Wieczorem tego samego dnia, bilety na salę wykładową klubu Eccentric zostały wyprzedane. Frabato dawał prywatny seans dla dziennikarzy i naukowców i wstęp był tylko dla zaproszonych gości. Wśród obecnych było jednak kilku członków F.O.G.C., gdyż loża miała swoich przedstawicieli wśród każdej klasy społecznej.
Kiedy sesja się skończyła, reporterzy okrążyli Frabato zasypując go pytaniami. Po ich pierwszym oblężeniu i kiedy ich ciekawość została wystarczająco zaspokojona, Frabato wycofał się do oddzielnego pokoju dla dalszej dyskusji w mniejszym gronie. Kiedy został podniesiony temat hipnozy, Frabato z żalem wyjaśnił, że nie może wykonać demonstracji hipnotycznych na członkach publiczności. Inspektor policji poinformował go o nowym prawie dotyczącym hipnozy - Frabato obiecał się do niego dostosować.
Nowe prawo wywołało nagłe poruszenie w grupie. Dziennikarz krzyknął do Frabato "Założę się o pięćset marek, że nie ośmielisz się przeprowadzić demonstracji hipnozy na swoim następnym występie!".
Frabato poczuł się przyparty do muru. Przekraczanie prawa cywilnego nie było jego zwyczajem. Z drugiej strony poniżej jego godności było pozwolenie by ktoś nazywał go tchórzem - zwłaszcza, że był silnie napastowany przez wyznawców sensacji. Pewny tego, że pojawi się w nim jakaś ocalająca idea, przyjął zakład.
Wkrótce potem opuścił klub i pojechał swoim samochodem z powrotem do hotelu.
Następnego ranka przypomniał sobie zdarzenia poprzedniego dnia. Podejrzewał, że zakład był pułapką zastawioną przez lożę F.O.G.C. Nagle wpadł na pomysł jak uniknąć pułapki nie przegrywając zakładu.
Ubrał się szybko i poszedł na spacer, doskonaląc każdy szczegół swojego planu. Po śniadaniu wysłał pocztę i pojechał do miasta.
Wszedł do dużego sklepu muzycznego na Wilhelmstrasse i zapytał sprzedawczynię, czy możliwe jest nagranie swojego głosu, a zaraz potem wzięcie ze sobą nagranej płyty. Kobieta odpowiedziała twierdząco i zaprowadziła Frabato do studia.
Frabato opuścił sklep muzyczny dopiero po południu. Ciężko obłożony kilkoma nagraniami, wesoło udał się do hotelu.
***
Główny hall w galerii sztuki był ożywiony. Reporterzy z dresdeńskich gazet nie chcieli przegapić tego wieczoru. Sznur ludzi przepychał się do już zatłoczonej sali, by móc widzieć demonstracje tajemniczego Frabato.
Uśmiechając się, Frabato pokazał się na scenie. Gdy witający go aplauz ucichł, zwrócił się do publiczności:
"Panie i panowie, dziękuję bardzo za tak ciepłe powitanie i za wielkie zainteresowanie moimi wystąpieniami. W jednym z poprzednich wykładów ukazałem, że istnieje wiele rzeczy pomiędzy niebem, a ziemią, których zwykli śmiertelnicy nie mogą łatwo zrozumieć czy opanować. Pozwolono mi przedstawić wam dowody na istnienie mocy magnetyzmu, wpływu ludzkiej woli na każdą odległość, jasnowidzenia i telepatii.
"Tak jak podczas poprzednich wystąpień, chciałbym ponownie prosić was o asystowanie w moich demonstracjach. Na początek chcę przedstawić wam świat zmarłych i ukazać, że ludzka egzystencja nie kończy się na tym, co nazywamy śmiercią - wręcz przeciwnie zaczyna ona prawdziwe życie. Życie w ciele fizycznym można uważać za pewien rodzaj przygotowania.
"Powstrzymam się od obracania stołem i tym podobnych rzeczy, gdyż metody te są tradycyjnie stosowane przez szarlatanów. Mam nadzieję dostarczyć wam dużo bardziej efektownych przeżyć przywołując duchy zmarłych na tę scenę".
