Wielki Mistrz loży F.O.G.C. był właścicielem pięknej willi w najbardziej eleganckiej dzielnicy miasta, doskonale urządzonej i otoczonej zadbanym ogrodem. Był on wysoce poważany w kręgach biznesowych, wielki człowiek w swej profesji o olbrzymim dochodzie finansowym.
Lecz dzisiaj siedział pochmurny za biurkiem w domu, bawiąc się w rozkojarzeniu złotym piórem. Był on pełen niepokoju, który nie mógł być złagodzony nawet jego harmonijnym otoczeniem.
Wstał i zaczął w zamyśleniu chodzić po pokoju. Jego służba miała wyraźny rozkaz nie przeszkadzania mu i nie przyjmowania żadnych gości.
Po raz pierwszy od wielu lat pasmo jego sukcesów zostało przełamane. Do tej pory wszystkie jego plany były udane, lecz Frabato był trudną sprawą, która ciążyła na jego duszy. W pewien sposób czuł, że za tym tajemniczym człowiekiem stała dużo większa moc niż ta, która leżała za jego lożą, której członkowie byli w stanie realizować swoje plany jedynie w asyście negatywnych sił.
Człowiek potężniejszy od niego! Ta myśl karmiła zajadłą nienawiść Wielkiego Mistrza, nieustannie prowadząc go do chęci prześladowania i krzywdzenia Frabato wszelkimi środkami. A chociaż było to dla niego trudne, musiał przyznać, że Frabato pokonał wszystkie jego ataki. Nikt nigdy nie złamał praw loży, został za to ukarany i wymknął się by móc o tym opowiedzieć. A wszyscy, którzy zostali skazani na śmierć przez tepafon, byli do tej pory zgładzeni.
Każda osoba ma słaby punkt, gdzie można ją łatwo zranić. Wielki Mistrz na próżno szukał słabości u Rabato. Jego porażka w tym względzie przepełniła go nienawiścią i wściekłością. Został już poinformowany, że policyjna akcja przeciw Frabato za złamanie zakazu wykonywania hipnozy nie była skuteczna. Ta nowa porażka zwiększyła jego chore nastawienie, myśli o zemście błyskały w jego umyśle. W normalnych okolicznościach był on mistrzem samokontroli, lecz teraz jego twarz ukazywała jak bardzo jego nerwy ucierpiały przez ostatnie zdarzenia. Nawet tykanie jego pięknego zegara wywoływało w nim niepokój, mieszając się z poczuciem strachu i przerażenia, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczył.
Wielki Mistrz karmił swoje mroczne myśli przez długi czas, gdy wpadł na coś, co uważał za dobry pomysł. Siadł do biurka i napisał list do urzędnika rządowego, który był również członkiem F.O.G.C.
Drogi bracie:
Jak wiesz, Frabato niweczył wiele naszych planów. Na próżno próbowaliśmy uczynić go członkiem naszej loży i przekonywać go o naszej dobrej woli. Ze względu na swoje magiczne zdolności, był w stanie odkryć wszystkie sekrety naszej loży. Nie tylko zna on nasze rytuały inicjacyjne, lecz jest również dobrze zaznajomiony z naszymi najbardziej tajnymi planami. Te fakty wyraźnie ukazują, że człowiek ten stanowi stałe zagrożenie dla naszej loży.
Jak wiesz, nie byliśmy w stanie go wyeliminować. Nawet tepafon zawiódł, a nasz sprzymierzony Król Demonów nie był w stanie zagwarantować sukcesu.
Ze swoimi magicznymi zdolnościami, ten Frabato ma naturalnie dostęp również do najtajniejszych planów rządu i wojska. Jeśli wrogi rząd zatrudniłby go jako szpiega, niewyobrażalna szkoda została by uczyniona tobie, drogi bracie, jak również całemu narodowi. Jako że moje własne środki są wyczerpane, proszę niniejszym o twoją pomoc w unicestwieniu tego niebezpiecznego człowieka.
Bractwo jest wielce zainteresowane załatwieniem tej sprawy i mam nadzieję, że mnie nie zawiedziesz.
Liczę na skonsultowanie się z tobą osobiście.
Z poważaniem,
S.
Wielki Mistrz włożył list do koperty, odcisnął insygnia loży na laku, a następnie wezwał służącego i nakazał mu natychmiast zanieść list na pocztę.
Teraz jego oblicze ukazywało zadowolenie i z satysfakcją potarł dłonie. Był przekonany, że ten plan mógł zostać udanie wykonany, gdyż w tych czasach szybko zajmowano się dysydentami politycznymi. Tajna policja zajmie się sprawą.
Ostatnie wydarzenia silnie dotknęły zdrowia Wielkiego Mistrza. Stracił dużo na wadze i jego ręce się trzęsły. Jego nierozwiązane problemy umieściły go w ciągłym stanie niepokoju i czuł, że się zestarzał.
Dość mimowolnie stanął przed dużym lustrem. Gdy bezmyślnie badał swoje odbicie, zauważył z rosnącym przerażeniem, że pomiędzy jego brwiami nagle pojawiła się fosforyzująca poświata. Szeroko otwartymi oczyma wpatrywał się we własne trzęsące się oblicze, gdyż był w pełni świadomy znaczenia tego znaku. Był on znany loży jako znak śmierci.
