>> Czy można wnioskować, przy jedzenia zwierząt oczekiwanie, że przejmuje się w ten sposób jego karmę i emocjonalny stan (w momencie śmierci), jest bezpodstawne? Rozumiem, że Hare Kriszna nie jedzą mięsa właśnie z tego powodu: by unikać karmy i emocjonalnego stanu zmarłego zwierzęcia. <<
Karma nie jest czymś, co może w jakikolwiek sposób być przekazane przez konsumpcję ciała. Nie jest to *fizyczna* substancja. Jednak ostateczny emocjonalny stan terroru, którego doświadczają komercyjnie ubijane zwierzęta wpływa na ich mięso i w konsekwencji, wpływa na osobę, która to mięso spożywa.
>> Rozumiem, że buddyści unikają mięsa, gdyż ciało zwierząt ma "niższą frekwencję wibracyjną" niż rośliny. I jeśli ktoś dąży do uszlachetnienia swoich mentalnych procesów, to zalecane jest unikanie tych "niskich frekwencji" <<
Koncepcja, iż różne pokarmy mają różną "częstotliwość wibracyjną", jest prawdziwa. W połączeniu z tym, różne pokarmy wymagają różnych działań ze strony ludzkiego ciała podczas procesu trawienia. Na przykład, mięso wymaga innego zestawu enzymów i kwasów do strawienia niż warzywa. Wiele osób znajduje wielką wartość w diecie wegetariańskiej w odniesieniu do ich duchowej drogi. Jednak wegetarianizm sam w sobie nie oznacza, że dana osoba jest bardziej duchowa niż ktoś inny, jedzący mięso. Osobiście znam wielu wegetarian, którzy posiadają bardzo "niską częstotliwość wibracyjną", jak również wielu jedzących mięso o bardzo "wysokich częstotliwościach wibracyjnych".
>> Poza tym, z pewnością karmiczny profil/emocjonalny stan wcielonej istoty (zwierzęcia, rośliny, czegokolwiek innego) nie jest "umieszczony" w fizycznym ziele, a zatem nie może być przeniesiony podczas *jedzenia* ciała? <<
Stany emocjonalne są umieszczone w ciele. Na przykład, kiedy zwierzę doświadcza przerażenia, do krwi wydzielane są ogromne ilości adrenaliny. Poza składem chemicznym, emocje są również umieszczone w energetycznym składzie mięsa.
>> Podobnie, w odniesieniu do filozofii buddyjskiej, z pewnością spożywanie materiału o określonej częstotliwości wibracyjnej przez *fizyczne* ciało będzie miało niewielki albo żaden efekt na szlachetność *mentalnego* ciała? <<
Ponownie, jest to kwestią elementu ziemi (głównie) i jego funkcji utrzymywania wszystkich trzech ciał razem.
>> Ostatecznie, w odniesieniu do innego popularnego sporu - że czymś okrutnym jest przyczyniać się do rzezi zwierząt - o ile jest to współczujące, to widać, że pomija się tutaj kwestię tego, że *tak samo* okrutnie jest zabijać rośliny? Czy roślina podczas zbioru nie cierpi tak samo jak zwierzę podczas rzezi? <<
Warzywo jest próbą rośliny do wydania nasienia. Jest to życie samej rośliny. Kiedy na przykład zerwiesz cukinię, roślina poczuje ranę w miejscu, gdzie zerwałeś cukinię i natychmiast rozpocznie proces leczenia, lecz nie doświadcza terroru. Wiele innych warzyw zwieranych jest na sam koniec cyklu życia rośliny, jak w przypadku ryżu, kiedy nie ma dla rośliny żadnej straty. Kultura komercyjna jednak atakuje świadomość rośliny, szczególnie gdy stosowane są chemikalia.
