Członkowie sekretnej Loży F.O.G.C.[1], budzącej strach w kręgach okultystycznych, zebrali się w Dresden na spotkanie generalne. Sala spotkań mieściła się w dużej willi, ukrytej w prywatnym parku za wysokim żywopłotem i dużymi drzewami. Wielki Mistrz loży zaprosił na spotkanie dziewięćdziesięciu ośmiu z dziewięćdziesięciu dziewięciu członków. Na długo zanim rozpoczęło się spotkanie, członkowie zajęli swoje miejsca przy dwóch długich stołach.
Wszelkie rozmowy w sali ucichły, gdy wszedł Wielki Mistrz w towarzystwie swojego zastępcy, który pełnił również rolę sekretarza. Naprzeciwko drzwi, po drugiej stronie sali, znajdowało się podniesienie, gdzie Wielki Mistrz usiadł za biurkiem. Zadzwonił dzwonkiem i od razu nastała absolutna cisza. Zwrócił się do braci loży intensywnym, penetrującym głosem:
"Moi drodzy bracia, niniejszym otwieram dzisiejsze spotkanie i jestem zadowolony, że przyjęliście moje zaproszenie. Jak wiecie, zgodnie z prawami loży, generalne zebranie takie jak to ogłaszane jest tylko w bardzo wyjątkowych przypadkach. Być może zauważyliście już, że Brat Silesius nie jest obecny. Niestety, został on uznany za winnego zdrady tajemnic loży i w pierwszym punkcie porządku dziennego omówimy jego wyrok. Drugi punkt dotyczy Maga Frabato, który staje się tak bardzo znany tutaj, w Dresden.
"Moi drodzy bracia, wszyscy wiecie, że Brat Silesius osiągnął dwudziesty piąty poziom inicjacji w naszej loży, a zatem musi być w pełni świadomy swoich przewinień. Jego nadmierna gorliwość skusiła go do wyjawienia jednemu z przyjaciół rytuałów, jakich używamy do przywoływania istot elementów. Zgodnie z prawami naszej loży, złamanie przysięgi i wyjawienie tajemnic karane jest śmiercią. Jednak wyrok zostanie ustalony po tajnym głosowaniu dokonanym przez wszystkich obecnych. Chociaż jest on moim przyjacielem, nie mogę usprawiedliwić jego zachowania, a zatem pozostawiam go waszemu osądowi".
Nerwowe napięcie łatwo owładnęło bractwem, członkowie z ekscytacją szeptali między sobą. Jedni okazywali gniew, inni siedzieli jak sparaliżowani. Sekretarz przekazał wszystkim obecnym koperty z czystym kawałkiem papieru. Proste "tak" lub "nie" miało określić życie lub śmierć ich brata loży. "Tak" miało określać śmierć poprzez fizyczny atak, "nie" miało oznaczać wolność i życie.
Wielu szybko spisało swoje osądy, inni przez chwilę się wahali, a kilku nie było nawet w stanie kontrolować swoich trzęsących się rąk, gdy pisali swoje werdykty. Pomimo faktu, że Silesius był bardzo lubiany przez wielu z nich, to fałszywe współczucie zostało odsunięte, gdyż zdrada tajemnic loży mogła być bardzo niebezpieczna dla wszystkich zainteresowanych.
Sekretarz zebrał wszystkie koperty do małego, drewnianego pudełka, wyjął kartki papieru i dzielił je na dwa małe stosy w zależności od podanych odpowiedzi.
Bracia patrzyli na to w milczeniu.
Sekretarz uważnie policzył kartki papieru i spisał wynik. Jego zazwyczaj różowa twarz stała się blada, gdy ponownie zweryfikował rezultat. Następnie przekazał swoją notatkę Wielkiemu Mistrzowi, który patrzył się na te liczby, a jego twarz ukazywała szok - przyjaciel właśnie został skazany na śmierć. Wstał nieco zmieszany.