Po tym zdumiewającym wstępie Frabato rozbiegł się po sali szmer, ostatecznie cichnąc do wyczekującej ciszy, gdy pewien mężczyzna wstał ze swojego miejsca i wszedł na scenę.
"Nazywam się Schneider", powiedział przedstawiając się Frabato, "i jestem profesorem chemii. Mówi pan, i to bardzo przekonująco, o duchowych mocach i istotach, których istnienie jest obecnie odrzucane przez ortodoksyjną naukę. Byłbym wdzięczny, gdyby mógł pan dać mi jakiś dowód duchowych sił, jakie pan opisuje. Jestem naukowcem i sceptykiem, więc niełatwo mnie będzie przekonać".
Frabato zwrócił się do publiczności, czy zgadza się na zajęcie się pytaniem profesora przedstawiając stosowny dowód. Odpowiedzią było jednomyślne "tak" i entuzjastyczny aplauz. Każdy był skory i ciekawy dowiedzieć się, jaki rodzaj eksperymentu Frabato wykona by przekonać sceptyka.
Frabato zaoferował profesorowi krzesło na brzegu sceny i poprosił go o cierpliwość na kilka chwil - chciał najpierw powiedzieć kilka słów o naukach spirytyzmu. Powiedział jednak tylko kilka zdań, gdy w profesorze widać było nagłą zmianę. Człowiek ten stał się blady, a jego oczy patrzyły w przestrzeń. Następnie zsunął się ze swojego krzesła, padł na podłogę i leżał bez ruchu. Część publiczności krzyknęła. Inni wstali wychylając się by zobaczyć co się stało.
W całym tym poruszeniu, Frabato nie drgnęła nawet powieka. Nawet nie spojrzał na profesora. W końcu podniósł swoją dłoń i poprosił o ciszę mówiąc:
"Panie i panowie, proszę zachować spokój. Nic złego nie stało się profesorowi. By was zaskoczyć, odłączyłem część mojej osobowości podczas przebiegu mojego wykładu i wysłałem ją by odłączyła większość astralnej witalności profesora. Czyniąc to, wywołałem w nim stan podobny do śmierci. On nie oddycha i bicie jego serca ustało. Medyczną diagnozą byłby pewnie zawał".
Frabato myślał o bractwie F.O.G.C., którego kilku członków było z pewnością obecnych. Burzyli się wewnętrznie, gdyż demonstrował on publicznie, że atak serca można wywołać środkami okultystycznymi.
Frabato odwrócił się następnie do profesora, złączył jego stopy i ułożył go jak sztywną drewnianą marionetkę. Dwóch asystentów położyło go na dwóch krzesłach, które zostały umieszczone wystarczająco daleko, by jego ciało oparte było tylko na jego szyi i stopach.
Gdy położono na profesorze narzutę, Frabato wszedł na krzesło, a następnie na brzuch profesora. Poprosił swoich asystentów o dołączenie i teraz trzech mężczyzn stało na nieruchomym ciele profesora, które unosiło ten potrójny ciężar jakby było wykonane ze stali.
Gdy zeszli na ziemię, napięcie publiczności eksplodowało w postaci aplauzu. Na znak Frabato, asystenci postawili profesora stopami na ziemi i podparli go ramionami.
Mag poprosił teraz o ciszę i wpatrywał się w jeden z rogów sceny. Prawie niezauważona przez publiczność, aparycja profesora przeszła kolejną całkowitą transformację. Przypominająca maskę sztywność jego twarzy zniknęła, zaczął on normalnie oddychać i jego policzki nabrały koloru. Frabato zwrócił się do profesora, który, po tym jak Frabato skupił na nim na krótko swój wzrok, zaczął oddychać swobodnie i mrugać powiekami.
Tak jakby budząc się z głębokiego snu, rozciągnął się i w zdumieniu obejrzał swoje otoczenie, lecz dopiero gdy uchwycił spojrzenie Frabato, został przywrócony do pełni świadomości.
Frabato uśmiechnął się do niego mówiąc "Cóż, profesorze, jestem pewien, że może pan opowiedzieć publiczności bardzo interesujące rzeczy o swoich doświadczeniach".