>> Zostawia to nas z pytaniem: "Co *mogę* jeść bezkarnie?". Sugerowałbym: "Cokolwiek chcesz!". Ja w każdym bądź razie idę na Big Maca... ;-) ;-) <<
To zależy co rozumiesz przez bezkarność. Z pewnością taki Big Mac niesie ze sobą wysoką cenę dla twojego zdrowia i generalnie dla planety. Ignorowanie konsekwencji nie jest bezkarnością.
Skoro musimy jeść, by podtrzymywać nasze ciała, jest to bardziej kwestią tego, które konsekwencje *tobie* jest wygodnie nieść.
Wszystkiego dobrego,
:) Rawn Clark
23 sierpnia 2003
>> (od zawsze jedno zjada drugie, a cel tej kreacji jest całkowicie niejasny). <<
:) Naprawdę nie jest to takie niejasne. Jest to aspekt *cyklu* życia, którym jest nieskończona zmiana, prowadzona przez nieskończoną ciągłość. Jeśli wszystkie żyjące rzeczy *nie* byłyby częścią łańcucha pokarmowego (to nie tylko my zwierzęta konsumujemy się nawzajem), to nie wyrażalibyśmy i nie doświadczalibyśmy *cyklu* życia w taki sposób, w jaki to robimy - nie bylibyśmy śmiertelnikami. Lecz *jesteśmy* stworzeniami ziemi, my wszyscy, niezależnie od gatunku. Tutaj i teraz, tak właśnie *cykl* życia się objawia, tak jak powinno i tak jak musi być. Jedzenie siebie nawzajem jest tym, co utrzymuje życie w ruchu, w zakończeniu i w równowadze. To jest Świadomość stale zmieniająca swoje *formy*.
>> Z punktu widzenia wyboru, czuję się lepiej nie jedząc mięsa (szczególnie kiedy wiem, jak traktujemy zwierzęta...). Lecz to, co mówisz jest również prawdziwe, że samo w sobie to nie ma wpływu na moje wibracje. Ten wybór sam w sobie nie niesie ze sobą wynagrodzenia; nie poprawia mojego losu ani karmy. <<
To, co niesie ze sobą wynagrodzenie i poprawia twoją karmę jest fakt, że *dokonałeś* faktycznie *świadomego* wyboru! :)
>> Wydaje się również, że nie ma karmicznej ceny za jedzenie mięsa, podczas gdy płaci się ją za inne zachowania. Jest tak dlatego, że jedzenie mięsa nie jest wbrew prawu świata. <<
Karmiczny cena czy dług wchodzi do tego równania w postaci tego, jak zbiorowo i kolektywnie traktujemy swoje jedzenie. Jeśli *bezmyślnie* jemy hamburgera zrobionego z mielonego mięsa byka, który przeżył swoje krótkie życie stojąc w swoim gnoju razem z trzystoma innymi, gdzie pompowano w niego antybiotyki i hormony wzrostu i rasa ludzka nigdy nie okazywała mu żadnych uczuć, to łączymy się bardzo osobiście z karmiczny złem wyrządzonym temu biednemu, niewinnemu stworzeniu, nawet jeśli nie zostało ono wykonane własnoręcznie przez nas.
W naszym współczesnym świecie przyzwyczajeni jesteśmy przyjmować ten ciężar i nawet nie zauważać jego gromadzenia się, a w większości nawet nie rozpoznawać jego istnienia. Dla większości z nas jest to pewien rodzaj karmicznego szumu - czymś w tle, co było tam tak długo i ciągle, że prawie nie jesteśmy w stanie tego słyszeć. Wyobraź sobie jednak na chwilę, wolt negatywnej astralno-mentalnej energii, która kumulowała się przez tysiąclecia ludzkiego braku poszanowania innych zwierząt. Pomnóż ten terror zwierzęcia przez niewyobrażalną liczbę razy...