"Moi drodzy bracia", powiedział trzęsącym się głosem, "niestety głosowanie przebiegło niekorzystnie dla Silesiusa, który został nieodwołalnie skazany na śmierć stosunkiem głosów pięćdziesiąt jeden do czterdziestu siedmiu. Zgodnie z naszymi prawami, ten wyrok musi zostać wykonany w przeciągu miesiąca, lecz skoro Brat Silesius, używając swoich okultystycznych zdolności, dowie się co go czeka i prawdopodobnie będzie próbował uniknąć śmierci, wykonamy ten wyrok w przeciągu dwudziestu czterech godzin. Przyjaciela, któremu zdradził sekrety loży, spotka ten sam los. Proszę, by dwudziestu jeden braci, którzy są mistrzami w telepatycznej walce, zostało tutaj po spotkaniu, aby asystować mi w psychicznym ataku".
Chociaż werdykt głęboko wstrząsnął Wielkim Mistrzem, szybko odzyskał on opanowanie i kontynuował spokojniejszym głosem.
"Skoro pierwszy punkt porządku dziennego został zakończony, zajmijmy się teraz sprawą Frabato. Niektórzy z obecnych braci uczestniczyli w jego przedstawieniach i z bliska przekonali się o jego zdolnościach. Zostało dowiedzione, że pracuje on bez pomocy tricków. Jego eksperymenty udawały się ponad wszelkie oczekiwania - były nawet lepsze niż to, co wielu z naszych braci byłoby w stanie osiągnąć. Hermes, jeden z naszych bardziej wszechstronnych braci, złożył Frabato wizytę, aby go sprawdzić. Opowie wam teraz o swoich doświadczeniach".
Spośród braci wstał teraz dystyngowany mężczyzna, który odwiedził Frabato późno w nocy.
"Dla swojej wizyty u Frabato wybrałem najlepszą astrologiczną godzinę. Wziąłem również pod uwagę przynależności elementów, aby mieć silniejszą pozycję wyjściową. Poza tym miałem nadzieję, że będzie wyczerpany po swoim występie - to miało być moją przewagą. Wytłumaczyłem niezwykły czas mojej wizyty mówiąc mu, że było to spowodowane podróżą, której nie mogłem przełożyć. Słysząc to, Frabato spojrzał na mnie ostro, a potem trochę się uśmiechnął bez słowa.
"Nakreśliłem wtedy bardzo kolorystyczny obraz członkostwa w naszej loży, ukazałem wiele jego korzyści i obiecałem mu dużą sumę pieniędzy z naszych funduszy, jeśli zdecyduje się on dołączyć. Lecz Frabato całkowicie zignorował moje propozycje i zaczął mówić o swoich podróżach, wystąpieniach i sukcesach w wielu dużych i małych miastach. Był w stanie tak silnie wzbudzić moją ciekawość, że prawie zapomniałem o celu mojej wizyty.
"W pewnej chwili przerwałem mu i próbowałem skierować jego uwagę na moją propozycję. Wstał i wyciągnął walizkę spod łóżka, mówiąc: «Spójrzmy na to, co zapisy akashy mają do powiedzenia o twojej loży».
"Jak wiecie, moi drodzy bracia, jestem dobrze zaznajomiony z metodami i praktykami okultystycznymi. Chciałem więc użyć wszystkich moich mocy, by zapobiec eksperymentowi Frabato. Gdy jednak ta myśl przyszła mi do głowy, powiedział on do mnie, niby przypadkiem: «Drogi Panie Hermesie, moje eksperymenty zależą wyłącznie od mojej siły woli i pan nie może na nie wpłynąć ani im zapobiec. Udadzą się niezależnie od tego, czy będzie się im pan przeciwstawiał, czy nie».
"Czułem, że Frabato widzi mnie na wylot i przypuszczałem, że nie miałbym przeciwko niemu żadnych szans, więc dokładnie obserwowałem jego przygotowania. Najpierw oczyścił dokładnie swoje ręce, wyjął z walizki małą butelkę i wylał kilka kropel na dłonie. Bez wątpienia było to przygotowane z esencji jakichś roślin, gdyż przyjemny zapach wypełnił pokój. Następnie wyjął z pudełka małą lampę i postawił ją na stole. Potem z drugiego pudełka wyjął szklaną kulę o średnicy około dwudziestu centymetrów i postawił ją na stole. Kiedy zapytałem go, czemu ta kula ma służyć, Frabato roześmiał się i odpowiedział: «Gdyby w twojej loży byli jacyś jasnowidze i gdyby naprawdę posiadali wiedzę, jakiej posiadanie udajecie, to wiedziałbyś, że jest to magiczne lustro. Ta kula zawiera płyn, którego kompozycja wymaga nie tylko cierpliwej pracy, lecz również doskonałych magicznych zdolności».