Sparaliżowany szokiem, Wielki Mistrz nie był w stanie odwrócić oczu od płomienia, który stawał się stopniowo coraz większy, ostatecznie pokrył całą powierzchnię lustra. Za płomieniem powoli pojawiła się groteskowa twarz o penetrujących oczach i przemówił wewnętrzny głos, jak gdyby z głębin grobu:
"Bracie, zbliża się twoja ostatnia godzina!".
Wielki Mistrz oddychał szybko i poczuł, że otacza go lodowaty chłód.
Powoli twarz demona znikła i płomień wygasł, a lustro odbijało tylko szarą jak popiół twarz czarnego maga.
Chociaż wciąż czuł się sparaliżowany, udało mu się oderwać się od swojego odbicia w lustrze, opaść na krzesło i pozostać tam przez jakiś czas bez ruchu. Zrozpaczony ukrył twarz w dłoniach.
"Ten przeklęty Frabato", wymamrotał. "Nie mogę o nim więcej myśleć, bo inaczej oszaleję!".
Wielki mistrz energicznie odgonił swoje negatywne myśli, zapalił cygaro i zaczął chodzić po pokoju, próbując się uspokoić. Dotarło do niego, że czekało go dzisiaj więcej ciężarów. Astrologiczna pozycja Słońca przypomniała mu jednak, że musi wkrótce wyruszyć, gdyż był dwudziesty trzeci czerwca, dzień generalnego zebrania loży. Ważne było, by on - jako przewodniczący - wyglądał na spokojnego i skupionego, by dawać przykład innym braciom.
Nakazał służącemu przygotować obiad. Na koniec posiłku wypił filiżankę silnej kawy, przebrał się i kazał kierowcy zawieźć się do budynków loży.
***
Dwudziesty trzeci czerwca to specjalny dzień w roku dla wszystkich ludzi na świecie. Słońce osiąga wtedy swój najwyższy punkt, jest to najdłuższy dzień i najkrótsza noc roku.
Dla uczczenia letniego przesilenia, wielu Europejczyków tradycyjnie rozpalało ognisko. Bracia Światła, szczególnie ci niższych stopni, przeprowadzają tej nocy tzw. ewokacje Św. Jana. Podczas tego rytuału można do niewidzialnego świata astralnego wysłać trzy życzenia. Są one potem spełniane w nadchodzącym roku, o ile nie naruszają one praw karmy. Ten rytuał Misterium Św. Jana jest utrzymywany przez Braci Światła w ścisłej tajemnicy.
Chociaż dwudziesty trzeci czerwca był również specjalnym dniem loży F.O.G.C., to nie można powiedzieć, by był to dla nich dzień szczęśliwy. Wręcz przeciwnie: był to śmiertelny dzień, gdyż jeden z braci loży musi poświęcić swoje życie demonowi, któremu służy. Prawo to dotyczyło wszystkich członków, niezależnie od ich rangi czy stopnia.
Loża posiada dziewięćdziesięciu dziewięciu członków. Setnym członkiem jest demon, który przewodniczy loży i który z kolei deleguje swoje demony sługi dla każdego członka loży, by spełniał jego życzenia. Każdy demon ma swoje własne specjalne imię i znak inwokacji, znany tylko bratu loży, któremu służy. Imię i znak demona nigdy nie są przekazywane nikomu innemu - karą za złamanie milczenia jest śmierć.
Ofiara jest wybierana przez losowanie. Wtedy dla zastąpienia ofiary zgłaszany jest nowy członek i przydzielany jest mu demon jego poprzednika. Mając pecha, nowy członek mógłby być skazany na śmierć już w pierwszym roku.
Nie zaskakuje to, że członkowie loży, poprzez tę wymianę, byli w stanie osiągać materialne cele i byli bogatymi i wpływowymi ludźmi. Ktoś z niższych lub biedniejszych klas był przyjmowany na członka jedynie, gdy posiadał wyjątkowe talenty i zdolności, którymi mógł służyć loży. Takiemu członkowi natychmiast przekazywano duże sumy pieniędzy, dopóki przy pomocy swojego demona nie nauczył się on stać na własnych nogach.
Letnia pogoda była cudowna tego konkretnego 23 czerwca. Ciepłe, stałe powietrze dnia unosiło się nad krajobrazem, lecz w umysłach braci F.O.G.C., strach unosił się jak niewidzialna chmura. Jedynie w tym czasie przypominali sobie o ofierze wiszącej nad ich głowami jak miecz Damoklesa.
Wielki hall domu loży był ceremonialnie oświetlony. Na małej platformie znajdowało się dziewięćdziesiąt osiem ponumerowanych krzeseł, które stały zwrócone do miejsca dla Wielkiego Mistrza. Każdy członek loży otrzymał numer i zgodnie z nim zajął swoje miejsce. Nikogo nie mogło zabraknąć na tym najważniejszym w roku spotkaniu. Każdy brat miał tak ułożyć swoje sprawy osobiste, by tego wieczoru być obecnym.
Chociaż spotkanie miało się rozpocząć o 20:00, większość braci zebrała się już o 19:30 i żywo rozmawiali ze sobą w małych grupach. Jako że wskazówka minutowa zegara przemieszczała się nieubłaganie ku wyznaczonej godzinie, bracia loży zajęli swoje miejsca na ponumerowanych krzesłach. Wiceprzewodniczący, który był również sekretarzem, zajął już swoje miejsce.
