>> W świetle dyskusji o ewokacji enochiańskiej, zastanawiam się, czy ktoś chciałby podzielić się swoim doświadczeniem z ewokacją bardonowską. Osobiście, nie jestem zainteresowany tym co się konkretnie wydarzyło podczas danej ewokacji, tylko chciałbym usłyszeć o korzyściach / minusach takich doświadczeń. <<
Bardzo podoba mi się natura twojego pytania! Jest to jedno z ważniejszych pytań odnośnie PME, jakie pojawiło się na tej grupie. Zadajesz najważniejsze pytanie - "Dlaczego?" - zamiast pojawiającego się zazwyczaj "Jak?".
Przedstawię więc moje własne przemyślenia odnośnie tego, czemu służy ewokacja bardonowska. :)
W swoim kontekście dziewiątego kroku WdH, ewokacja należy do fazy eksploracyjnej, która poprzedza przekraczanie Otchłani. Podczas tej fazy, wtajemniczony musi rozszerzyć swoją *doświadczalną* definicję Jaźni.
W pracy kroku ósmego, wtajemniczony swoim ciałem mentalnym eksploruje kolejne płaszczyzny poprzez podróż mentalną. Doświadczenia napotkane w tych mentalnych eksploracjach w znaczny sposób transformują rozumienie wtajemniczonego, szczególnie w odniesieniu do natury Jaźni. Poprzez ten proces, doświadczenie jaźni obejmuje coraz więcej, a świadomość jaźni się rozszerza.
Potem następuje ewokacja, która dotyczy integrowania w ziemskiej rzeczywistości mocy/istot spotkanych podczas mentalnych wędrówek. Osoba zaczyna od kondensowania ewokowanej istoty do gęstości astralnej, a zatem integruje te energie w swoim własnym ciele astralnym. Ostatecznie, te moce sprowadzane są do fizycznej gęstości i tym samym integrowane są w fizycznej sferze życia wtajemniczonego.
Ewokacja jest najlepszym narzędziem dla tego procesu integrowania rozszerzonej Jaźni w codziennym życiu wtajemniczonego. Ta integracja jest też kluczowym czynnikiem udanego przekroczenia Otchłani. Świadomość Jaźni podczas przekraczania Otchłani musi być mocna i musi stać na fundamentach, gdyż bez tego straci swoją równowagę i się przewróci...
Innymi słowy, świadomość rozszerzonej Jaźni *musi* już być ukazywaną częścią codziennej egzystencji wtajemniczonego - *musi* sięgnąć CAŁĄ drogę "w dół", dotknąć gleby i zapuścić korzenie, zanim będzie mogła rosnąć w górę. Bez tego zakorzenienia, które ewokacja bardonowska zapewnia, przekroczenie otchłani może się udać (chociaż najprawdopodobniej nie zajdzie), lecz bez wątpienia nie będzie *żadnej* szansy na przetrwanie następującej później "ciemnej nocy duszy".
W przypadku kroku dziewiątego, wtajemniczony równocześnie zaczyna ewokację (PME) *oraz* wędrówkę astralną. Ewokacja opiera się na wędrówce mentalnej (krok ósmy), jednak twoim pierwszym celem jest osiągnięcie gęstości astralnej dla obecności ewokowanej istoty. Równocześnie (w dziewiątym kroku WdH) uczysz się, jak oddzielać swoje własne ciało astralne i podróżować do płaszczyzn, które wcześniej osiągałeś samodzielnym ciałem mentalnym. Zatem, w swoich ewokacjach tworzysz wewnątrz trójkąta składniki potrzebne astralnemu ciału istoty, którą przywołujesz. Ta zdolność tworzenia stosownej astralnej substancji ("atmosfery" w PME) jest wzmocniona przez twoje równoczesne ćwiczenia z wędrówką astralną. Bezpośrednie *doświadczenia* twojego własnego ciała astralnego i płaszczyzny astralnej *podczas przebywania świadomością w faktycznym ciele astralnym*, uczą cię rzeczy, których nie da się przyswoić w żaden inny sposób, a poprzez te rosnące ciało gruntownego zrozumienia, coraz łatwiejsze staje się tworzenie odpowiedniej gęstości astralnej. Zatem praca z ewokacją uskutecznia krok dziewiąty i vice versa.
Ręka w rękę, te dwa poziomy pracy integrują moce płaszczyzn reprezentowanych przez przywoływane istoty, początkowo w twoim ciele astralnym, a ostatecznie w okolicznościach twojego fizycznego życia. Rozszerzenie Jaźni, które poprzedza przekroczenie Otchłani *musi* być zintegrowane w *każdym* aspekcie bycia wtajemniczonego - jest to jedyna podstawa, z której może nastąpić kwantowa ekspansja przekraczania Otchłani. Jest to żyzna gleba, która wspiera silny korzeń najwyższego kwiatu.
Idealnie, ewokacja i eksploracja Wszechświata na tym etapie wywołuje poczucie zakochania we Wszechświecie. Praca astralnej i mentalnej eksploracji i ewokacji musi być pracą miłości. To musi być twój dar żyznej ziemi... Twoja ma wznosić najwyższy kwiat... A zapach *twojego* kwiatu jest twoim darem dla boskości...
Przepraszam za takie mistyczne wynurzenie, lecz tak naprawdę tylko mistyk może przekroczyć Otchłań i przeżyć utrzymując psychiczne zdrowie. Astralna i mentalna eksploracja oraz ewokacja mają w bardzo konkretny sposób nauczyć wtajemniczonego tego mistycyzmu i pełnego czci podejścia.