"Zdałem sobie sprawę, że moja wiedza nie dorównywała Frabato, a zatem stwierdziłem, że lepiej będzie czekać w milczeniu. Byliśmy około metr od kuli. Następnie Frabato zapalił lampę i wyłączył elektryczne oświetlenie, prosząc, bym zachował milczenie bez względu na okoliczności. Z odbijającego się światła kuli emanowały wszystkie kolory spektrum. Mały płomień oświetlał kulę i przestrzeń dookoła niej, jak również emitował pewien zapach. Pomyślałem od razu, że paliwo lampy musiało być zaimpregnowane specjalną esencją, lecz nic nie powiedziałem. Frabato jednak odczytał mój umysł i powiedział: «Mogę postrzegać twoje myśli tak wyraźnie, jakbyś mówił je na głos, więc po prostu powiedz, jeśli masz jakieś pytanie. Czy czytanie myśli nie jest jednym z ćwiczeń w waszej loży?».
"Byłem rozwścieczony. Próbowałem jednak się kontrolować, gdyż czułem, że przed tym człowiekiem nic się nie ukryje.
"«Zamierzam pokazać ci film, a wtedy sam osądzisz, czy naprawdę korzystnie jest być członkiem waszej loży», kontynuował.
"Patrzyłem uważnie na jego ruchy, by upewnić się, że nie stosuje żadnych tricków. Podwinął rękawy swojej koszuli i usiadł obok mnie przed kulą. Wtedy wyciągnął obie ręce w stronę kuli z lekko zgiętymi palcami. Szarobiałe światło wypłynęło z czubków jego palców i zostało pochłonięte przez kulę, która kilka chwil później zaczęła oświetlać wszystko fluorescencyjną kulą światła o kolorze ognistego opalu. Wtedy Frabato zakończył transmisję światła i powiedział, że możliwe jest nawet sfotografowanie obrazów w tej magicznej kuli. W tym momencie pewnego suspensu, powiedział:
"«Teraz spojrzymy za kulisy życia twojego szacownego Wielkiego Mistrza. To da ci możliwość zaznajomienia się zarówno z pozytywnymi, jaki i negatywnymi aspektami jego charakteru. Mam nadzieję, że będziesz w stanie wytrzymać to, co zobaczysz, i że nie zaśniesz».
"Chociaż moje nerwy były napięte ciekawością, cudowne światło kuli zdawało się rzeczywiście mnie męczyć. Nie chciałem wyglądać głupio, więc zebrałem całą moją siłę woli i udało mi się pozostać obudzonym przez całą demonstrację.
"Opalizujące światło wypełniało cały pokój, zaczęło jednak stopniowo parować wewnątrz kuli. W jej wnętrzu pływały wielokolorowe chmury, lecz wkrótce rozpuściły się one i zostały zastąpione przez fioletowe zabarwienie. Potem skondensował się obraz naszego Wielkiego Mistrza, tak jakby panoramicznie. Obrazy przechodziły zręcznie od jego wczesnego dzieciństwa do dnia obecnego. Wiele zdarzeń jakie zobaczyłem, zszokowało mnie i przebiegł mnie dreszcz. Były tam odkryte bardzo niezwykłe obrazy i nie mogłem ich uniknąć, gdyż nie byłem w stanie się poruszyć".
Wyraz twarzy Wielkiego Mistrza zmienił się kilkakrotnie. Kiedy Hermes zaczął opisywać niektóre z bardziej strasznych zdarzeń w życiu Wielkiego Mistrza, które zostały mu ujawnione w magicznym lustrze, Wielki Mistrz dyskretnie dał mu do zrozumienia, że nie było to pożądane. Hermes zrozumiał i zręcznie przeszedł do bardziej ogólnych tematów.
"Po tym, jak miałem okazję w ten magiczny sposób zobaczyć losy naszego Wielkiego Mistrza i naszej loży do dnia dzisiejszego, Frabato zakreślił nad kulą okrąg swoją prawą dłonią i prawym palcem wskazującym nakreślił figurę, której nie rozpoznałem. Obrazy znikły.
