[Zaczęło się to od prostego pytania i szybko rozwinęło w szeroką dyskusję z kilkoma osobami na temat różnych kwestii dotyczących "uzdrawiania". Duża część rozmowy dotyczy pracy TMO-WG (Grupy Pracy Magii IHVH-ADNI) i filozofii prawdziwego "leczenia".]
>> Czy stwardnienie rozsiane może zostać całkowicie uleczone środkami hermetycznymi (biorąc pod uwagę karmę grupową)? <<
W tym przypadku nie ma to związku z karmą grupową.
>> Co jest źródłową przyczyną choroby i jak można się przed nią chronić, jeśli nie jest się wykształconym hermetykiem? <<
Prawie wszystkie choroby autoimmunizacyjne mają źródłową przyczynę w niechęci danej osoby do bycia wcielonym. Zazwyczaj taka osoba nie jest świadoma swojej niechęci, albo jest jej świadoma, lecz nie łączy tego faktu z pojawieniem się choroby autoimmunizacyjnej.
Najlepszą ochroną przed postępowaniem choroby autoimmunizacyjnej jest pełne zaangażowanie się w życie, zajmowanie się problematycznymi sprawami i odnajdywanie produktywnych sposobów pozbywania się stresu.
>> Zakładając, że można to wyleczyć hermetyzmem, to jaką formę takie leczenie mogłoby przyjąć? <<
Leczenie musi obejmować całą osobę, a nie tylko jej poziom fizyczny. Innymi słowy, musi zaczynać się na wyższych poziomach Jaźni i przechodzić w dół do ciała fizycznego. Uzdrawianie hermetyczne nie jest alopatią i nie zajmuje się *jedynie* poprawianiem struktury ciała fizycznego tak, jak robi to alopata przepisując lekarstwo. Zamiast tego, prawdziwe hermetyczne uzdrawianie (lub prawdziwe uzdrawianie jakiegokolwiek rodzaju) zajmuje się źródłową, astralno-mentalną przyczyną *razem* z fizycznymi objawami. Jeśli astralno-mentalna przyczyna nie zostanie oczyszczona, to fizyczne objawy powrócą, nawet jeśli już zostały wyeliminowane.
W Grupie Pracy TMO-WG opracowaliśmy taką metodologię pracy przy użyciu Magii IHVH-ADNI, w której schodzimy na obiekty leczenia z akumulacją Światła Adonai, zaczynając od ich Większej Jaźni (ich wiecznego ciała mentalnego czyli ciała Akashy), następnie przechodząc do Jaźni Indywidualności (doczesnego ciała mentalnego), następnie do ciała astralnego i ostatecznie, ciała fizycznego. Zatem w proces leczenia włączona jest bezpośrednio *całość* wcielonej osoby, a nie *tylko* jej ciało fizyczne. O ile rezultaty w zakresie *fizycznych* symptomów nie są tak natychmiastowo zauważalne jak przy użyciu najnowszych leków, to skutki są dużo bardziej stałe i zmieniają życie.
Abstrahując jednak od TMO, w ujęciu metodologii baronowskiego hermetyzmu, zajmowanie się stwardnieniem rozsianym wymagałoby równoczesnego zajęcia się wszystkimi trzema ciałami pacjenta. Pierwszym krokiem byłoby zrównoważenie fluidów w ciele mentalnym, astralnym i fizycznym, w tej kolejności. Jest to wykonywane poprzez ładowanie odpowiednich stron każdego ciała odpowiednim fluidem. Następnie obszary elementów każdego ciała są podobnie ładowane odpowiednim elementem tworząc całościową *równowagę* elementów. Należy to często powtarzać w połączeniu z pracą doradczą skupioną na zajmowaniu się nieświadomą niechęcią pacjenta do bycia w swoim ciele i do prowadzenia swojego życia. Aby złagodzić bezpośrednie objawy choroby, sugeruję zastosowanie elementu wody i powietrza na danych obszarach ciała.
>> Czy chłonniaki (nowotwory systemu limfatycznego) jak choroba Hodgkina również mogą być konsekwencją "niechęci do bycia wcielonym", gdyż związane są z systemem immunologicznym, chociaż nie są dosłownie chorobami autoimmunizacyjnymi? <<
Nowotwory są trochę bardziej złożone, chociaż "niechęć" odgrywa w nich swoją rolę. Myślę, że większość współczesnych nowotworów, główną rolę odgrywa wystawienie na toksyny środowiska. Drugim najważniejszym czynnikiem, gdy chodzi o formowanie się guza i odtwarzanie nowych guzów, gdy pierwotny guz został już usunięty, jest pewnego rodzaju przywiązanie emocjonalne. To właśnie ono w wielu przypadkach skupia komórki rakowe w określonych miejscach tworząc guz.
>> Do teraz, uczucie "nie bycia w pełni wcielonym" przypisywałem do braku elementu ziemi. Jest to jednak bardziej skomplikowane, prawda? <<
Kiedy mówimy o braku elementu, to tak naprawdę mówimy o niezrównoważeni w charakterze. Cechy charakteru *odpowiadają* elementom poprzez analogię. To, co zmienia naszą astralną równowagę elementów to zmiana charakteru. Innymi słowy, przyczyną nie są elementy, lecz cechy charakteru. Zatem zmieniamy równoważenie elementów zmieniając swój charakter, a nie odwrotnie. Wchłanianie elementu ziemi jest *pomocne* w tym przypadku, lecz nie stworzy *trwałego* lekarstwa, dopóki odpowiadające mu cechy charakteru nie zostaną przekształcone.