Myślę, że najpowszechniejszą koncepcją ewokacji jest to, że najważniejszym jej elementem jest uzyskanie mocy. Wszystkim nam podawano obraz, gdzie potężny mag ma do dyspozycji hordy służących mu duchów, prawda? Zawsze jest on przedstawiany jak pokonuje jakiegoś arcydemona ważnie brzmiącymi słowami wypowiadanymi w ważny sposób itd. itp. ;-) I prawdopodobnie tego właśnie chce większość ludzi od ewokacji - większej mocy.
Przeciętny ewokacjonista będzie próbował zmusić albo nakłonić jakąś istotę do spełniania swoich potrzeb. Możliwe jest uzyskanie w ten sposób rezultatów, lecz *zawsze* dzieje się to kosztem ewokacjonisty, gdyż chce on czegoś, na co naprawdę nie zasługuje. Nie jest to coś dawanego *za darmo* przez istotę, więc powstaje dług.
W przypadku ewokacji Bardona, cel jest zupełnie inny. Nie znaczy to jednak, że ewokacjonista bardonowski nie będzie miał hord istot chętnych mu pomóc. Tak naprawdę jest zupełnie odwrotnie. Ewokacjonista bardonowski tworzy z przywoływanymi istotami relacje pozytywne (przyjaźnie). Rezultatem tego prostego faktu jest to, że ci przyjaciele *ofiarują* swoją pomoc z *miłości* (NAJsilniejszej mocy). Ewokacjonista bardonowski nie ma żadnej potrzeby dla wymuszania czegokolwiek, więc w chwili potrzeby, nie brakuje mu przyjaciół.
U podstaw tego wszystkiego leży fakt, że świadomość nie rozszerza się poprzez podbój. Rozszerza się poprzez miłość, poprzez empatię z "innym", poprzez stawanie się jednością z "innym". "Inne" staje się wtedy częścią Jaźni i w ten sposób Jaźń się poszerza. Ewokacjonista, który chce zdobywać, nie ma szansy na osiągnięcie tego rozszerzenia Jaźni. Ostatecznie, taki rodzaj ewokacji jest ślepym zaułkiem.
Pisałem już wcześniej o tym, że ewokacja ma również wyższy, "kreatywny" aspekt. Jest to związane z bezpośrednią kreatywną ekspresją prawowitości poprzez symbol. Praca ewokacji jest częścią tego, co uczy wtajemniczonego jak rozpoznawać prawowitość leżącą u podstaw każdej symbolicznej formy. Gdy wtajemniczony dokonuje poszerzania Jaźni, symbole/formy mocy, które w siebie włączyli stają się częścią Jaźni, którą można potem stosować, wysyłać, używać do ekspresji etc. Innymi słowy, ewokacjonista staje się mistrzem symboli, lecz jego mistrzostwo osiągane jest poprzez pełne miłości przystawanie, a nie przez podbój. Symbole, nad którymi osoba włada to te, którymi ta osoba się stała. One wszystkie służą jako krok ku wyższej pracy z boską prawowitością czyli z przyczynowością.
W przypadku systemu Bardona, musisz również rozważyć PME w kontekście KPK, gdyż praca z nimi oboma zaczyna się w kroku dziewiątym pracy WdH. Myślę, że można by napisać całą książkę o połączeniach pomiędzy nimi trzema! ;-) Równoczesne zajmowanie się wszystkimi trzema odkrywa, jak bardzo są zintegrowane. Początkowa praca KPK wspiera pracę z krokiem dziewiątym oraz z PME. PME i krok dziewiąty wspierają pracę z KPK itd. na tysiące sposobów.
Większość ksiąg opisujących istoty, zawiera ich hierarchię na każdej z płaszczyzn. Jest to zazwyczaj wyrażone poprzez tytuły jak "baron", "lord" itp. Im wyższa ranga, tym prawdopodobnie ma więcej sług, których mag może użyć. Wyobrażam sobie, że dla większości ewokacjonistów, istota o najwyższej randze jest tą do której udają się w pierwszej kolejności, myśląc, że będą w stanie podpiąć się do większej mocy, mieć więcej służących duchów itd.
W tym systemie hierarchicznym istnieje jednak ziarno mądrości. Na każdej płaszczyźnie istnieje wielka różnorodność istot. Niektóre są bardzo ograniczone, podczas gdy inne są bardzo szerokie i wyrażają szerokie spektrum podstawowej mocy swojej płaszczyzny. Na każdej płaszczyźnie istnieje kilka istot, które wyewoluowały do poziomu, gdzie wyrażają całość swojej płaszczyzny. Te istoty zasługują na wielki szacunek i gdy ewokacjonista próbuje na siłę wprowadzić taką istotę do trójkąta, to tylko niewielka jej część przejdzie przez zasłonę braku szacunku, jaką wzniósł ewokacjonista.
Jeśli jednak ewokacjonista wkracza na płaszczyznę stopniowo i z szacunkiem, niosąc w sobie pragnienie spotkania tej wielkiej istoty, wtedy we właściwym czasie to nastąpi. W międzyczasie, wtajemniczony będzie musiał wystarczająco rozszerzyć swoją Jaźń, by zasłużyć na przyjaźń tej wielkiej istoty i gdy dochodzi do spotkania, to jest to spotkanie *przyjaciół*. Jako przyjaciel, ta wielka istota chętnie odwiedzi Okrąg maga i w ten sposób pobłogosławi go integracją *całej* mocy tej płaszczyzny na poziomie astralnym i fizycznym. Taka wymiana wielce przyspiesza wzrost maga.
Wszystkiego dobrego,
:) Rawn Clark
9 września 2002