Nie istnieje nic, co jedna osoba mogłaby zrobić, by całkowicie uwolnić ludzki kolektyw od tego karmicznego długu. Jednak każde z nas może odłamywać to zajmując się osobistym połączeniem i odpowiedzialnością, tak jak musimy to robić ze wszystkimi naszymi działaniami. Tak jak powiedziałeś, myśląc o tym, czego twoje jedzenie doświadczyło na swojej drodze do twoich ust, uszanowując to, uznając i dziękując mu za *jego* walkę, kompensujesz swoją osobistą odpowiedzialność w tym większym długu. Jeśli jest to wykonane poprawnie, to również zrównoważy negatywny energetyczny ładunek wypełniający samo pożywienie.
>> A jeśli zastosujemy prawo analogii do naszego życia? Jaki jest nasz prawdziwy cel bycia tutaj (wydaje się, że teraz jesteśmy na samym szczycie drabiny żywieniowej). <<
;-) Głuptasie! ;-) ;-) ;-) Przecież w oczach wirusa, grzyba, bakterii czy komara, my ludzie jesteśmy bardzo daleko w dole łańcucha pokarmowego!
>> Z pewnością dieta krowy ma niewielki wpływ na jej ostateczny los - tak samo jak w przypadku ludzi <<
Nie wiem, czy szedłbym z tym tak daleko. Myślę, że nasz stosunek do tego co jemy *faktycznie* wpływa na nasz "ostateczny los". Krowa, żując swój pokarm nie musi martwić się o takie rzeczy, a zatem nie gromadzi karmicznego długu w odniesieniu do tego, co je, w taki sposób jak ludzie. Nie nadużywa ona trawy, którą je, ona jedynie ją je i prawdopodobnie myśli "Smaczne!". :)
Wszystkiego dobrego,
:) Rawn Clark
23 sierpnia 2003
>> Rozumiem, że emocjonalny stan zwierząt, jak również sposób, w jaki są traktowane podczas hodowli, przenoszą się na mięso. Czy błogosławieństwo i uszanowanie pokarmu przed zjedzeniem go pomaga to przemienić? <<
Tak. Kiedy dokonujesz tego wewnętrznego kontaktu z jedzeniem i szanujesz jego walkę, a następnie dziękujesz mu, że przeszło przez to wszystko tylko po to, by skończyć jako podtrzymanie twojego ciała, otwierasz to jądro negatywnej energii - zmiękczasz jej powłokę i zaczynasz jej uwolnienie i transformację. A kiedy po tym błogosławisz jedzenie (jakąkolwiek postać to nie przybierze), to tworzysz pozytywną moc, która równoważy negatywność. Ta pozytywna energia wchodzi do jedzenia na poziomie, na którym istnieje negatywna pozostałość, penetruje jej zmiękczoną powłokę, i jeśli jest wystarczająco silna, neutralizuje ją.
Wszystkiego dobrego,
:) Rawn Clark
23 sierpnia 2003
>> Lecz skoro sam jesteś ogrodnikiem, to jaki jest właściwy sposób na zbieranie plonów z hermetycznego punktu widzenia? Widzę, że można zrobić wszystko co w naszej mocy by dać roślinom i zwierzętom pod naszą opieką dobre życie, lecz kiedy nadchodzi czas zbiorów, jakie jest właściwe podejście? Mam na myśli to, jak możesz stanąć naprzeciwko zranionej cukinii następnego poranka? Czy marchewki, które jeszcze żyją nie drżą ze strachu, gdy wchodzisz do ogrodu? Czy są jakieś rytuały, jakich można użyć, jakieś ofiary etc? Sam pracowałem z takimi rzeczami, lecz naprawdę chciałbym usłyszeć, co o tym myślisz. <<
Od pierwszego dnia, gdy wziąłem szpadel by przygotować ziemię w moim małym ogródku, to za każdym razem, gdy tam jestem, śpiewam szczególnie jedną piosenkę. Brzmi ona następująco:
Lady weave your circle bright
Spin your web of golden light
Earth and Air, Fire and Water
Bind me to you.
Opisuje to mój związek z wszystkimi roślinami, jakie rosną w moim ogrodzie. Zapewniam im rzeczy, których potrzebują do dobrego życia, a one w zamian, zapewniają mi rzeczy, których ja potrzebuję dla dobrego życia. Zawsze jestem im wdzięczny, i podobnie, one są wdzięczne mi. Mamy symbiotyczny związek, który pielęgnuje obie strony.