Jako że wciąż lekko uginały mu się nogi, profesor usiadł na krześle przy pomocy asystenta. Frabato ponownie spojrzał na niego intensywnie przez kilka sekund, przywracając go tym samym do stanu, w jakim wszedł na scenę. Profesor wstał, odstawił na bok krzesło i uścisnął dłoń Frabato z entuzjazmem.
"Nie spodziewałem się czegoś takiego! Będę pamiętał to zdarzenie do końca moich dni. Lecz jestem zdruzgotany tym, że w swoim wystąpieniu mogłeś wpłynąć na mnie do takiego stopnia".
Śmiejąc się, Frabato odrzekł "Ta zdolność jest rezultatem wielu lat pracy i treningu. Doświadczyłeś na sobie, jak bardzo jest skuteczna. Lecz naprawdę nie powinieneś dawać publiczności dłużej czekać na swój raport".
"Uważnie słuchałem słów Frabato", zaczął profesor, "i nie zdawałem sobie sprawy, że jestem pod obcym wpływem. Lecz nagle poczułem, że moja głowa była całkowicie pusta i że nie byłem w stanie się ruszać. Ku mojemu przerażeniu, widziałem jak moje ciało opada przede mną na podłogę sceny. Uczucie zesztywnienia szybko mnie opuściło i dało miejsce odczuciu spokoju, wolności i lekkości, jakich nigdy wcześniej nie doświadczyłem. Byłem w stanie poruszać się swobodnie, połączony z ciałem jedynie przez delikatną srebrną nić. W ten sposób mogłem widzieć, co Frabato i jego asystenci robili z moim ciałem i czułem niezwykłą ulgę, że przeżyło ono ten eksperyment bez szwanku. Podczas eksperymentu, jeden z asystentów przeszedł przeze mnie w wyraźny sposób i zauważyłem, że nie rzucam cienia na scenę, chociaż czułem się jak istota fizyczna. Gdy asystenci ustawili ponownie moje ciało, Frabato spojrzał się na mnie swoimi penetrującymi oczyma i skierowałem się ku ciału, jakby przyciągany silnym magnesem. Chociaż próbowałem opierać się tej sile, moje wysiłki były próżne i straciłem świadomość. Gdy się obudziłem, znalazłem się z powrotem w moim fizycznym ciele.
"W moim umyśle nie ma już żadnej wątpliwości dotyczącej tego, że ludzki duch przeżywa śmierć fizycznego ciała i że porusza się w sposób opisany przez Frabato w jego wykładzie".
Wyraziwszy swoje głębokie podziękowanie wobec Frabato, profesor powrócił na swoje miejsce w towarzystwie aplauzu. Ponownie nastała wyczekująca cisza i Frabato mówił dalej:
"Panie i panowie, jestem bardzo zadowolony z faktu, że profesor, osoba neutralna, potwierdził istnienie ludzkiego ducha niezależnego od fizycznego ciała. Chciałbym wspomnieć, że osoba bez żadnego magicznego kształcenia po śmierci nie będzie w stanie odbierać żadnych zmysłowych wrażeń ze świata fizycznego. Chcę też podkreślić, że podobne eksperymenty nigdy nie powinny być wykonywane przez laików. Jeśli osoba wykonująca to nie ma całkowitej władzy nad elementami, harmonia ducha, duszy i ciała może być zakłócona i ochotnik skończy w szpitalu psychiatrycznym. Niech to służy za ostrzeżenie!
"Teraz jednak skierujmy naszą uwagę na dalsze eksperymenty. Kto pośród was chciałby skontaktować się ze zmarłym znajomym bądź krewnym?".
Na początku nikt nie był na tyle odważny, by przełamać suspens odpowiedzią na pytanie Frabato. W końcu jeden mężczyzna zgłosił się do eksperymentu - publiczność z ulgą dała mu oklaski. Gdy wszedł na scenę, przedstawił się jako pan Muller i powiedział, że jest dyrektorem banku. Dosyć rozemocjonowany powiedział, że chciałby zobaczyć swoją zmarłą siostrę i dowiedzieć się czegoś o jej obecnych losach.
Aby go uspokoić, Frabato poprosił go o zajęcie miejsca na krześle na scenie, mówiąc "Proszę podać nazwisko zmarłej i datę jej śmierci".
"Nazywała się Elisabeth Muller i zmarła 16 maja 1929 roku, w miejscowym sanatorium.