Dokładnie o godzinie ósmej, do sali wszedł Wielki Mistrz. Wszyscy cicho wstali by powitać swojego zwierzchnika. Wielki Mistrz, wciąż w szoku po popołudniowych wydarzeniach, zebrał się w sobie i otworzył zebranie uderzając specjalnym młotem trzy razy w duży gong, którego dźwięk rezonował w całej sali. Następnie zwrócił się do braci:
"Moi drodzy bracia, dziękuję za wasze powitanie i proszę byście usiedli. Jestem bardzo zadowolony, że wszyscy przybyliście. Jak wiecie, dzisiaj jest historyczny i tradycyjny dzień dla naszej loży, gdyż jeden z naszych członków musi nas opuścić, a przyjęty zostanie nowy. Dopiero gdy wyciągniemy losy, będziemy wiedzieć, kto ma odejść. Zdaję sobie sprawę, że wyczekujecie losowania z obawą. Jednak podczas przyjmowania waszego członkostwa w loży, byliście poinformowani, że taka procedura zapisana jest w naszych regulacjach i jest obowiązkowa.
"Nasz obrządek istnieje od wielu wieków i na całym świecie rządzi się tymi samymi prawami. Dziewięćdziesiąt dziewięć jest dla nas świętą liczbą i posiada specjalne znaczenie, gdyż na świecie istnieje dziewięćdziesiąt dziewięć naszych lóż i każda z nich ma dokładnie dziewięćdziesięciu dziewięciu członków. Wszystkie te loże stosują się do tych samych praw co my. Władca Ciemności, nasz bóg, którego szanujemy i czcimy, udostępnił każdej loży demoniczną istotę wysokiej rangi. Ta przewodnicząca istota zobowiązana jest zapewnić każdemu bratu loży demona sługę. Skoro Wielki Mistrz każdej loży niesie największą odpowiedzialność, przewodnicząca istota przypisywana jest jemu.
"W tym historycznym dniu chciałbym przypomnieć każdemu z was o olbrzymich korzyściach, jakie osiągnęliście stając się członkami naszej loży. Jestem pewien, że nikt z was nie potrafi wymienić Obrządku, w którym można szybciej uzyskać bogactwo i władzę. Kto może niszczyć swoich wrogów szybciej niż my? Kto jest lepiej chroniony przed wszystkimi niebezpieczeństwami życia niż nasi właśni bracia? Nikt! Te korzyści mogą być osiągnięte jedynie dzięki wsparciu duchowych mocy, o których przed chwilą mówiłem. Wszyscy wybraliśmy dla siebie te korzyści i w zamian za nie, wymaga się od nas wspierania zła i zwalczania dobra gdziekolwiek to możliwe. Z pewnością nikt z was nie stwierdził, że jest to bardzo trudne. Największym ryzykiem z tego wszystkiego jest wydarzenie dzisiejszego wieczoru - lecz wasze szanse pozostania w loży są wielkie.
"Jestem jednak w pełni przekonany, moi drodzy bracia, że nikt z was nigdy nie żałował podjęcia tego kroku, że każdy z was jest majętny finansowo i że każdy z was był w stanie realizować swoje cele przy pomocy swojego duchowego sługi".
Wielki mistrz przerwał mowę, by zaobserwować skutki, jakie jego słowa wywarły na pozostałych braciach. Wielu wyrażało swoją satysfakcję lekkim przytakiwaniem.
Wielki Mistrz wypił trochę wody i miał już kontynuować wychwalanie korzyści loży, gdy nagle przypomniał sobie swoją nieudaną walkę z Frabato. Ogarnęła go wściekłość i kontrolując się z wielkim wysiłkiem, ciągnął dalej:
"Bratni członkowie, jak wiecie, potężny wróg próbował sprzeciwić się celom naszej loży. Jest to mag Frabato. Niestety nasze ataki przeciwko niemu były do tej pory nieudane i był on w stanie obronić się nawet przed tepafonem. Zachęcam zatem, byśmy pozostali zjednoczeni w tej sprawie. Ten człowiek może być dla nas wszystkich niebezpieczny i musimy stosować się do powiedzenia: «Wszyscy za jednego i jeden za wszystkich!»".
Wielki Mistrz był teraz prawie w stanie ekstazy, lecz wielu członków pozostało zdystansowanych, nie chcąc ingerować w jego osobistą vendettę. Inni czuli ciarki przebiegające im po plechach, a w ich twarzach rysował się strach. Dla wielu stało się jasne, że znalazł się człowiek, którego moc była silniejsza od mocy loży. Kto kiedykolwiek oparł się tepafonowi, instrumentowi, który mógł wywołać śmierć każdego, niezależnie od tego, gdzie na ziemi się znajdował? Wielki Mistrz musiał mieć specjalny powód, by zajmować się tą sprawą osobiście, czy nawet dyskutować o jej trudnościach z bractwem. Myśl o tak potężnym wrogu wywołała skrajny niepokój wśród braci. Było to dla Wielkiego Mistrza jasne, gdy wybuchnął triumfującym i pogardliwym śmiechem:
"Jak widzę, wielu z was stało się straszliwie przerażonych na samo wspomnienie imienia Frabato. Nie jest tajemnicą, że ten człowiek przyczynił się do wielu stresujących dla mnie godzin.