"Z pewną ulgą chciałem odwrócić się od kuli, kiedy nagle skondensował się w niej kształt naszego sekretarza. Również i jego życie przetoczyło się jak film przed moimi oczyma. Każda zbrodnia loży była bezlitośnie odkryta. W ten sposób Frabato przedstawił mi życie siedmiu najstarszych członków naszej loży. Kiedy chciał pokazać mi moje własne życie, zrobiło mi się niedobrze i poczułem się zawstydzony, więc odstąpił od tego. Potem nakreślił nad kulą inną figurę i wymówił formułę, a światło ostatecznie znikło.
"Frabato wstał, włączył światło i zgasił lampę. W ciszy włożył kulę i lampę do pudełek i wszystko zamknął w walizce. Kiedy skończył, zapytał się mnie pogardliwym tonem: «Czy nadal chce pan rekomendować mi coś takiego?».
"Byłem całkowicie zmieszany magicznymi mocami tego człowieka i nie byłem w stanie wymówić słowa. Chwyciłem mój kapelusz i płaszcz i pospieszyłem do drzwi, nie śmiąc niczego komentować. Nie założyłem nawet na siebie ubrania, dopóki nie doszedłem do korytarza, a potem w pośpiechu opuściłem hotel. Moja wiara w moc naszej loży została silnie wstrząśnięta i tej nocy nie zmrużyłem oka".
Świadectwo tego doświadczenia z Frabato wywarło wielkie wrażenie na wszystkich obecnych. Nikt nie śmiał się poruszyć. Martwa cisza ciążyła na nich ogromnie. Wielki Mistrz wstał pospiesznie i przerwał depresyjną ciszę ostrym głosem.
"Drogi bracie Hermesie, w imieniu naszego bractwa dziękuję ci za twoje wysiłki podczas tej trudnej misji. Uważam odkrycia Frabato, dotyczące działalności naszej loży i kilku jej najstarszych członków, za wielką obrazę. Przysięgam na imię Pana Ciemności, że ześlemy wszystkie wściekłości piekieł na Frabato, by dowiedział się, z kim ma do czynienia! Nie pozwolę, by obrażano naszą lożę! Będzie on poddany śmiertelnej mocy naszych wibracji, aż zginie marnie! Niech będzie on potępiony w imię Szatana, w imię Ashtarotha i w imię Beliala!"
Rozwścieczony Wielki Mistrz wykrzykiwał swoją przeraźliwą klątwę - było to najcięższe złorzeczenie, do jakiego został publicznie doprowadzony. Żadna ofiara nie mogła uciec przed taką klątwą, czy uniknąć prześladowania przez Obrządek.
Po poproszeniu, by dwudziestu jeden katów loży pozostało, podziękował on zebraniu za współpracę i zamknął sesję, dzwoniąc dzwonkiem. Niektórzy wyszli, wykonując sekretny znak loży i znikając potem w miejskim ruchu. Niepozorne zachowanie było jedną z najbardziej rygorystycznych zasad loży i było konieczne, by nie ściągać uwagi publiki czy ciekawskich.
Wielki Mistrz ponownie zajął swoje miejsce, z uśmiechem zadowolenia na swojej twarzy. Instynktownie czuł, że Frabato był potężnym przeciwnikiem, lecz po wymówieniu klątwy nie było odwrotu. Bitwę trzeba było prowadzić do końca, nawet jeśli narażał swoje własne życie. Pod żadnym pozorem nie mógł pozwolić, by jego autorytet wśród braci został utracony czy osłabiony.
Pozostali bracia dyskutowali, jak najlepiej zaatakować Frabato. Czyniono wiele różnych sugestii i sekretarz zapisywał je, by poddać je głosowaniu na następnym spotkaniu.
Sprawa Brata Silesiusa miała być wykonana w tradycyjny sposób, więc nie było konieczne dyskutowanie nad tym. Po sygnale od Wielkiego Mistrza, sekretarz opuścił salę i przeszedł do pokoju umieszczonego z tyłu domu. Pokój ten, który nie miał okien, a jego drzwi wyposażone były w specjalne zamki, zawierał dziwnie wyglądające regały, na których przechowywany był magiczny osprzęt.