Frabato zapytał publiczność, czy ktoś jeszcze znał tę osobę, po których to słowach szybko wstała starsza kobieta z rzędu pana Mullera i przedstawiła się jako matka zmarłej. Dwóch mężczyzn z tego samego rzędu powiedziało, że oni również byli krewnymi zmarłej, a jedna kobieta z publiczności powiedziała, że Elisabeth Muller była jej przyjaciółką i koleżanką ze szkoły.
"To wystarczy" powiedział Frabato. "Wolę mieć kilka osób, które mogą zidentyfikować zmarłą osobę, którą przywołam. A teraz łaskawie proszę o uwagę".
Frabato usiadł w rogu sceny tak, by każdy mógł go widzieć. Jego ruchy wywołały poczucie cichego oczekiwania ze strony publiczności. Minęło kilka chwil, mag stał się blady i sztywny. Z czasem powrócił mu kolor, lecz jego twarz zmieniła się tak dramatycznie, że nie nosiła już żadnego podobieństwa do twarzy Frabato.
Matka zmarłej krzyknęła "Liese!".
Frabato wstał z gracją. Jego eleganckie ruchy i przekształcone rysy przypominały młodą kobietę. Najwyraźniej pożyczył swoje własne ciało duchowi zmarłej kobiety, by mogła ona przemówić do swojego brata.
Dyrektor Muller, który rozpoznał ruchy i rysy swojej siostry, cały się trząsł. Potrząsał głową, jakby nie będąc w stanie wierzyć własnym zmysłom, dopóki znajomy łagodny głos jego siostry nie przemówił przez ciało Frabato.
"Willi, nie myślałam, że będę w stanie jeszcze z tobą kiedyś rozmawiać. Jak się miewa nasza rodzina? Wiem, że nasz ojciec umarł, gdyż często się z nim kontaktuję".
Oczarowany dyrektor wpatrywał się we Frabato, poprzez którego przemawiała jego zmarła siostra. Wzięła "ona" krzesło i usiadła obok niego. Rozmawiali przez chwilę o prywatnych sprawach, a potem poprosiła o ołówek i papier, by napisać do Roberta, jej byłego narzeczonego. Oddała list swojemu bratu i poprosiła go o pozdrowienie wszystkich jej krewnych. Pożegnawszy się, uścisnęła jego dłonie, a następnie usiadła ponownie na narożnym krześle. Ciało Frabato jeszcze raz stało się sztywne, jak na początku eksperymentu. Po kilku sekundach sztywność ustąpiła i powróciły znajome rysy Frabato.
Frabato wstał teraz i zwrócił się do płaczącego dyrektora banku, który patrzył na list w swoim ręku.
"Niemożliwe. A jednak możliwe", szeptał. "I naprawdę jest to pismo mojej siostry".
"Mam nadzieję, że jesteś teraz przekonany, iż twoja siostra nadal istnieje. Chyba, że wątpisz w to, że przemówiła do ciebie poprzez mnie?".
"Nie, nie wątpię", odpowiedział pan Muller. "I dziękuję ci z głębi serca za twoje pośrednictwo".
Wciąż oszołomiony swoim cudownym doświadczeniem, pan Muller opuścił scenę i powrócił na swoje miejsce.
Frabato ogłosił koniec pierwszej części wystąpienia i obiecał kilka zabawnych scen po przerwie.
***
W towarzystwie aplauzu, Frabato pojawił się na scenie po przerwie.
"Panie i panowie", zaczął, "W moim poprzednim wystąpieniu obiecałem ukazać wam kilka przykładów sugestii i hipnozy. Niestety praktyka hipnozy jest obecnie zakazana przez policję. Stało się to raczej nie w porę, lecz przygotowałem zabawienie was innymi środkami.
"Wyjdę teraz z sali na około pół godziny. Jeśli dwie osoby z publiczności zechciałyby mi towarzyszyć w sali obok, to będę miał potem wiarygodnych świadków. Miłej zabawy!".
Policjant i człowiek z publiczności zaoferowali się pójść z Frabato. Cała trójka udała się do hallu.