>> Trudno jest mi zrozumieć, w jaki sposób przypisujesz choroby autoimmunizacyjne do niechęci do bycia wcielonym. Czy jest to coś, co postrzegasz intuicyjnie czy jest to może związane z jakimiś starożytnymi naukami? <<
Jest to *moje* postrzeganie, niezależnie od nauk na ten temat, czy to starożytnych, czy współczesnych. :)
>> Chciałbym, byś opisał ten temat pełniej. Dlaczego system autoimmunizacyjny jest tutaj celem? <<
System autoimmunizacyjny nie jest "celem". Jest to po prostu obszar, w który ta astralno-mentalna niechęć objawia się w fizycznym ciele. Czy rozumiesz tę różnicę? Tak samo jak wątroba nie jest "celem" twojego gniewu, to jednak właśnie w niej twój gniew objawia się w ciele fizycznym.
System immunologiczny ma chronić nasze ciało przed obcymi organizmami, które mogłyby wyrządzić nam krzywdę. W przypadku choroby autoimmunizacyjnej, system immunologiczny postrzega składniki własnego ciała jako obce substancje. Innymi słowy, system immunologiczny dąży do uśmiercenia ciała zamiast chronić je.
>> Trudno jest mi myśleć o jakimkolwiek fizycznym objawie czy nierównowadze nie włączając w to elementów emocjonalnych i mentalnych. Trudno jest jednak określić, co było pierwsze. <<
Pytanie o to, co pojawiło się najpierw, nie ma znaczenia, gdyż te rzeczy są generalnie nierozłączne. Myśli wpływają na emocje i vice versa, a obie te rzeczy wpływają na materialną substancję (chociaż emocje wpływają na substancję fizyczną bardziej bezpośrednio i w mocniejszy sposób).
>> Starożytne nauki mówią, że ciało emocjonalne ma największy wpływ na fizyczny brak równowagi, a myśli mają wpływ mniejszy niż ludzie myślą. <<
Jest to zwodnicze stwierdzenie. Emocje wywierają bezpośredni wpływ na ciało fizyczne, gdyż są bardziej podobne (energetycznie) do substancji materialnej niż (normalne) myśli. Lecz źródłową przyczyną każdej emocji jest kompleks myśli i wzorców myślenia. Emocje nie istnieją bez myśli i myślenia - są one (normalnie) drogą, poprzez którą myśli wpływają na materialną substancję naszych fizycznych ciał. Hermetyzm uczy nas, że myśl, gdy damy jej wystarczająco dużo świadomej intencji, może bezpośrednio wpływać na materialną substancję bez pośrednictwa emocji.
>> Niechęć do wcielania z pewnością może dotyczyć ciała emocjonalnego w takim zakresie, że osoba może być nie usatysfakcjonowana swoim życiem i jego okolicznościami i nie wie, jak unikać ciosów. Z tej perspektywy widzę, w jaki sposób może to dotyczyć systemu autoimmunizacyjnego. Zagadką jest dla mnie sposób, w jaki konkretna emocja dotyka określonego organu czy systemu w człowieku. <<
Emocja ukazuje się jako gęsta astralna energia, która jest bardzo podobna w swoim rodzaju do energii zamieszkującej substancję materialną. Ich rodzaj jest tak podobny do siebie, że astralny wpływ na substancję materialną jest prawie natychmiastowy (a w niektórych przypadkach faktycznie natychmiastowy). Jest to prawdą szczególnie w odniesieniu do fizycznego ciała. Na przykład, jeśli czujesz zawstydzenie, to *natychmiast* się rumienisz.
"Podpisy energetyczne" określonych emocji wykazują powinowactwo z "podpisami energetycznymi" określonych organów w ludzkim ciele; a raczej ich energie są bardziej podobne do siebie niż do innych energii istniejących w całej fizycznej strukturze. Na przykład, emocjonalna energetyka gniewu jest bardzo podobna do fizycznej energetyki wątroby. :) Zatem twój gniew ma większy, bardziej bezpośredni wpływ na funkcje wątroby niż na resztę twojego ciała. Nie znaczy to jednak, że gniew nie wpływa na pozostałe miejsca ciała, gdyż może też wywierać destrukcyjny wpływ na nadnercza, ciśnienie krwi itp., zależnie od tego *w jaki sposób radzisz sobie z gniewem*.
>> Mamy tak duży nawyk okłamywania samych siebie usprawiedliwiając nasze wewnętrzne sprzeczności, że rzadko nawet mamy pragnienie dotarcia do źródłowej przyczyny problemów. <<
Tak, naturą podświadomej psyche (nie przekształconej świadomie) jest nieustanna ochrona status quo. Nawyk *nie* stawiania czoła prawdzie o naszym wnętrzu jest tym, co utrzymuje psyche poniżej naszej uwagi, czyli w *pod-* świadomości.
>> Myślę, że głównym celem wszystkich uczniów hermetyzmu powinno być nauczenie się jak kontrolować swoje pasje i emocje i być szczęśliwym z tym, co życie im daje, zdać sobie sprawę, że szczęście pochodzi z wewnątrz, a nie z zewnętrznych zdarzeń spełniających nasze pragnienia i chęci. <<
Tak i w tym kontekście struktura treningu przedstawionego przez Bardona tak bardzo się wyróżnia. Skupia się on *najpierw* na uzyskaniu astralnej równowagi. Bez niej (tj. bez zrozumienia emocji i ich mentalnego zdyscyplinowania - które nazywasz "kontrolą") człowiek może postrzegać (przynajmniej na początku) jedynie emocjonalną wagę doświadczeń zamiast postrzegać ich podstawowe znaczenie. To prowadzi do myślenia, że niektóre rzeczy są ważne, podczas gdy w rzeczywistości nie są i vice versa - do niedoceniania lub omijania rzeczy, które są najważniejsze ze wszystkich.