Kiedy zbieram cukinię, chwalę roślinę i wyrażam moją radość z pięknej cukinii, jaką wyhodowała dla mojej konsumpcji. Gdy odcinam owoc od pnącza, dziękuję roślinie i życzę jej dobrze. W zamian, roślina cukinii jest zadowolona, że karmi mnie swoim owocem i z radością tworzy najpiękniejszy jak tylko może owoc, by sprawić mi przyjemność. Nie przeszkadza jej, że odcinam owoc i natychmiast wysyła leczące soki do obciętego końca, lecząc ranę bardzo, bardzo szybko. A następnie skupia całą swoją energię na wytworzeniu dla mnie następnej cukinii.
Traktuje w ten sam sposób wszystkie rośliny w moim ogrodzie. W zamian, są one szczęśliwe, że mnie karmią. Wszystkie są szczęśliwe, że żyją w moim ogrodzie. :)
Wszystkiego dobrego,
:) Rawn Clark
24 sierpnia 2003
> Jednak ostateczny emocjonalny stan terroru, którego doświadczają komercyjnie ubijane zwierzęta wpływa na ich mięso i w konsekwencji, wpływa na osobę, która to mięso spożywa. <
>> W jaki sposób? Czy dotyka to tylko ciała fizycznego, czy wszystkich trzech? <<
Mięso dotknięte jest na dwa sposoby. 1. Zwierzę uwalnia duże ilości adrenaliny i prawdopodobnie kilku innych związanych z lękiem chemikaliów do krwioobiegu, który nasącza nimi ciało. 2. Emocjonalna energia strachu i urazu jest astralnie związana z ciałem. Oba te czynniki negatywnie wpływają na fizyczne i astralne ciała konsumującej to osoby, które z kolei (skoro nasze trzy ciała są zjednoczone) wpływają na ciało mentalne.
>> Myślę, że jedynym sposobem na zejście z tego koła jest odkupienie całej swojej istniejącej karmy i - w tym procesie - faktycznie nie robić *nic*, by unikać przyciągania negatywnej karmy. To brzmi jak błędne koło, więc z pewnością czegoś tutaj nie widzę!! ;-) <<
Oto cytat z mojego komentarza na temat karmy , który pomoże to wytłumaczyć:
"Powiedziałem wcześniej, iż, by uwolnić się od koła Samary, adept musi odkupić karmę w momencie jej utworzenia. W chwili fizycznej śmierci adepta, cała osobista karma musi zostać odkupiona, inaczej nastąpi reinkarnacja. Zatem dla adepta, odkupywanie karmy jest stałą dyscypliną. Gdy tworzony jest negatywny skutek, jego lekcja jest natychmiast odszukiwana i przyswajana; kiedy tworzony jest pozytywny skutek, jego pozytywność jest przekazywana na zewnątrz i zwielokrotniana poprzez życie innych.
Ważne jest to, że eliminacja WSZELKIE nagromadzonej osobistej karmy - negatywnej ORAZ pozytywnej - jest tym, co uwalnia nas od Samary. Negatywna karma gromadzi się aż nauczymy się jej lekcji i zmienimy swoje postępowanie, lecz pozytywna karma gromadzi się, kiedy się jej trzymamy i nie pozwalamy jej swobodnie przejść. Zatem adept do woli działa jako przewodnik pozytywności, a nie jej źródło. Jest to subtelne i bardzo ważne rozróżnienie pomiędzy przewodnikiem a źródłem. Kiedy jesteś źródłem pozytywności, gromadzisz pozytywną karmę, lecz kiedy jesteś jedynie przewodnikiem, nie akumulujesz jej - odkupujesz ją."