Po sali rozprzestrzeniło się wyczekiwanie i oczy wszystkich obecnych skupione były na scenie. Każdy był przekonany, że Frabato z pewnością zostawił coś interesującego. I nie mylili się, gdyż nagle usłyszeli jego głos wydobywający się z głośnika.
"Panie i panowie, chociaż nie ma mnie w sali, to mój duch wciąż jest z wami, gdyż nie chcę przerywać przedstawienia. Proszę dokładnie wykonywać moje instrukcje.
"Bez przerwy patrzcie na środek sceny, tak jak bym tam stał osobiście. Ci, którzy umieją to robić, niech wizualizują tam moją osobę. Teraz na wszystkich obecnych rozprzestrzeniam niewidzialny fluid, który wywoła całkowity spokój i harmonię.
"Jesteście teraz tak cicho, że nawet was to męczy. Wasze zmęczenie stale się zwiększa, jakbyście wykonywali ciężką pracę. Z każdym oddechem stajecie się coraz bardziej zmęczeni. Pragnienie snu dominuje w waszym myśleniu. Wasze powieki się zamykają i jesteście teraz w głębokim stanie snu, pozbawionym śnienia. Wasz sen jest tak głęboki, że nic was nie może obudzić. Żaden hałas nie może wam przeszkodzić ani was obudzić. Obudzicie się tylko, gdy wam tak rozkażę.
"Te osoby, które nie zapadły w sen, powinny teraz głośno klaskać, gwizdać, krzyczeć i próbować obudzić śpiących sąsiadów. Nie uda się to jednak!".
Wiele osób z publiczności zapadło w głęboki sen. Sala stała się dość głośna, gdyż osoby obudzone próbowały na wiele sposobów obudzić śpiących. To jednak okazało się niemożliwe.
Kilka minut później ponownie rozległ się głos Frabato.
"Nie bylibyście w stanie obudzić śpiących osób nawet strzelając z armaty, gdyż są one w stanie głębokiego transu i odpowiedzą tylko na moje konkretne rozkazy.
"Zbieram teraz wszystkich śpiących pod moją siłę woli. Będziecie słuchać jedynie moich słów i wykonywać dokładnie to co mówię. Gdy policzę do trzech, wszyscy się obudzą. Będziecie czuć się wypoczęci i zdrowi i nie będziecie w stanie pamiętać tego, co zaszło.
"Jeden! Zmęczenie i senność opadają, zadowolenie i radość wypełniają całą waszą osobę.
"Dwa! Wasze zdrowie jest wzmocnione. Czujecie się wyjątkowo dobrze i wszelkie nieprzyjemności zniknęły.
"Trzy! Wszyscy się budzą!".
Po obudzeniu się, wszyscy którzy spali, rozejrzeli się dokoła i zdumieli ogólną wesołością w sali - nie mogli uwierzyć, że tak szybko zasnęli. Zanim jednak mogły paść szczegółowe wyjaśnienia, głos rozchodzący się z głośnika poprosił panie i panów o zajęcie miejsc na krzesłach przygotowanych na scenie. Mieli siedzieć w parach, mężczyzna obok kobiety. Po krótkim zamieszaniu, ochotnicy usadowili się poprawnie i Frabato wydał następne instrukcje.
"Panie i panowie na scenie, teraz będziecie słuchać muzyki. Zostanie dla was zagrany walc. Będziecie czuć potrzebę tańczenia ze sobą. Każdy mężczyzna na scenie zatańczy z kobietą po jego prawej stronie. Nic nie będzie wam przeszkadzać, gdyż pomiędzy publicznością a sceną znajduje się niewidzialny mur i nie jesteście w stanie widzieć publiczności".
Chociaż nie było słychać żadnej muzyki, niektóre pary zaczęły dostojnie tańczyć, wirując w rytm walca. Inne pary poruszały się komicznie, a publiczność śmiała się. Zdawało się to jednak nie przeszkadzać tancerzom.
"Stop!" rozległo się z głośnika. "Taniec się zakończył. Panie i panowie na scenie otrzymają mały poczęstunek przed pożegnaniem. Na rogu sceny stoi kosz z jabłkami, gruszkami i brzoskwiniami i możecie się nimi poczęstować. Obudzicie się natychmiast po pierwszym ugryzieniu nie połykając niczego i powrócicie na swoje miejsca w sali z uczuciem radości. Wtedy przyprowadźcie mnie z moimi towarzyszami z sali obok".