>> Ostatnio zacząłem zgłębiać "leczenie praniczne". Chodzi tutaj o "pranę" czy "chi", co odnosi się do energii życia. Leczenie praniczne odnosi się zatem do zdolności (pozytywnego) manipulowania ciałem energetycznym innej osoby by osiągnąć w nim energetyczną równowagę. <<
Cieszę się że pracujesz z tym tematem. :) Na pewno będziesz w tym bardzo dobry.
Interesujące jest dla mnie porównanie techniki, którą opracowało TMO-WG z metodą leczenia pranicznego. Kiedy TMO-WG pracuje razem, jednoczymy się na poziomie akashy w coś, co zwykliśmy nazywać WGE (Istota Grupy Pracy - Working Group Entity). Gdy jesteśmy w ten sposób zjednoczeni, nie działamy indywidualnie czy osobiście, lecz funkcjonujemy *jako* WGE. Oznacza to, że nasza praca może objąć *całość* pacjenta. Akumulacją indywidualnie dopasowanego Światła Adonai obejmujemy jego wieczne ciało mentalne (ich Większą Jaźń, a zatem również ich HGA - Świętego Anioła Stróża, Holy Guardian Angel), doczesne ciało mentalne (Jaźń Indywidualności), ciało astralne (strukturę emocji) i ciało fizyczne.
Gdy tworzymy akumulację Światła Adonai, robimy to *jako* WGE. Oznacza to, że nasza akumulacja istnieje na tych samych wszystkich poziomach, na których istnieje WGE (na poziomie Większym, Indywidualnym i osobistym) i działa równocześnie na tych wszystkich poziomach naszego pacjenta. Na poziomie ciała energetycznego, na którym działa leczenie praniczne, Światło Adonai zawiera *wszystkie* kolory czy jakości Światła, jakie niesie leczenie praniczne. Zawiera również podobną tęczę Światła na poziomie astralnym, mentalnym i poziomie akashy pacjenta, tym samym wpływając na te poziomy istnienia w ten sam sposób, w jaki leczenie praniczne wpływa na ciało energetyczne.
Ostatnio zaczęliśmy pracować nawet z kondensatorami fluidów, używając do ich stworzenia klasycznej receptury Bardona. :) Pracując *jako* WGE podczas specjalnej sesji (tj. oddzielnie od naszej regularnej pracy z pacjentami), tworzymy BARDZO silną akumulację Światła Adonai dla konkretnego pacjenta i kondensujemy ją do małej butelki kondensatora fluidów. Następnie wysyłamy to do niego pocztą z załączoną instrukcją stosowania. Używamy całkowicie bezpiecznych składników, by pacjenci mogli przyjmować go doustnie, jak zwykłą tynkturę. Ten *fizyczny* dodatek do naszej techniki *zakotwicza* Światło Adonai w fizycznej strukturze danej osoby, przedłużając skuteczność naszych cotygodniowych sesji z pacjentami i wspomaga ich leczenie na każdym poziomie.
Największa różnica pomiędzy naszą pracą TMO-WG i leczeniem pranicznym (i wieloma innymi podejściami) leży w filozofii. Najważniejsze jest to, że pracując *jako* WGE, TMO-WG nie dyktuje pacjentowi co ma zrobić ze Światłem Adonai. Innymi słowy, WGE jedynie *zapewnia* Światło Adonai na wszystkich poziomach istnienia pacjenta, a od mądrości i woli *jego HGA i Jaźni Indywidualności* zależy kierowanie Światła w miejsca, gdzie jest naprawdę potrzebne. Pracując w ten sposób nie mieszamy się w karmę tej osoby ani nie tworzymy czy zaciągamy żadnego osobistego długu karmicznego jako poszczególne osoby z TMO-WG. Zamiast tego *wspieramy* i *zachęcamy* naturalne procesy leczenia - nigdy nie dążymy do ich zastąpienia. Pracujemy w bardzo ścisłym znaczeniu prawowitości.
Inną różnicą jest to, że TMO-WG pracuje jedynie *z* pacjentami, którzy chcą uczestniczyć swoim własnym leczeniu siebie. I oczywiście, w przeciwieństwie do większości dzisiejszych uzdrowicieli, pracujemy bez żadnej zapłaty czy jakiegokolwiek zobowiązania. Kiedy oferowana jest nam zapłata, doceniamy ten gest lecz grzecznie odmawiamy. :) Wierzymy w dawanie dla samego dawania, które rozświetla nasz świat, krok po kroku.