"Lecz nasza loża ma wiele sposobów na zgładzenie takiego wroga. Wszyscy wiecie, że Pan Ciemności jest po mojej stronie zawsze, gdy potrzebuję jego pomocy i rady. Możecie więc być pewni, moi drodzy bracia, że dzięki moim korzystnym układom, byłem w stanie rzucić na Frabato podejrzenie na gruncie politycznym. Oczywiście wiem, że nie jest on zaangażowany politycznie, lecz mimo to w przeciągu tygodnia będzie on uwięziony. Stamtąd już tylko mały krok do jego śmierci, gdyż mając odpowiednią sumę pieniędzy, łatwo jest znaleźć ludzi, którzy pomogą w wykonaniu takiego zadania. W każdym bądź razie, obiecuję wam, że wkrótce Frabato nie będzie wśród żywych!".
Ostatnie słowa Wielkiego Mistrza wywołały westchnienie ulgi, gdyż Frabato był już koszmarem dla wielu członków loży. Wielki Mistrz z satysfakcją zdał sobie sprawę, że jedność loży została przywrócona. Z ulgą oddał głos sekretarzowi i usiadł.
Sekretarz podziękował Wielkiemu Mistrzowi za przemówienie, a następnie zwrócił się do zgromadzenia:
"Moi drodzy bracia, jak wiecie, dzisiaj macie zgłosić swoje raporty, napisane tajnym kodem, obejmujące pracę dokonaną przez ostatni rok przy pomocy waszych służebnych demonów. To pozwala nam na pewną kontrolę w badaniu czy warunki naszego kontraktu z demonicznymi mocami zostały spełnione. Ci z was, którzy mieli określone problemy czy trudności ze swoimi duchowymi sługami, mogą po dzisiejszym zebraniu omówić te sprawy z Wielkim Mistrzem. On wyjaśni te sprawy z danymi duchowymi istotami. Teraz, moi drodzy bracia, proszę o oddanie waszych raportów i ponownie przypominam, że każdy raport musi być oznaczony waszym przydzielonym numerem".
Dwóch członków zostało poproszonych o zebranie dokumentów i złożenie ich sekretarzowi, który przeliczył i zbadał je dokładnie.
Za krzesłem Wielkiego Mistrza znajdował się bogato zdobiony sekretarzyk. Sekretarz, poruszając się powoli (jakby chcąc zatrzymać czas), zamknął raporty w jego szufladzie, otworzył inną szufladę, wyjął drewnianą skrzynię i ustawił ją na stole obok sekretarzyka. Następnie, dość poważnie, odwrócił się do zgromadzenia i otworzył nieuchronne pudełko. Zawierało ono dziewięćdziesiąt dziewięć małych kopert. Zawarte w nich były numery członków, które miały określić los każdego z nich. Nad zgromadzeniem zapadła przygnębiająca cisza, gdyż dla każdego z nich była to najmroczniejsza i najbardziej straszliwa godzina w roku.
Sekretarz przyniósł teraz z sąsiedniego pokoju bęben. Był on zamontowany na ramie, która umożliwiała kręcenie go wokół osi przy pomocy rączki. Sekretarz umieścił go na środku sali, a następnie otworzył małe drzwiczki z jego boku. Po odłożeniu na bok numeru Brata Silesiusa, uroczyście wrzucał do bębna jedną kopertę po drugiej, pod uważnym okiem braci. Kiedy skończył, zamknął drzwi bębna.
Jeden z braci loży wprowadził do pokoju córkę dozorcy. Elli wiedziała co ma robić, gdyż przez wiele lat na wigilię Św. Jana wykonywała tę samą rzecz. Nie wiedziała absolutnie nic o prawdziwej powadze godziny. Zawsze była usatysfakcjonowana wytłumaczeniem, że wybierano członka na "specjalną misję". Hojna suma pieniędzy, jaką otrzymywała za to małe zadanie, tłumiła wszelką ciekawość - a dość dobrze wiedziała, że zbyt duża ciekawość z jej strony spowoduje, że jej ojciec straci pracę.
Sekretarz zawiązał młodej damie oczy i poprowadził ją ostrożnie do bębna. Następnie chwycił rączkę i zakręcił bębnem, dziesięć razy w lewo i dziesięć razy w prawo. Potem otworzył wieko, poprowadził rękę Elli nad otwór i poprosił ją o wyciągnięcie koperty. Bez wahania, Elli wyjęła kopertę, którą sekretarz odebrał z jej rąk i położył na stole, by każdy mógł ją zobaczyć.
Zmuszając się do zachowania spokoju, sekretarz zdjął opaskę z oczu Elli, wręczył jej zwykłą należność i towarzyszył jej do wyjścia z budynku kilkoma przyjaznymi słowami. Następnie powrócił do sali, gdzie bracia czekali na niego z bladymi twarzami. Sięgnął po rozstrzygającą kopertę i wyciągnął z niej numer. Głośnym i trzęsącym się głosem powiedział: "To jest numer jeden, numer naszego Wielkiego Mistrza!".
Napięcie zostało uwolnione, chociaż poprzez różne reakcje. Jedni członkowie z ekscytacją zaczęli dyskutować nad rezultatem, podczas gdy inni po prostu dalej milczeli, opierając brody o dłonie.
Wielki Mistrz, który stał uważnie obserwując całą procedurę, opadł na krzesło, śmiertelnie blady. Mamrocząc niezrozumiale, wpatrywał się w sufit. W jego wewnętrznej wizji pojawił się demoniczny grymas. Śmiertelny pot spływał z jego czoła i w desperacji zawołał "Frabato!".