Zahipnotyzowani ludzie na scenie sięgnęli po domniemane owoce. Lecz gdy tylko ugryźli je, obudzili się, i z cierpkimi minami na swoich twarzach zaczęli narzekać. "A niech to, to nie jest wcale gruszka. To cebula!" powiedział ktoś ze łzami w oczach. Ktoś inny powiedział "Ohyda! To surowy ziemniak!" Niespodzianki trwały dalej.
Gdy ostatnia osoba opuściła scenę, jeden z widzów udał się do sąsiedniej sali by przyprowadzić Frabato i jego towarzyszy.
Witany przez aplauz, Frabato wszedł na scenę i zwrócił się do publiczności z uśmiechem. "Po waszych twarzach widzę, że dobrze się bawiliście. Jestem zadowolony, że podobała się wam również ta część przedstawienia, chociaż mnie samego nie było w sali. Jestem bardzo wdzięczny moim dwóm doskonałym świadkom. To już koniec dzisiejszego programu. Zapraszam wszystkich na moje następne wystąpienie, które odbędzie się pojutrze. Dobranoc wszystkim".
Gdy kurtyny powoli opadły, Frabato udał się do swojej garderoby. Ledwie zdążył się przebrać, gdy weszło dwóch niezapowiedzianych mężczyzn.
"Pan jest Frabato, prawda?", zapytał jeden z nich.
Gdy Frabato przytaknął, mężczyzna przedstawił swoje dokumenty. "Policja kryminalna. Jest pan aresztowany. Proszę pójść z nami".
Czekający na zewnątrz samochód zabrał ich na komisariat, gdzie Frabato został zatrzymany.
***
Następnego dnia gazety zamieściły szczegółowy opis sensacyjnego eksperymentu przeprowadzonego przez Frabato oraz fakt jego aresztowania przez policję. Tego samego ranka, Frabato został zabrany do naczelnika policji, który był wyraźnie zły i od razu przypuścił na niego werbalny atak.
"Naruszyłeś nowe prawo i przeprowadziłeś eksperyment z hipnozą. Świadkowie mówią, że zahipnotyzowanych zostało ponad sto ludzi. Drogo za to zapłacisz. I nie będzie ci łatwo w sądzie".
Naczelnik był wściekły, chodził nerwowo wprzód i wstecz po pokoju.
"Taki wstyd", wybuchł ponownie, "Dlaczego musiałeś to zrobić tutaj, ze wszystkich miejsc? Jaki teraz będę miał publiczny wizerunek?".
Frabato usiadł nie mówiąc ani słowa i pozwolił naczelnikowi policji dać upust frustracji. Zaczął mówić dopiero, gdy zobaczył, że gniew ustępuje.
"Z pewnością podano wam fałszywe informacje, gdyż wczoraj nikogo nie zahipnotyzowałem", odparł Frabato. Jeden z pańskich oficerów może zaświadczyć, że w tym czasie byłem w innej sali. Prawdą jest, że publiczność spędziła pół godziny z moimi nagraniami fonograficznymi, lecz nie mogę być za to odpowiedzialny - przecież nic nie przeszkadzało pańskim funkcjonariuszom w wyłączeniu odtwarzacza. Skoro nie byłem obecny osobiście na sali, to nie czuję się w ogóle winny".
Naczelnik spojrzał podejrzliwie na Frabato, a potem wezwał oficera, który towarzyszył mu podczas przedstawienia. Potwierdził on zeznanie Frabato. Naczelnik był usatysfakcjonowany i uścisnął dłonie Frabato mówiąc: "Powinien pan zostać dyplomatą, a nie magiem. Z pewnością ma pan umiejętność patrzenia na sprawy z różnych perspektyw. Jest pan wolny i przepraszam za nadgorliwość moich ludzi".
Frabato pożegnał się i od razu poszedł do hotelu. Potrzebował dobrego odpoczynku, gdyż noc spędzona w areszcie nie była zbyt wygodna.
Następnego dnia gazety ogłosiły uwolnienie Frabato, razem z informacją, że jego następne przedstawienie odbędzie się zgodnie z planem.