>> Zastanawiam się więc, co się dzieje, gdy ludzie modlą się do innych ludzi..? żywych lub umarłych...? <<
Kiedy modlimy się do osoby, to prosimy o coś czego chcemy. Przyjmujemy, że osoba, do której się modlimy może jakoś wstawić się u wyższej mocy i tym samym zwrócić jej uwagę na nas. W efekcie, nadal modlimy się do wyższej mocy, lecz modlimy się do jej niższej, bardziej ludzkiej, manifestacji. Psychologicznie, to jest jak podniesienie słuchawki telefonu i wybranie numeru zamiast krzyczenia przez okno w nadziei, że ktoś dwa miasta dalej nas usłyszy. Innymi słowy, wzmacnia to naszą pewność i wiarę w to, że nasza modlitwa jest słyszana.
Ludzki umysł jest potężną i bardzo złożoną rzeczą. Kiedy wymawiamy modlitwę, określamy wewnętrzną potrzebę. Sam akt określenia potrzeby i prośby o pomoc jest transformujący. Umieszcza nas w nowym odniesieniu do potrzeby i wprawia w ruch okoliczności konieczne do spełnienia naszej konkretnej potrzeby. Kiedy dodamy do tego skupianie uwagi i emocje, które są częścią modlitwy, to określenie potrzeby jest jeszcze bardziej mocne i jeszcze bardziej transformujące na poziomie osobistym.
Modlitwa jest głównie samo-leczeniem. Lecz modlitwa może być również aktem magii, który transformuje więcej, niż tylko naszą własną jaźń. Może również być mentalnym i emocjonalnym pędem, który wywołuje fizyczną zmianę, nie różnym od "woltu" czy wymowy kabalistycznej. Efektywność jakiejkolwiek modlitwy zależy od siły koncentracji danej osoby i pasji. Jeśli są one bardzo silne, to modlitwa ostatecznie wytworzy fizyczną zmianę, poza mentalnymi i emocjonalnymi zmianami istniejącymi już w samym akcie modlitwy. W tym przypadku, zmiany wypływają z umysłu osoby modlącej się, a nie z mocy czy z osoby, do której się ona modli.
Chociaż jest to najczęstsza konsekwencja modlitwy (tj. samo-leczenie), to nie jest to jedyny sposób, w jaki modlitwa może być efektywna. Może ona również zwrócić bezpośrednią uwagę nie-fizycznych istot. W takim przypadku efekt samo-leczenia modlitwy będzie wzmocniony przez tę istotę.
>> Czasami czuję, że ktoś o mnie myśli, czasami gdy modlę się za kogoś, ta osoba czuje, że ja to robię... I druga rzecz - czy możemy przywołać czyjąś uwagę po prostu wymawiając jej/jego imię na głos (czy nawet mentalnie)...? <<
To zależy od dwóch oddzielnych czynników. #1 jest mentalną siłą osoby dokonującej projekcji swoich myśli, a #2 jest receptywnością czy wrażliwością adresata tych myśli. Na przykład, jeśli po prostu wymówiłbym twoje imię, to najprawdopodobniej nie odczujesz moich myśli, gdyż będą one posiadać bardzo małą energię mentalną. Lecz jeśli skoncentruję się na tobie intensywnie i następnie wymówię twoje imię z silną intencją, że to zauważysz, wtedy prawdopodobnie zauważysz. Lecz to, czy zauważysz to na świadomym poziomie, to już zupełnie inna kwestia. Ta część zależy dużo bardziej od twojej wrażliwości niż od mojej mentalnej energii.
Myśl, kiedy już została pomyślana, ma swoje własne życie w sferze mentalnej. Większość myśli trwa bardzo krótko i ma mały indywidualny impakt, gdyż większość ludzkich myśli zawiera bardzo mało mocy. Lecz kiedy myśli świadomie nada się mentalną moc, może ona istnieć i być aktywną w sferze mentalnej przez znaczny okres czasu. Bądź też, kiedy myśl ubierze się w moc emocjonalną, może mieć ona duży i długotrwały impakt.
Kiedy wzmocniona myśl jest skupiona na osobie, to naturalnie odszukuje, czy też jest przyciągana, do mentalnej sfery swojego adresata. Dzieje się tak ze względu na naturę samej sfery mentalnej, gdzie podobieństwo i wspólność są głównymi czynnikami rozróżnienia. Innymi słowy, w sferze mentalnej, "podobne przyciąga podobne".
>> Czy możemy więc czerpać energię z samego myślenia o kimś..? <<
Nie, nie poprzez czysto mentalne działanie. Aby czerpać z kogoś mentalną energię, musisz czerpać ją na poziomie emocjonalnym (astralnym) bądź na poziomie fizycznym. Lecz tutaj czerpiesz więcej niż tylko mentalną energię, a pobieranie energii mentalnej jest efektem ubocznym czerpania astralnej czy fizycznej energii. Innymi słowy, chwytasz mentalną energię danej osoby jako część gęstszej energii emocji i materii fizycznej.