Czarny mag otworzył żelazny kufer i wyjął średniej wielkości trumnę. Zawierała woskową figurkę człowieka. Następnie, z sejfu na ścianie wziął dużą brązową butelkę ze szklanym korkiem. Umieścił obiekty na stoliku na środku pokoju. Scyzorykiem poluźnił małą płytkę na czaszce woskowej figurki, odkrywając mały otwór. Przez plecy figurki biegł kanał o średnicy palca.
Sekretarz odpieczętował i otworzył brązową butelkę. Ostrożnie wlał do otworu w figurce tyle płynu, ile wystarczyło do wypełnienia jej głowy. Następnie ponownie przykrył otwór płytką i przymocował ją płynnym woskiem. Ukształtował i wygładził wosk, zakrywając wszelki ślad otworu. Zamknął butelkę i zapieczętował ją swoim sygnetem.
Na klatce piersiowej figurki był gładki okrąg, w którym sekretarz napisał teraz imię ofiary. Wziął z regału dziennik i sekretnym kodem loży wpisał dzień i nazwisko człowieka, którego miano stracić, a potem odłożył go na miejsce. Następnie otworzył szufladę biurka, w której znajdowały się sztylety o różnych długościach, kształtach i sile. Z tej kolekcji wybrał sztylet, który był mały i ostry. Upewniwszy się, że niczego nie zapomniał, umieścił woskową figurkę i sztylet w trumnie, a potem wyszedł z pokoju.
Trzymając trumnę pod ramieniem, sekretarz uważnie zamknął drzwi i wrócił do sali zebrań. Wielki Mistrz wziął trumnę. Upewnił się, że została właściwie przygotowana, a następnie umieścił ją pionowo na podłodze. Zostały zapalone trzy duże świece, a elektryczne oświetlenie zgaszono.
Dwudziestu jeden oprawców uformowało teraz okrąg dookoła figurki, Wielki Mistrz pozostał na zewnątrz okręgu jako obserwator. Bracia złączyli ręce i powoli przeszli wokół figurki siedem razy, wpatrując się w nią intensywnie bez przerwy. Zaczęli oddychać rytmicznie w połączeniu, wznosząc i opuszczając swoje ramiona. Za każdym razem, gdy robili wydech i opuszczali swoje ramiona, powtarzali formułę, za każdym razem coraz głośniej.
Cała ceremonia była powtarzana, a tempo przyspieszało. Dokoła figurki zaczynały formować się pasma mgły, gęstniejąc w chmury i ostatecznie zestalając się w sferyczny kształt, który ją całkowicie pochłonął. Szarawy kolor widoczny na początku zmienił się teraz w czerwień. Zdawały się w nim kondensować ciemne figury, a po kilku chwilach chmura przybrała ognistoczerwony kolor. Wielki Mistrz podszedł do niej, czyniąc w powietrzu znak swoją prawą dłonią. Następnie przerwał łańcuch uformowany przez braci. Powoli czerwona chmura zniknęła w woskowej figurce. Zmęczeni bracia siedli przy stole.
Wielki Mistrz chwycił figurkę i umieścił ją w otwartej trumnie. Uroczyście zapalił świece na świecznikach, które stały z każdej strony kasety. W sali panowała całkowita cisza. Dwudziestu jeden braci zastygło w zawieszeniu. Nie śmieli się ruszyć.
Twarz Wielkiego Mistrza zastygła jak maska. Jego oczy były zimne i skupione, gdy sięgał po sztylet. Jego dłoń wzniosła się powoli, jego oczy przykuły się do obiektu - okręgu z imieniem ofiary. Wtedy ostrze błysnęło w świetle świec i przeszyło pierś figurki. Odgłos gromu wstrząsnął salą do jej fundamentów. Ogromny ryk wypełnił powietrze, tak jakby zaraz miała rozpętać się burza. Trwało to kilka chwil, a potem stopniowo przeszło w odległy pomruk, a ostatecznie całkowicie ucichło, ustępując tajemniczej ciszy.
Twarz Wielkiego Mistrza wyrażała triumf, gdyż czuł, że był panem życia i śmierci. Z ulgą pozwolił sobie opaść na pobliskie krzesło.
Chociaż wszyscy obecni byli zaznajomieni z takimi zjawiskami, to niemniej przerażali się za każdym razem, gdy wykonywali rytuały tego rodzaju. Sekretarz oprzytomniał jako pierwszy. Włączył światło, zgasił świece i usunął trumnę.