Reakcja Wielkiego Mistrza wypełniła specjalne zebranie niesamowitym przerażeniem, gdyż nikt wcześniej nie stawił czoła swojej śmierci w tak tchórzliwy sposób. Chociaż wszystkie ofiary zostały ciężko uderzone swoim losem, to czynili oni wielki wysiłek, by zachować, przynajmniej zewnętrznie, jakiś stopień opanowania. W tym kontraście, Wielki Mistrz, który powinien być przykładem dla całej loży, był widokiem żałosnym. Minęło trochę czasu zanim odzyskał on panowanie nad sobą.
Ostatecznie, z widocznie drgającymi mięśniami twarzy, zwrócił się do zgromadzenia łamliwym głosem:
"Moi drodzy bracia, jak wszyscy wiecie, ostatnio walczę ze sprawą Frabato. Próbowałem zgładzić go na kilka sposobów, lecz jeszcze mi się to nie udało. Tak jak wam powiedziałem, przeżył on tepafon, naszą najpotężniejszą broń. Można z tego wnioskować, że ten Frabato sprzymierzony jest z potężnymi mocami. Przez to, że jestem największym wrogiem dla Frabato, nie mam wątpliwości, że wpłynął on na to losowanie swoimi magicznymi mocami i ułożył sprawy tak, by wylosowany został mój numer. Wielu z was było obecnych na jego publicznych wystąpieniach, gdzie dowodził swojego wpływu nad ludźmi i swojej zdolności dostosowywania ich do swojej woli na każdą odległość".
Wielki Mistrz przerwał i wyczekująco rozejrzał się dokoła. Wielu aprobująco kiwało swoimi głowami, gdyż byli świadkami tych przedstawień. Kiedy Wielki Mistrz zauważył, że te osoby zdawały się mu współczuć, zachęcony tym faktem mówił dalej: "Moi drodzy Bracia, weźcie proszę pod rozwagę fakt, że jestem jedynym spośród was, który niestrudzenie próbował zgładzić tego wroga. Ogłaszam zatem, że wpłynął on na Elli by wyciągnęła mój numer z bębna. Z tego powodu nie mogę uznać losowania!".
Razem z tymi słowami rozległ się na sami przytłumiony pomruk, gdyż każdy z chęcią ominąłby kolejne losowanie. Bracia loży wiedzieli, że to tchórzostwo i śmiertelny strach doprowadziło Wielkiego Mistrza do tego kroku. Niemożliwe było jednak otwarte przeciwstawienie mu się, gdyż w prawach loży ustalone było iż Wielki Mistrz może dwukrotnie domagać się następnego losowania, jeśli sobie tego zażyczy. Było to coś, co zdarzało się bardzo rzadko. We wszystkich dziewięćdziesięciu dziewięciu lożach zdarzyło się tylko dwukrotnie podczas ostatnich dwóch stuleci.
Będąc wyznaczonym jako kandydat na śmierć, Wielki Mistrz musiał stracić swoje prawo do rządzenia lożą. Według regulacji, sekretarz zostałby mianowany na pozycję Wielkiego Mistrza i przewodniczącego. Lecz stary Wielki Mistrz mógł przynajmniej chwytać się nadziei, że uniknie swojego ostatecznego losu.
Sekretarz zwrócił się do członków:
"Moi drodzy bracia, ku naszemu żalowi, to nasz szacowny Wielki Mistrz został wybrany przez losowanie. Przez wiele lat prowadził on naszą lożę sumiennie i zyskał nasz szacunek. Jak wiecie, ma on prawo wymagać dwóch dodatkowych losowań. Jego argument, że Frabato użył swoich magicznych mocy, by przekazać mu wyrok śmierci, jest dość zrozumiały. Sugeruję, by zastosować określone środki ostrożności przy drugim losowaniu, gdyż mamy do dyspozycji moce, które są w stanie wyeliminować wszelką ingerencję Frabato. W naszych regulacjach zapisane jest, że każdy członek może trzykrotnie obrócić bęben przed następnym losowaniem. Wszyscy którzy się zgadzają niech podniosą ręce".
Wszyscy podnieśli swoją prawą dłoń - nawet Wielki Mistrz, wyznaczony na śmierć. A jednak drugie losowanie wielce ciążyło na duszach braci, gdyż jeśli Wielki Mistrz miał rację, to tym razem mógł być potępiony każdy z nich.
"Propozycja została przyjęta jednogłośnie", ciągnął sekretarz. "Dziękuję za zrozumienie, jakie okazaliście Wielkiemu Mistrzowi. Naszym następnym krokiem będzie określenie, czy Frabato wywiera jakikolwiek wpływ na naszą lożę w tym momencie. Potwierdzimy to przy pomocy naszego medium. Bracie H., przyprowadź proszę ponownie córkę dozorcy".
Brat H. opuścił salę i po krótkim czasie powrócił z dziewczyną. Sekretarz, który był nie tylko wykształconym czarnym magiem, lecz również umiejętnym dyplomatą, powitał ją mówiąc:
"Droga Elli, wybacz przeszkadzanie ci o tej późnej porze, lecz pilnie potrzebujemy twojej pomocy. Powstały pewne problemy, które chcemy rozwiązać z twoją pomocą. Zrekompensujemy twój wysiłek podwójną stawką".
