczyzn weszło do hotelu w Dresden i pytało o niego w recepcji. Zostali poinformowani, że Frabato wróci około 10:30.
Nie usiedli w restauracji - wędrowali w przód i w tył przed hotelem do momentu, gdy minął czas spodziewanego powrotu Frabato.
Wtedy obaj zaczęli się niecierpliwić. Poszli zobaczyć się z kierownikiem i wyciągnęli swoje karty identyfikacyjne mówiąc "Wydział policji kryminalnej! Czy może nam pan powiedzieć gdzie jest Frabato?".
Kierownik, który był na początku nieprzyjemnie zaskoczony, poczuł ulgę, gdy usłyszał, że szukają oni jedynie swojego dobrego przyjaciela Frabato.
"Panowie", odparł. "Frabato nie ma pojęcia, że go szukacie. Tego ranka zapłacił mi z góry za dwa tygodnie. Jego samochód jest w garażu, jego walizki i inne ubrania są w jego pokoju. Powiedział, że spotyka się z przyjacielem w kawiarni przy ratuszu. Z pewnością jest po prostu spóźniony i będzie tutaj za chwilę".
Mężczyźni podziękowali kierownikowi i zostawili mu swój numer telefonu, prosząc by zadzwonił w momencie powrotu Frabato. Potem szybko opuścili hotel.
Policjanci pospieszyli do kawiarni i zapytali obsługę, czy był tam Frabato. Kiedy usłyszeli, że nikt go nie widział, poinformowali swoje biuro o tym, iż podejrzewają, że Frabato uciekł. Od razu duża ilość policjantów wyruszyła do różnych postojów taksówek próbując określić miejsce pobytu Frabato. Przy pomocy fotografii i opisów szybko znaleźli ślad maga - lecz ten ślad nie doprowadził ich do człowieka, którego szukali. Policja zmuszona była niechętnie przyznać, że podejrzany się im wymknął.
W międzyczasie, po szalonej przejażdżce, Frabato dotarł do granicy o 11:30. Podziękował kierowcy, zapłacił mu podwójną stawkę i spokojnie poszedł do przejścia granicznego. Nie mając żadnego bagażu, mógł przejść bez zwłoki.
Kierowca taksówki chciał, by jego silnik trochę się schłodził, więc wyciągnął się w zadowoleniu na swoim siedzeniu i zapalił papierosa. "Powinienem mieć takich pasażerów codziennie", pomyślał.
Frabato właśnie przeszedł odprawę i wszedł do swojego rodzinnego kraju, gdy po niemieckiej stronie rozległ się z głośników komunikat:
"Uwaga! Uwaga! Wszystkie stacje graniczne Rzeszy Niemieckiej! Artysta sceniczny Frabato próbuje uciec niemieckim władzom i ma być natychmiast aresztowany. Zakłada się, że używa taksówki by uciec przez granicę" .
Po tym nastąpił szczegółowy opis Frabato. Z westchnieniem ulgi, Frabato poszedł ku przygranicznemu miastu, myśląc "Było blisko, lecz udało mi się!". W swoim rodzinnym kraju był teraz bezpieczny. Udaremnił kolejny plan opracowany przez lożę F.O.G.C. Jego rzeczy zostały jednak porzucone i będzie musiał przyjąć nowy styl życia. Nie miał wiele pieniędzy, lecz miał nadzieję, że przez jakiś czas da sobie radę.
Jedząc obiad w restauracji na stacji małego miasteczka, pomyślał o tym, co zdarzyło się w ciągu ostatnich kilku godzin i jak ledwie uciekł z własnym życiem. Podziękował Boskiej Opatrzności za swój ratunek. Godzinę później był w pociągu ekspresowym do stolicy swojego rodzimego kraju.