Inni bracia również odzyskali swoje opanowanie. Zjawisko, którego doświadczyli, było dowodem, że cel ich wysiłków został osiągnięty. Rozmawiali cicho między sobą, gdy ich Mistrz wprowadzał szczegóły magicznej operacji w dzienniku. Potem wstał i zwrócił się do nich.
"Moi drodzy bracia, dziękuję wam wszystkim za udane uczestnictwo. Nasz Brat Silesius zmarł na atak serca dokładnie o 22:00. Wykonaliśmy wyrok zgodnie z regulacjami naszego świętego obrządku i tym samym zemściliśmy się za zdradę, jaką on popełnił. Jego przyjaciel również został skazany na śmierć, lecz jego egzekucja wykonana będzie w późniejszym terminie. Powody ku temu przedyskutujemy na naszym następnym zebraniu. Przyjęcie nowego członka dla zastąpienia Brata Silesiusa może być połączone z zebraniem w dzień św. Jana. Spodziewam się zobaczyć was tutaj jutro wieczorem o godzinie ósmej. Mamy do wykonania sprawę z Frabato. Dzisiejsza sesja jest teraz zamknięta. Dobranoc".
Jeden po drugim, bracia opuścili lożę i zniknęli niepozornie w nocy.
***
Wskazówka minutowa dużego, elektrycznego zegara na stacji kolejowej powoli poruszała się ku 22:00. W poczekalni dworcowej wielu podróżnych czekało na pociąg ekspresowy z Bad Schandau do Berlina. Głos mówiący przez megafon ogłosił przybycie pociągu i czekający szybko przeszli na peron, gdyż pociąg zatrzymywał się w Dresden tylko przez kilka minut.
Frabato stał przed rozkładem pociągów, sporządzając kilka notatek. Gdy tylko przybył pociąg ekspresowy, odłożył swój notes do kieszeni. Drzwi przedziału otworzyły się bezpośrednio przed nim i wyskoczył z nich młody człowiek w podróżnym garniturze, który pospieszył do stoiska z przekąskami. Zapłacił za paczkę ciasteczek i wracał z powrotem do pociągu, gdy po kilku krokach nagle sięgnął do swojej piersi obiema rękami i przewrócił się z jękiem. Zwijał się z bólu przez kilka sekund, jego twarz wykrzywiała się w spazmie. Jego ciało leżało bez ruchu.
Ciekawscy gapie natychmiast zebrali się dookoła niego. Policja przybyła szybko i zabrała martwe ciało do biura. Ktoś wezwał przez telefon lekarza, a naoczni świadkowie składali zeznania.
Stojący w pobliżu Frabato w milczeniu obserwował bieg wydarzeń. Instynktownie wiedział, że nieznajomy mężczyzna nie umarł naturalną śmiercią i jako mag wiedział, że było już za późno na pomoc. Powoli opuścił stację i skierował się ku Leipzigerstrasse. Po godzinnym spacerze zatrzymał się w małym gaju na obrzeżach miasta i usiadł, by odpocząć.
Noc była cudownie przyjemna, a księżyc i gwiazdy świeciły z czystego nieba. Pochłonięty w medytacji, został tam chwilę przed powrotem do hotelu. W pobliżu portu Elbe zatrzymał taksówkę i przejechał nią resztę drogi.
Była druga w nocy, gdy wszedł do swojego pokoju. Zamknął drzwi, wyciągnął swoją walizkę i ustawił swoją magiczna kulę. To, co zobaczył, potwierdziło jego podejrzenie, że śmierć młodego człowieka była wywołana przez brutalne działanie ze strony loży F.O.G.C. Frabato zamknął kulę w walizce i położył się spać.
Następnego ranka kupił egzemplarz największego dziennika w Dresden i na pierwszej stronie znalazł to, czego szukał. Oto co przeczytał pod nagłówkiem "Śmierć na Dworcu Centralnym Dresden":
"Popularny pisarz dr Alfred M. zmarł nagle na Dworcu Centralnym o godzinie dziesiątej wczorajszej nocy. Nasze miasto opłakuje nagły koniec tego młodego i obiecującego talentu, którego prace były przyjmowane z tak wielkim entuzjazmem. Jego ostatnia sztuka, Testament, została niedawno wydana. Zachowamy tego ambitnego i utalentowanego człowieka w naszych sercach i lojalnej pamięci".