Chociaż była ona zaznajomiona z otoczeniem, wydawało się jej, że w sali panował szczególnie złowrogi nastrój. Pomimo tego, odpowiedziała w swój zwyczajny sposób:
"Nie przeszkadza mi późna godzina. Za taką sumę z przyjemnością wam pomogę".
Na środku sali umieszczono sofę i Elli, przyzwyczajona do procedury, chętnie się na niej położyła. Dwudziestu jeden braci uformowało dokoła niej okrąg, a sekretarz wprowadził ją w głęboki hipnotyczny sen. Następnie wywołał w niej stan jasnowidzenia i wydał jej następujący rozkaz: "Odwiedź duchem Frabato i powiedz mi co on robi".
Po krótkim wahaniu, Elli pokrótce powiedziała, że Frabato był na scenie, wykonując swoje normalne przedstawienie. Kiedy zapytano, czy wywiera on jakikolwiek wpływ na nią, odpowiedziała zdecydowanie, że nie.
Ekscytacja w sali znacznie się zwiększyła, gdyż każdy zaczął odczuwać, że poprzednie założenie Wielkiego Mistrza zostało obalone. Sekretarz nakazał ciszę. Wielki Mistrz usiadł na swoim krześle wyglądając blado, wiedząc bardzo dobrze, że fala niepokoju kierowana była ku niemu. Nagle podskoczył i krzyknął na całą salę:
"Frabato wpływa na was wszystkich! A jeśli nie robi tego sam, to wysyła swoje istoty. Ma ich tysiące do dyspozycji!".
Zarzut, iż Frabato ma tysiące istot duchowych - podczas gdy każdy członek loży F.O.G.C. miał tylko jednego służebnego ducha - nie tylko zaskoczył obecnych, lecz również znacznie zwiększył niepokój na sali.
Wielki Mistrz natychmiast zdał sobie sprawę ze swojego błędu: zamiast upokorzyć Frabato, upokorzył siebie i własną lożę.
Wyczerpany, oparł swoją głowę na dłoniach, mamrocząc w desperacji "Jestem na krawędzi załamania! Nie mogę już dłużej".
Sekretarz głośno i energicznie nakazał ciszę i udało mu się uspokoić zebranie. Dwudziestu jeden braci wciąż tworzyło okrąg dokoła śpiącej dziewczyny, do której sekretarz ponownie zwrócił się penetrującym głosem:
"Kiedy się obudzisz, będziesz wolna od wszelkich wpływów. Żadna moc na świecie nie będzie w stanie na ciebie wpływać, czy to świadomie czy nieświadomie. Żadna zewnętrzna istota nie będzie w stanie na ciebie wpływać. Będziesz robić wszystko ze swojej własnej woli".
Cicho przyzwał czterech mrocznych książąt elementów do rogów sali, by asystowali dając dalszą ochronę przed wszelkim magicznym wpływem. Widoczni jedynie duchowym okiem, negatywni książęta elementów pilnowali przebiegu ceremonii. Formuły ich przywoływania znane były jedynie Wielkiemu Mistrzowi i sekretarzowi.
Po ukończeniu inwokacji, sekretarz zapewnił braci o całkowitej ochronie przeciw wszelkim zewnętrznym wpływom i potwierdził, że tylko najwyższa boska opatrzność byłaby w stanie wywierać jakikolwiek wpływ.
Numer Wielkiego Mistrza został włożony do nowej koperty i umieszczony w bębnie.
Bracia, którzy tworzyli okrąg, mentalnie powtarzali niezbędną formułę, która czyniła magiczny okrąg skutecznym.
Sekretarz obudził medium odpowiednimi słowami. Patrzyła ona w zdziwieniu na otaczające ją, zakłopotane twarze. Dochodząc do siebie, Elli pomyślała że podczas jej snu musiało zajść coś niezwykłego.
Sekretarz ostrożnie zawiązał jej oczy i poprowadził do bębna, prosząc ją o wyciągnięcie kolejnej koperty. Elli spokojnie sięgnęła do środka i wyciągnęła jedną.
Zapanowała śmiertelna cisza, gdy wszyscy wpatrywali się w kopertę. Sekretarz wziął ją i położył na stole. Następnie zdjął Elli opaskę i szybko wyprowadził ją z sali. Poprosił ją o poczekanie piętnastu minut w pokoju obok, mówiąc jej, że mogą ponownie potrzebować jej pomocy.
Powróciwszy bezpośrednio do sali, trzęsącymi rękami otworzył on rozstrzygającą kopertę i wyciągnął z niej numer.
Ponownie był to numer jeden.
Przeraźliwy jęk wydobył się z wnętrza Wielkiego Mistrza. Teraz czuł on, że jest bezpowrotnie stracony. Inni bracia dźwignęli westchnienie ulgi. wszystkie ich wątpliwości zniknęły, gdyż śmiertelny wyrok znalazł swój cel. Niemniej zdarzenia wieczoru wywołały u niektórych z nich wyrzuty sumienia.