Powody ku temu są raczej złożone. Tak jak powiedziałem, w samej sferze mentalnej, podobne przyciąga podobne. To przeszkadza "drenażowi", gdyż by coś czerpać, to musisz ustanowić przeciwieństwo do którego coś przyciągniesz. Jest to podobne jak system wysokiego ciśnienia i system niskiego ciśnienia w atmosferze - kiedy będą one wystarczająco blisko siebie, przyciągają się i wir niższego ciśnienia czerpie z wyższego jego ciśnienie atmosferyczne tym samym tworząc prądy wiatru. Ten czynnik "przyciągania przeciwieństw" jest najbardziej widoczny w sferze fizycznej i wynosi około pół na pół w sferze astralnej, która jest pośrednią pomiędzy fizyczną a mentalną. Więc tylko na poziomie astralnym bądź fizycznym taki drenaż może zajść.
Na przykład, jednymi z najlepszych terapii dla umysłu pełnego problemów są śmiech i wysiłek fizyczny. A jedną z najlepszych terapii na wyczerpaną energię mentalną jest fizyczny odpoczynek (regeneracja) połączony z pielęgnacją emocjonalną.
>> Przyjrzyjmy się świętym - byli ludźmi. A co z bogami, boginiami, bóstwami, etc...? One nadal istnieją w umyśle JEDNEGO... więc gdzie leży granica..? Skoro Jedność, JEDEN, jest po drugiej stronie granicy... czy naprawdę możemy przekroczyć tę granicę...? A jeśli tak - w którym momencie...? Czy scalanie się z bóstwami naprawdę przygotowuje nas do scalenia się z Jednością...?? Ponownie - bóstwa istnieją WEWNĄTRZ JEDNEGO, więc jak człowiek jest w stanie przekroczyć tę granicę....? <<
O kurcze! To jest jedno W-I-E-L-K-I-E pytanie!!! ;-) Zamiast powtarzać się i pisać zbyt długą odpowiedź, odeślę cię do mojego komentarza kroku dziesiątego WdH (część mentalna i astralna).
>> Kiedy osoba wybiera rozpuszczenie się w Jedności, czy taka osoba istnieje jako jej część, czy po prostu przestaje istnieć..? <<
"Rozpuszczenie" jest mylącym określeniem, gdyż implikuje ono stratę, jednak nie potrafię wymyślić lepszego zwrotu. To, co jest rozpuszczane, to skupienie zindywidualizowanego poziomu jaźni. Jednakże to nie oznacza, że zindywidualizowana jaźń przestaje istnieć. Scalenie z Jednością zachodzi na nie-doczesnym poziomie (tj. w wieczności) i jest nie-sekwencyjne. Nawet jeśli osiągnięcie Jedności zachodzi na doczesnym poziomie w konkretnym momencie czasu, to natychmiast staje się wieczną rzeczą, skoro jest to doświadczenie, które zachodzi w samej sferze wieczności. Nie jest to coś, co dzieje się jednego dnia i tyle. Dzieje się to poza czasem I przestrzenią, a zatem oddziałuje na całość czasoprzestrzeni, na zawsze.
Z wnętrza wieczne, nie-sekwencyjnej, sfery ("drugiej strony" Otchłani), osoba postrzega całość nieskończonej czasoprzestrzeni jako coś pojedynczego. W efekcie, staje się to własną, czy też "zamkniętą", nieskończonością. Jej nieskończona całość istnieje wiecznie. Z wiecznej perspektywy można zobaczyć każdy punkt kontinuum czasoprzestrzeni, bądź, równocześnie, WSZYSTKIE punktu wewnątrz tego kontinuum.
W taki sposób, jak nasze własne fizyczne ciała służą jako wehikuł dla naszej duszy I ducha I są nierozdzielnie współzależne (bez naszego fizycznego ciała, nie ma potrzeby na ciało astralne, a ciał o mentalne nie mogłoby działa w sferze fizycznej), tak samo kontinuum czasoprzestrzeni (całość sekwencyjnej sfery "poniżej" Otchłani) jest wehikułem czy ciałem Jedności. Więc kiedy zindywidualizowane ciało mentalne "rozpuszcza" się w Jedności, nie ma w tym straty mentalnej materii. Jedyną zmianą jest siedzisko świadomości. Scalone siedzisko indywidualnej świadomości jest rozprzestrzenione na wskroś Całości, bez rozgraniczeń. Jest to nieskończone pomnożenie świadomości, a nie strata jakiegokolwiek rodzaju.
Wszystkiego dobrego,
:) Rawn Clark
17 czerwca 2002