>> Ja również uczę się leczenia pranicznego i wkrótce będę zarejestrowanym uzdrowicielem i planuję robić to zawodowo. <<
Cieszę się. :)
>> Chciałbym na początku powiedzieć, że nie sądzę, by dług karmiczny był dla uzdrowiciela problemem. Jeśli pracuję nad pacjentem, robię to z miłością i współczuciem. Jeśli zgodnie z karmą pacjent musi umrzeć, to nie będę w stanie go wyleczyć. Co najwyżej będę w stanie złagodzić jego cierpienie. Dług karmiczny będzie więc dla mnie pozytywny. <<
Boimy się chorób i boimy się widzieć cierpienie innych ludzi, więc myślimy o chorobie i cierpieniu jako o negatywnych rzeczach, które należy usunąć najszybciej jak to możliwe przy użyciu jakichkolwiek dostępnych środków. Jednak z perspektywy Uniwersalnej Prawowitości, choroba jest darem, który ma nauczyć nas ważnej karmicznej lekcji, której nie byliśmy w stanie przyswoić gdy nie było choroby. Uzdrowiciel miesza się w karmę pacjenta w momencie, gdy usuwa symptomy choroby nie zapewniając pacjentowi faktycznej nauki lekcji, którą choroba miała nauczyć. Jeśli pacjent nie nauczy się karmicznej lekcji, to działanie jakie wykonał "uzdrowiciel" to odebranie pacjentowi najodpowiedniejszego na tą chwilę sposobu do przyswojenia tej karmicznej lekcji. Oznacza to, że pacjent wciąż będzie się musiał nauczyć tej lekcji, czy to innymi środkami, czy też nawrotem tej samej choroby, którą "uzdrowiciel" właśnie się zajął.
Z perspektywy prawowitości, prawdziwe leczenie zachodzi, gdy pacjent przyswoił karmiczną lekcję, jakiej miała go nauczyć choroba. Gdy zatem eliminowane są jedynie symptomy choroby, a sama lekcja jest omijana (tymczasowo), to rozwój pacjenta zostaje spowolniony lub zmieniony. Dla "uzdrowiciela" oznacza to stworzenie karmicznego długu.
>> To, że ja biorę za leczenie pieniądze, a twoja grupa TMO ich nie przyjmuje, jest w mniejszym stopniu kwestią filozofii, a bardziej praktycznością. <<
Moim zdaniem to właśnie w dziedzinie praktyczności kwestie filozofii są najważniejsze. Twierdzenia o praktyczności nie powinny być używane jako wymówka do ignorowania filozofii. :) To tak jakby powiedzieć, że cel uświęca środki.
>> Długo zastanawiałem się nad tym tematem i obecnie zacząłem brać pieniądze za leczenie. Moja stawka jest niższa niż innych uzdrowicieli, a jeśli pacjent nie może sobie na to pozwolić, robię to za darmo. Większość moich pacjentów łaknie duchowego rozwoju i czasami spędzam z nimi całe godziny i czuję, że za to nie mogę przyjmować pieniędzy. Abym mógł zostać wielkim uzdrowicielem, muszę regularnie uzdrawiać. Muszę to robić jako pełen etat. A również praca nad moim własnym rozwojem jest również pełnym etatem. Nie muszę chyba mówić więcej :) Jako uzdrowiciel świadczę usługę i mam prawo do wynagrodzenia. Mam bardzo realne koszty, gdyż muszę dojeżdżać do zabiegów. Również kursy, które biorę, by stać się lepszym uzdrowicielem nie są tanie. <<
Twoje decyzje i argumentacje na ich poparcie są twoją sprawą, a nie moją. Ja ich *nie* osądzam. :)
>> Z kolei grupa TMO jest usługą, którą świadczycie po godzinach, a nie jest to waszą pracą. Byłoby więc nieodpowiednie, gdybyście przyjmowali za to pieniądze. <<
Nie ma to nic wspólnego z naszą decyzją.
>> Jeśli pacjent oferuje pieniądze, to czy nie byłoby bardziej stosowne przyjęcie ich i przekazanie na cel charytatywny? Wtedy grupa stworzyłaby pozytywną karmę, gdyż pieniądze zostałyby przekazane w dobry sposób. <<
Moim zdaniem jedyne co daje takie podejście to tylko wzmocnienie etyki kapitalistycznej "dostajesz to, za co płacisz". Zamiast tego, gdy odmawiamy przyjęcia zapłaty, promujemy inną etykę, która mówi, że istnieją ludzie mający inne motywacje niż zarabianie, którzy wybierają dawanie, gdyż po prostu mogą, a nie robią tego dla osobistego zysku. To umieszcza naszą interakcję na zupełnie innym gruncie - prostej ludzkiej dobroci i dzielenia się. Dobroć i dzielenie się są działaniami, które zwielokrotniają pozytywność na świecie.
>> Podczas leczenia za darmo, należy mieć się na baczności, by nie czuć się moralnie i duchowo wyżej niż ci, którzy biorą za to pieniądze. <<
W naszej pracy w grupie TMO-WG nie ma miejsca na poczucie wyższości, a to co inny robią czy czego nie robią, nie ma żadnego odniesienia do tego, co my robimy. Nasza praca uzdrawiająca nie dotyczy *nas* - dotyczy naszych pacjentów.
>> Dziękuję za wspaniałe odpowiedzi, Rawn. Zawsze pobudzasz mnie do myślenia :) <<
:) Bardzo dobrze. *Jedynym* powodem, dla którego podważam czyjeś twierdzenia tutaj na grupie dyskusyjnej, jest zachęcenie do myślenia! :) Rozwijanie własnej mocy myślenia, rozróżniania, analizy i introspekcji są absolutnie konieczne dla naszych postępów na hermetycznej ścieżce wtajemniczenia.
Moich wyzwań nie należy przyjmować jako osądów i zawsze mam nadzieję, że nie są one w ten sposób odbierane. :) Równocześnie zdaję sobie sprawę, że określenia jakich używam *mogą* zostać odebrane właśnie w ten sposób i jest to ryzyko, jakie podejmuję. Chciałbym, by do tak bardzo ograniczonych, słów pisanych można było dołączyć mój głos, rytm mowy, gesty twarzy, dłoni i ciała oraz moje wewnętrzne poczucie humoru! ;-) Myślę, że tylko ci, którzy znają mnie osobiście mogą "słyszeć i wiedzieć" to wszystko czytając moje słowa.