Pełne oczekiwania zgromadzenie skierowało swoją uwagę ku Wielkiemu Mistrzowi, który musiał teraz zaakceptować swój wyrok. Zebrał się w końcu, lecz tylko tyle, by wykrzyknąć w śmiertelnym przerażeniu:
"Niemożliwe! Niemożliwe! Nie wierzę temu osądowi. Coś dzieje się tutaj osobiście przeciwko mnie, by mnie zniszczyć! Nawet jeśli Frabato nie robi tego sam, to ma on do dyspozycji siły, które są odpowiedzialne za całą tę rzecz. Domagam się prawa do trzeciego losowania. Tylko wtedy uznam swoją porażkę!".
Trzecie losowanie musiało być ratyfikowane większością głosów. Sekretarz wstał by przemówić.
"Prawem skazanego jest żądać trzeciego losowania. Nie będzie ono miało miejsca, jeśli nie uzyska prostej większości głosów. Pamiętajcie, odrzucenie prawa Wielkiego Mistrza do takiego losowania, rzuci ciężką wątpliwość na prawidłowość procesu i nawet na statuty loży. Wszyscy, którzy zgadzacie się na trzecie losowanie, podnieście ręce".
Dramatyczne zdarzenia wieczoru głęboko zakłóciły dusze wielu braci. Byli oni rozdarci pomiędzy strachem przed utratą własnego życia, a nadzieją, że werdykt zostałby potwierdzony trzeci raz. Jednak po kilku minutach, sześćdziesięciu członków głosowało "tak" dla następnego losowania. Przeznaczenie mogło iść swoim torem.
Podczas przygotowań do trzeciego losowania, Wielki Mistrz skoczył na nogi i dziko zawołał:
"Tym razem sam będę ciągnął los, gdyż ani Frabato, ani żadna inna moc na świecie nie może na mnie wpłynąć!" .
Po tych słowach, sekretarz pospieszył by zapłacić Elli i wysłać ją do domu, informując, że jej usługi nie będą już potrzebne. Wracając do sali, poszedł prosto do bębna i przygotował go ostatni raz.
Tym razem procedura przebiegała dużo szybciej, gdyż członkowie obracali trzykrotnie bębnem w pośpiechu, wyczekując końca.
Po kręceniu bębnem, sekretarz zawiązał oczy Wielkiego Mistrza tym samym materiałem, którego wcześniej używano dla medium. Salę ponownie wypełniła absolutna cisza. Wielki Mistrz grzebał dziko wśród kopert. Chwycił jedną i wyciągnął ją. Zerwał czarną opaskę z oczu i rzucił na podłogę. Trzęsącymi się dłońmi otworzył kopertę i wyciągnął numer.
Był to numer jeden.
Wpatrywał się w niego jak zahipnotyzowany. Ponownie uniosła się przed nim wykrzywiona twarz demona i pogardliwy śmiech wypełnił jego uszy. Opadł na podłogę, nieprzytomny.
Przeniesiono Wielkiego Mistrza do sąsiedniego pokoju i położono go na sofie. Jego pozycja jako wielkiego Mistrza i przewodniczącego loży była nieodwołalnie utracona. Teraz był jedynie kandydatem na śmierć. Podczas jednego z następnych spotkań, sekretarz zostanie oficjalnie Wielkim Mistrzem loży, a najbystrzejszy z pozostałych braci stanie się nowym sekretarzem.
Dramatyczne i tragiczne zdarzenia ostatnich kilku godzin wywarły na wszystkich głębokie wrażenie - takie, które będą pamiętać do końca swojego życia. Chociaż niektórzy byli w loży przez wiele lat, nic takiego jak wydarzenie tego wieczoru nigdy wcześniej nie miało miejsca.
Nowy Wielki Mistrz ogłosił półgodzinną przerwę. Sala opustoszała. Wielu potrzebowało trochę świeżego powietrza, a małe grupy zbierały się w parku by omawiać wydarzenia wieczoru. Inni próbowali posilić się w jadalni.
W starożytnych czasach, ludzie byli składani w ofierze bogom. Ta sama praktyka żyje w loży F.O.G.C., chociaż ich rytuały zostały dostosowane do dnia obecnego. Prawa loży zakładają, że każdego roku jeden członek musi zostać poświęcony przewodniczącemu demonowi. Losowanie śmiertelnego losu nie liczy się z tym, czy członek dopiero co dołączył do loży, czy też był w niej przez wiele lat.
Zabrzmiał gong, przywołując braci z powrotem do sali. Gdy wszyscy usiedli, nowy przewodniczący wstał i zwrócił się do zgromadzenia, mówiąc:
"Moi drodzy bracia, ukończyliśmy ceremonię wyboru ofiary, która zostanie złożona panu naszej loży. Tym razem jest to osoba, którą wszyscy szanowaliśmy. Nasza loża doznaje wielkiej straty wraz z odejściem Wielkiego Mistrza. Mimo to, wierzę, że dziś wieczorem wszyscy możemy iść do domu z przekonaniem, że niemożliwe jest oszustwo, jeśli chodzi o ciągnięcie losów dla naszej corocznej ofiary. Nawet jeśli działania naszej loży opierają się na oszustwie i kłamstwach, to tutaj oszustwo jest niemożliwe!
"Dzisiejsze losowanie pokazało, że prawa loży nadzorowane są przez wysokie moce bezlitosnego przeznaczenia. Kto nie próbowałby ocalić swojego własnego życia, nawet tak, jak robił to Wielki Mistrz? Zasługi naszego byłego Wielkiego Mistrza nie będą umniejszone przez jego zachowanie, a jego imię pozostanie wśród najbardziej honorowych członków w historii naszej loży.
"Zgodnie ze statutami loży, każdy członek opuszczający lożę musi być zastąpiony przez nowego członka. Zastępca Brata Silesiusa zostanie wprowadzony dzisiaj, a moją uprzednią pozycję jako sekretarza obsadzimy na naszym następnym zebraniu. Brat F. polecił jednego ze swoich przyjaciół i zapewnił nas, że własnym życiem ręczy za lojalność i dyskrecję kandydata. Bracie F., wprowadź proszę swojego przyjaciela".
Członek okręgu opuścił salę i po kilku minutach powrócił z młodym mężczyzną.
Nowy Wielki Mistrz uścisnął mu rękę i przywitał go w imieniu loży. Przeprosił za długie czekanie mówiąc, że powstały nieprzewidziane komplikacje w zakresie pewnych rytuałów. Obcy już uprzednio zgodził się na warunki przyjęcia, zatem była to tylko kwestia złożenia przysięgi i nadania mu imienia i numeru. Nowemu członkowi nadano numer 2 i imię loży "C".
Poważnymi przysięgami, C. przysiągł stosować się do statutów loży i przydzielony został mu demon, dla realizacji jego życzeń. Został wprowadzony w sposoby i środki radzenia sobie z tą istotą i w to, w jaki sposób miał prowadzić dziennik swoich działań. Przekazana mu została formuła, której mógł używać w walce telepatycznej i czarnej magii. Został również poinformowany o imionach loży innych braci, lecz nie o ich cywilnych nazwiskach. Wewnątrz loży używano tylko imion loży.
Kiedy skończyła się ceremonia inicjacji dla nowego członka, nowy Wielki Mistrz oficjalnie zamknął sesję. Było już po północy, więc okrąg szybko się rozpadł, zostawiając jedynie nowego Wielkiego Mistrza kończącego raport loży.
Po skończeniu pracy poszedł do pokoju, gdzie zabrano byłego przewodniczącego i Wielkiego Mistrza po zapadłym na nim wyroku. Co dziwne, wciąż leżał on na sofie, na wpół przytomny i niezdolny do samodzielnego wyjścia.
Nowy Wielki Mistrz był członkiem profesji medycznej, więc rozwiązał ten problem na swój własny sposób. Szybko poszedł po swoją torbę sprzętu medycznego i dał skazanemu silny zastrzyk na pobudzenie krążenia krwi. Postawiło go to na nogi w przeciągu kilku minut. Wielki Mistrz towarzyszył przygnębionej ofierze do samochodu. Kierowca przestraszył się przybycia dwóch mężczyzn, gdyż zasnął podczas długiego oczekiwania. W pośpiechu otworzył drzwi dla swojego pana, dwóch członków loży szybko się pożegnało i były Wielki Mistrz pozwolił sobie opaść ciężko na poduszki. Wtedy drzwi zostały zamknięte i samochód odjechał w noc.
Nowy Wielki Mistrz w zamyśleniu podążał za samochodem swoimi oczyma. W końcu zawrócił do budynków loży, uważnie zamknął wszystkie drzwi i poszedł do domu.
Po godzinnej podróży, złożony ze stanowiska Wielki Mistrz loży F.O.G.C., przybył do swojej willi. Kierowca pomógł swojemu pracodawcy wejść do domu podając dla oparcia swoje ramię, gdyż zdawał się on chory i apatyczny. Kierowca zapytał, czy są dla niego jakieś polecenia, lecz odpowiedzią było odprawiające machnięcie ręką. Służący zniknął wtedy szybko i cicho.
Osłabiony, Wielki Mistrz wpadł do swojego gabinetu i ciężko rozłożył się na sofie. Niezdolny nawet do myślenia o śnie, wpatrywał się stale w sufit oczami pozbawionymi wyrazu. Tak jak w filmie, najważniejsze zdarzenia jego życia przeszły mu przez umysł: obrazy zniesławienia, oszustwa, kłamstwa i morderstwa. Wyrzuty sumienia były dla niego przez długi czas obce. Nawet jego niepewna przyszłość w postaci sługi demonów nie była w stanie skierować jego myśli w pozytywną stronę. Zamiast tego, trzymała go wściekłość i nienawiść dla wszelkiej pozytywnej mocy, dając mu satysfakcję możliwą tylko dla czarnego maga.
Klątwy, jakimi się obciążył, wyłącznie dla zdobycia ziemskich dóbr!
A teraz musi pozostawić to wszystko, gdyż znał duchowe prawa i wiedział, że nie ma ratunku dla tej sytuacji: nie było szans na ucieczkę przed demonami.
Roztargniony wstał, nalał do kieliszka trochę wina i wziął z szafki małą paczkę proszku. Wsypał go trochę do wina i trzęsącymi się dłońmi podniósł kieliszek do swoich ust, próbując uciszyć pogardliwy śmiech, który zdawał się wypełniać cały pokój. Ogarnęło go oszołomienie i jednym łykiem opróżnił kieliszek. Palące odczucie sprawiło, że wzdrygnął się na chwilę i stał tak zaklęty, wpatrując się w przestrzeń. Potem kieliszek wyślizgnął się z jego dłoni i rozbił. Zatoczył się i opadł bez życia na podłogę, gdyż trucizna dokonała swego dzieła.
Tak zakończyło się życie czarnego maga S., zakończone jego własną ręką.