>> Niewielu ludzi jest w stanie zobaczyć karmę pacjenta. A nie wszystkie choroby są powodowane karmą. Jakie więc mam prawo do zgadywania co jest powodowane przez karmę, a co nie. <<
Chodzi mi o to, że *wszystko*, co przydarza się nam w życiu jest powodowane karmą. Choroba to karma krzycząca do nas jedynym głosem, jaki jesteśmy w tym momencie w stanie usłyszeć. :) I w tym momencie najważniejsze jest odszukanie i wykonanie tej karmicznej lekcji, gdyż Boska Opatrzność podsuwa nam taką okazję pod sam nos.
Wydaje mi się, że definiujesz "karmę" jako jedynie większe rzeczy, które pojawiają się w życiu lub te, których korzenie sięgają przeszłych wcieleń. Myślę, że jest to nadmierne uproszczenie (a raczej błędne uproszczenie) tego, czym karma jest. Każde działanie tworzy konsekwencje i karma, mówiąc prosto, jest naszą *odpowiedzialnością* za konsekwencje każdego z naszych działań, nawet bardzo małych. Łatwo możemy rozpoznać "negatywną" karmę naszych dużych potknięć, lecz rzadko rozpoznajemy nagromadzoną karmę wszystkich małych potknięć albo wszystkich pozytywnych, "właściwych" działań, jakie podejmujemy.
Przeziębienie na przykład, daje nam możliwość przyswojenia lekcji o troszczeniu się o samego siebie, o właściwym odpoczynku i radzeniu sobie ze stresem. Ta lekcja przedstawiana jest w postaci przeziębienia z powodu nagromadzonej "negatywnej" karmy ignorowania troski o samego siebie, ignorowania stresu etc. Przeziębienie (idealnie) *zmusza* osobę do zajęcia się tymi kwestiami. Oczywiście możemy też zlikwidować objawy przeziębienia biorąc lekarstwo lub po prostu ignorując je. Jednak dopóki nie przyswoimy karmicznej lekcji, jaką niesie nam przeziębienie, to będziemy podatni na złapanie kolejnego przeziębienia. :)
>> Czy chodzi o to, że uzdrawianie praniczne nie dopasowuje się do Uniwersalnej Prawowitości? Nie zgadzam się. Uzdrowiciel nie jest w stanie wmieszać się w karmę pacjenta. Żadna ilość leczenia nie uzdrowi pacjenta, jeśli jego choroba wynika z nieprzepracowanej jeszcze karmy. <<
Chodzi mi konkretnie o to, że sama manipulacja ciałem energetycznym pacjenta nie zajmuje się całością pacjenta. Kiedy wpływa się jedynie na symptomy choroby, to pacjent traci możliwość przyswojenia karmicznej lekcji *poprzez* doświadczanie tych symptomów. Zatem uzdrowiciel kradnie pacjentowi możliwość do odnalezienia prawdziwego uzdrowienia i ostatecznego rozwiązania tej karmicznej kwestii. Oznacza to, że pacjent będzie musiał przyswoić tę samą karmiczną lekcję innymi środkami lub poprzez nawrót choroby. "Władcy Karmy" wymagają, by ten proces się powtarzał, aż karmiczna lekcja zostanie przyswojona.
Innymi słowy, *każda* praktyka terapeutyczna, która skupia się wyłącznie na zlikwidowaniu symptomów, a nie zajmuje się rozwiązaniem karmicznej lekcji, nie jest dostosowana do Prawowitości. Co więcej, zgodnie z Prawem Karmy, wykonywanie takiej praktyki tworzy po stronie praktyka odpowiedzialność za konsekwencje związane z odwlekaniem naturalnego wypełnienia się karmy pacjenta.
Nie oznacza to, że uzdrawianie praniczne nie jest dostosowane do Prawowitości - jest to tylko technika, a jej zasady są oczywiście oparte na świadomości Uniwersalnej Prawowitości. Kwestia Prawowitości pojawia się dopiero przy *praktyce* tej techniki. Czy *praktyk* pomaga pacjentowi zająć się karmiczną lekcją związaną z chorobą, poza samym pranicznym leczeniem jego ciała energetycznego? Jeśli tak, wtedy Prawowitość jest spełniona, lecz jeśli nie, to powstaje karmiczna odpowiedzialność.
>> I jako uzdrowiciel, dyskutuję o tym sprawach z pacjentem. Rozmawiam z pacjentem i próbuję określić źródło choroby. Rozmawiamy o tym, że jeśli nie nastąpią pewne zmiany, to choroba może powrócić. Uczę pacjentów o introspekcji i medytacji itp. Od pacjenta zależy sama zmiana i nauka. <<
No i właśnie o to chodzi! :) Robisz co w twojej mocy, by dostosować się do Karmicznej Prawowitości.
>> Muszę dodać, że jeśli wiem, co jest problemem i wiem, że pacjent nie chce się uczyć i zmienić, to rozważam wtedy wstrzymanie leczenia. Ostatnio miałem taki przypadek w swojej rodzinie. <<
TMO-WG miało podobny przypadek, na dość wczesnym etapie naszej wspólnej pracy. :) Z tej pracy nauczyliśmy się, że marnujemy tylko swój czas i czas tej osoby. Więc teraz, jeśli pacjent nie jest chętny do uczestniczenia w swoim leczeniu (w takim stopniu, w jakim jest to dla niego możliwe), to nie będziemy z nim pracować.
>> Chodzi mi o to, że jeśli nie będę pobierał pieniędzy, to bank zabierze mi samochód, nie będzie mnie stać na benzynę, by jeździć do pacjentów, a ja i mój syn umrzemy z głodu :) Nie szukam wsparcia dla mojego punktu widzenia i nie obchodzi mnie czy ktoś będzie to oceniał :) Po prostu przedstawiłem swój punkt widzenia :) <<
Dobrze. :) Moim zdaniem, gdy chodzi o pobieranie od ludzi opłaty, dobrze jest kontaktować się z prawdziwymi, instynktownymi kwestiami własnego przetrwania. Gdyby choć kilku prezesów firm i polityków miało taką podstawową świadomość, być może nasz świat byłby bardziej ludzkim miejscem. ;-)
>> Martwienie się o zaciąganie karmicznego długu w tym przypadku byłoby jak martwienie się o karmiczny dług przy każdym przypadkowym nadepnięciu na mrówkę :) <<
;-) Myślę, że większość mrówek nie zgodziłaby się z twoim punktem widzenia!
------------------------------------------------
>> Nie miałem pojęcia, że TMO-WG zaczęło zajmować się Uzdrawianiem. To wspaniałe wieści i po przeczytaniu twojej wypowiedzi, myślę że idziecie w kierunku czegoś dość rewolucyjnego; chociaż jak zazwyczaj, to wszystko brzmi jakby mnie przerastało w tej chwili. <<
To co nazywam "leczeniem" jest tak naprawdę pomaganiem ludziom w ich własnym procesie leczenia. Nie jest to zawsze związane z tym, co jest uznawane za "leczenie" jako takie, a przynajmniej nie zawsze dotyczy to choroby. Na przykład, pomogliśmy pewnej osobie pokonać różne problemy, jakich doświadczała z ćwiczeniami mentalnymi kroku pierwszego. Od początku było to drogą, którą szliśmy by opracować skuteczną technikę i właśnie w tym kontekście wyewoluowaliśmy jako grupa pracy.
A poza tym, to wcale nie "przerasta" ciebie. :)
>> Idea grupowego uzdrawiania jest dla mnie interesująca, lecz nieco "kwestionuję" skuteczność czy metodologię w przypadku twojej grupy, bo nie jestem pewien, czy ją rozumiem. a) W jaki sposób ktoś, kto już jest znakomitym uzdrowicielem, może korzystać czy zwiększać ogólną skuteczność leczenia, kiedy tworzycie "mieszankę" uzdrowicieli o różnych poziomach niższych od niego, którzy mogą z różnych powodów wysyłać zły rodzaj energii (np. z braku koncentracji, osobistej choroby, czy złego samopoczucia). <<
Tutaj są dwie kwestie. Pierwsza to fakt, że kiedy zbieramy się jako grupa, pracujemy jako WGE. Nie działamy indywidualnie czy osobiście poza samym działaniem zejścia się razem. Zamiast tego, działa WGE. Po drugie, WGE (czy jakakolwiek inna działająca *grupa*, która nie dotyczy WGE) może tworzyć wykładniczo większy ładunek Światła Adonai niż indywidualna osoba, niezależnie od jej stopnia zaawansowania.
>> b) Nie jestem pewien, czy rozumiem powody, dla których sugerujesz, że *całość* pacjenta może zostać objęta jedynie przez grupę uzdrowicieli. Czy sugerujesz to tylko dlatego, że obecnie żaden członek nie jest wystarczająco zaawansowany, by uporać się ze wszystkimi częściami pacjenta na raz?<<
Nie sugerowałem, że *tylko* grupa może zająć się całą osobą. :) Pojedyncza osoba pracująca z TMO również może to robić. Zależy to od używanej techniki, a nie od ilości działających osób.
>> c) Dlaczego pojedynczy uzdrowiciel, nawet jeśli nie jest zaawansowany, nie zajmie się kolejnymi częściami człowieka po kolei? Z pewnością zajmie to więcej czasu niż podzielenie tego pomiędzy członków grupy, lecz zakładam, że leczenie tak kompletne jak to co opisujesz, może zostać wykonane w kolejnych krokach. Na przykład, chirurg nie daje każdemu przy stole operacyjnym innych narzędzi i nie mówi "gdy policzę do trzech, każdy zaczyna działać (ciąć, monitorować serce, szyć etc.) równocześnie i wychodzimy stąd po minucie ;>? Wiem, że nie pracujecie grupowo dla zaoszczędzenia czasu, lecz dla zajęcia się jak największą ilością części pacjenta, lecz trochę odrzuca mnie ta kwestia równoczesności działania. <<
:) Tak, trudno jest to zrozumieć i równie trudno jest to jasno opisać. Generalnie, WGE działa równocześnie na wszystkich poziomach pacjenta i tak, odbywa się to w przeciągu chwili, a raczej czas nie ma tutaj znaczenia i zależy wyłącznie od perspektywy obserwatora. WGE istnieje poza czasem, więc jej działanie w sferze doczesnej może być natychmiastowe.
Uwierz mi, gdy po raz pierwszy odkryliśmy poziom WGE naszej grupowej świadomości, byliśmy bardzo zaskoczeni i kilka miesięcy zajęło nam przyzwyczajenie się do tego rodzaju pracy.
>> Jest to jedna z rzeczy, które sprawiają, że sądzę iż twoje podejście do uzdrawiania jest dużo bardziej kompletne niż uzdrawianie praniczne. Muszę przyznać, że to co piszesz brzmi bardzo prosto, lecz mam wrażenie, że całość w ogóle nie jest prosta. W uzdrawianiu pranicznym, gdy zaczynasz je studiować, to zdajesz sobie sprawę, że nie jest to proste. Poza bardzo szczegółowym zrozumieniem, w jaki sposób działa ciało energetyczne, z czym należy pracować i w jakiej kolejności, w jaki sposób, jakim kolorem i intensywnością etc., to musisz jeszcze rozumieć, w jaki sposób twoje działanie na poziomie energetycznym wpływają na fizyczne ciało, by zaowocować faktycznym wyzdrowieniem. Oznacza to, że musisz mieć też dobre zrozumienie fizycznej anatomii i tego, jak odnosi się do ciała energetycznego. Innymi słowy, czasami może być konieczne posiadanie wiedzy zarówno zachodniego lekarza, jak i ezoterycznego uzdrowiciela (pracującego na poziomie ciała energetycznego). Kiedy jeszcze dodasz do tego trzy kolejne poziomy jak astralny, mentalny i poziom akashy, to myślę że jest to ogromne! (To faktycznie brzmi niezwykle kompletnie, lecz ta wysoka złożoność sprawia, że zastanawiam się kto na jakim poziomie będzie prawdziwie przygotowany do używania takiej metodologii leczenia). <<
Tutaj również dla naszej pracy ważne jest pojawienie się poziomu świadomości WGE, w połączeniu z włączeniem w tę pracę HGA i Indywidualnej Jaźni pacjenta. *Indywidualnie* nie musimy nic wiedzieć, gdyż HGA i Jaźń Indywidualności pacjenta *dokładnie* wiedzą, to *należy* zrobić ze Światłem, by wpłynąć na leczenie. Dla nich i dla poziomu świadomości WGE, te kwestie nie wymagają racjonalnej myśli - są one kwestią instynktu i podążania za (a raczej harmonizowania się z) Prawowitością.
Jedną z największych przeszkód w ustanowieniu poziomu świadomości WGE (a raczej przeszkodą w pozwoleniu, by ten poziom sam się wyłonił) było nasze indywidualne przywiązanie do spersonalizowanego poziomu myślenia i robienia tego, co opisujesz. Gdy tylko byliśmy w stanie zbiorowo porzucić naszą potrzebę osobistego kierowania działaniem Światła Adonai i osobistego decydowania, co należy z nim robić, WGE wyłoniło się *spontanicznie*.
WGE harmonizuje się i wspomaga HGA i Jaźń Indywidualności pacjenta, a one same kierują Światło Adonai tam, gdzie jest potrzebne w taki sposób, jaki jest konieczny. Innymi słowy, podłączamy się do najwyższego poziomu zdolności do samo-leczenia pacjenta.
Kiedy po raz pierwszy zaczęliśmy pracować *jako* WGE, mieliśmy ogromną trudność z postrzeganiem, co WGE, HGA i Indywidualność robiły ze Światłem Adonai. Tak naprawdę, na poziomie osobistym, wielu z nas czuło się jak widownia. :) Nasze sesje trwały tylko kilka minut rzeczywistego czasu i mijały w rozmyciu. Jednak w miarę nabierania doświadczeń, zaczęliśmy być w stanie postrzegać to co zachodzi i jest to faktycznie BARDZO złożone. Działania wykonywane przez Światło bardzo przypominają Uzdrawianie Praniczne, lecz na wszystkich czterech poziomach istnienia pacjenta.
Na poziomie osobistym dużo się uczymy, lecz WGE *wie* wcześniej, gdyż jest w stanie harmonizować się z tym co *jest* i nie potrzebuje myśleć o tym, co robić.
>> Miałem wrażenie, że WGE było zbiorem ludzi znających się przez Internet, którzy pracują w swoich domach. Czy jednak zbieracie się razem, by tworzyć fizyczne mikstury, czy może spotykacie się mentalnie/astralnie by wpływać na fizyczny kondensator fluidów w określonym miejscu? <<
Fizycznie, obejmujemy obecnie Amerykę Północną i pracujemy z pacjentami, którzy mieszczą się w różnych miejscach kuli ziemskiej, więc fizyczne spotkania okazały się niepraktyczne. :) Jeden z naszych członków jest zawodowym homeopatą zainteresowanym Alchemią. Przygotowuje nasze butelki kondensatora fluidów u siebie w domu. Potem spotykamy się w sesji jako grupa i przechodzimy astralno-mentalnie do jego domu, do fizycznego umiejscowienia butelek z kondensatorem fluidów. Następnie, jako WGE, ładujemy butelkę Światłem Adonai, dopasowując je do konkretnego pacjenta. Butelka jest potem wysyłana pacjentowi. Ta metoda okazała się bardzo skuteczna. :)
>> Cały ten alchemiczny aspekt brzmi fascynująco. Słyszę o czymś takim po raz pierwszy. Cudowne leki, ha! Mogę sobie wyobrazić pacjenta, którzy otrzymuje małą buteleczkę z wodą i cukrem (lecz po brzegi wypełnioną wpływami energetycznymi, astralnymi i mentalnymi) i ma przyjmować po jednej kropli trzy razy dziennie. Biedak nie wie co go zaraz spotka! :) <<
;-) Tak naprawdę, to nasze kondensatory wykonywane są według prostszych receptur Bardona. Wyciąg z rumianku, homeopatyczna tynktura złota i alkohol. Oraz BARDZO silna akumulacja Światła Adonai.
>> To brzmi teraz bardziej jak podejście Reiki. Podejście do niezwykle złożonego tematu jak uzdrawianie energią i uproszczenie go do wyobrażenia, by energia szła tam, gdzie jest potrzebna. <<
Tak, tylko że my nie używamy tylko wyobrażenia. Tak naprawdę, mamy tu do czynienia z czującym Światłem i przenosimy je na najbardziej czułe aspekty naszego pacjenta, które już *wiedzą* co jest potrzebne.
>> W uzdrawianiu pranicznym interesujące jest to, że gdy rośnie twoja zdolność leczenia, to metoda uzdrawiania staje się coraz bardziej złożona, lecz gdy dochodzisz do punktu, gdzie używa się najbardziej zaawansowanego boskiego uzdrawiania, wszystko staje się niezwykle proste, a jednak nieskończenie bardziej potężne niż cokolwiek robiłeś wcześniej. <<
To ciekawe. Wydaje się, że TMO-WG wykonało ten skok bardzo wcześnie, przy pojawieniu się WGE. Być może jest to podobny proces, choć różny docześnie.
> Pracując w ten sposób nie mieszamy się w karmę tej osoby ani nie tworzymy czy zaciągamy żadnego osobistego długu karmicznego jako poszczególne osoby z TMO-WG. Zamiast tego *wspieramy* i *zachęcamy* naturalne procesy leczenia - nigdy nie dążymy do ich zastąpienia. Pracujemy w bardzo ścisłym znaczeniu Prawowitości. < >> Nie jestem pewien, czy to rozumiem. Sugerujesz, że nie chcesz mieszać się w karmę pacjenta, lecz działacie jako uzdrowiciele, więc z definicji musicie wywoływać pozytywną zmianę albo w ogóle nie byłoby to leczeniem. To oczywiście wskazuje na mieszanie się w karmę pacjenta. Czy może chodziło ci tylko o to, że nie ma tu negatywnego wpływu na karmę pacjenta? <<
Ujmę to w ten sposób: zamiast mieszać się w karmę pacjenta narzucając to, co *my* uważamy, że powinno być zrobione, *harmonizujemy z* i *wspieramy* własną ścieżkę karmiczną pacjenta.
>> Jest tu jeszcze większe pytanie. Z jednej strony przechodzicie przez wiele trudu by pracować na każdej płaszczyźnie i poziomie, by pomóc danej osobie i wykraczacie poza każdą metodę leczenia o jakiej słyszałem, by zapewnić pełnie leczenia, a na koniec mówisz, że jedynie wspieracie i zachęcacie własne "naturalne" procesy leczenia pacjenta?? Kiedy bierzemy pigułkę na ból głowy, to przerywamy "naturalny" proces leczenia. Ale kiedy połknąłbym pigułkę przez was stworzoną, która naładowana byłaby energiami z każdej możliwej płaszczyzny i wyleczyłaby w ciągu nocy mojego raka, to w jaki sposób jest to zaledwie wspomaganiem "naturalnego" procesu leczenia? <<
;-) Nigdy nie chodziło nam o stworzenie leku na wszystko. Każde ciało posiada możliwość leczenia samego siebie. Zamiast wymuszania tego leczenia, wspieramy i zachęcamy własne procesy leczenia pacjenta i nie próbujemy przyspieszyć ich, by dopasowały się do naszej koncepcji tego jak szybko "powinno" to się dziać. W tym zakresie działamy jak homeopatia, która również wspiera własne procesy leczenia pacjenta.
>> Co więcej, skoro HGA określa, jak będzie przebiegało uzdrawianie, to być może wkładacie 5 razy więcej wysiłku niż jest to konieczne w stworzenie uzdrawiającego wywaru. Dla mnie brzmi to jak wysiłek na marne. A może konsultujecie się z HGA pacjenta, by określić, ile wysiłku należy w to włożyć? <<
Pracując *jako* WGE, tworzymy dużą akumulację Światła Adonai. Tak samo łatwo jest stworzyć BARDZO, BARDZO, BARDZO dużą akumulację, jak po prostu dużą, więc nasz czas nie jest zmarnowany.
>> Za najbardziej wartościowy element w twojej metodzie leczenia uważam to, że zalecacie zajęcie się źródłową przyczyną problemu. To brzmi prosto, lecz mam wrażenie, że już samo odnalezienie tej przyczyny nie jest proste. Jaki proces należy przejść, by naprawdę zrozumieć przyczynę choroby pacjenta? <<
Chociaż nie dotyczy to nas *osobiście*, gdy pracujemy z WGE, to sposobem na zobaczenie źródłowej przyczyny czegokolwiek (włączając w to chorobę), jest bezpośrednie postrzeganie podstawowego znaczenia. Innymi słowy, poprzez rozwinięcie własnych mocy percepcji. To oczywiście nie ma nic wspólnego z intelektualnym zrozumieniem i studiowaniem książek.
>> co skłania mnie do pytania, jak w ogóle dowiadujecie się, co należy pacjentowi przepisać jako leczenie. <<
Przy naszej metodzie, TMO-WG nie przepisuje niczego. Technicznie jednak, prośba, by pacjenci przyjmowali nasz kondensator fluidów mogłaby zostać ujęta jako przepisywanie.
Wszystkiego dobrego,
:) Rawn Clark
12 kwietnia 2004