>> Jedynym rozwiązaniem, jakie umiem znaleźć jest to: przyciąganie negatywnej (jak również pozytywnej) karmy bardziej dotyczy *intencji* niż samego działania. Czy jest tak naprawdę? <<
Tak naprawdę jest to połączenie tych dwóch rzeczy. Właściwe działanie, połączone z właściwą intencją, generuje pozytywną karmę. Kiedy na przykład jesz Big Maca, to właściwa intencja zmniejszy, a możliwe że wyeliminuje, negatywny wpływ, lecz to nie przekształci tego działania w takie, które stworzy pozytywną karmę.
>> I właśnie to miałem na myśli pisząc "Jedz cokolwiek chcesz". Gdyż jeśli osoba czuje, że zabijanie zwierzęcia jest "złe" (według własnego sumienia), to może gromadzić negatywną karmę poprzez zabijanie/jedzenie zwierząt. Jeśli jednak czyjeś sumienie nie widzi problemu w takim akcie, to być może zabijanie/jedzenie *nie* zgromadzi negatywnej karmy. <<
Nie, nie jest tak. Jest to jakby powiedzieć, że jeśli ktoś zabije inną osobę, a nie posiada skrupułów by wiedzieć, że jest to zła rzecz, to wtedy nie ponosi żadnych karmicznych konsekwencji. Tak jak powiedziałem wcześniej, ignorowanie konsekwencji nie jest bezkarnością.
Wszystkiego dobrego,
:) Rawn Clark
24 sierpnia 2003
>> Prowadzi to do innych pytań, lecz one wszystkie ostatecznie schodzą się do jednego odwiecznie zadawanego przez ludzkość: "jakie jest znaczenie stworzenia i dlaczego tak jest?" Pomimo tego, że prostolinijna odpowiedź nie bardzo wyczerpie te ostateczne pytania. <<
Myślę, że odpowiedź jest tak trudna do Zrozumienia przez sekwencyjną świadomość, ponieważ jest tak bardzo prosta, a taka prostota jest nie do zaakceptowania przez sekwencyjny umysł. :)
Prostą odpowiedzią na "dlaczego?" jest "ponieważ tak właśnie jest tu i teraz".
Sekwencyjny umysł postrzega jedynie nieskończenie skończony wycinek czasu i przestrzeni, a zatem nie posiada bezpośredniego rozumienia wszystkiego, co Nieskończona Nieskończoność zawiera. Jednak z wiecznej perspektywy niesekwencyjnego Umysłu, widać, że KAŻDA z nieskończonych możliwości ukazuje się w tym lub innym punkcie nieskończonego biegu sekwencyjnej czasoprzestrzeni. Z naszej sekwencyjnej perspektywy, istniały i będą istnieć czasy i miejsca, gdzie cykl życia nie ukazuje sposobu, w jaki ukazuje się tutaj i teraz. Z wiecznej perspektywy, kiedy WSZYSTKIE rzeczy mają miejsce równocześnie, cykl życia ukazuje się jako nieskończona liczba drów na raz, wewnątrz wiecznego TERAZ.
Tak naprawdę to jedynie z wiecznej perspektywy tak prosta odpowiedź "ponieważ tak właśnie jest" może być prawdziwie *Zrozumiana* bez buntu ze strony umysłu. Z wiecznej perspektywy jasne jest, że sposób, w jaki rzeczy się tutaj/teraz dzieją, jest sposobem, jaki *musi* być, a gdzieś tam/wtedy, jest to sposób w jaki *tamto* musi być i tak dalej. Tak właśnie Całość jest wiecznie kompletna, nawet jeśli wygląda na niekompletną z doczesnej perspektywy.
>> Staje się to bardziej filozofią niż praktyką Bardona ;-) <<
:) Przecież filozofia jest ważną *częścią* praktyki Bardona! Nieuniknione jest, że w miarę postępów, wtajemniczony stawi czoła tym kwestiom, nie tylko jako 'pytaniom', które potrzebują odpowiedzi, lecz jako sprawom do Zrozumienia. Zastanawianie się nad tymi pytaniami i odszukiwanie swoich własnych odpowiedzi poprzez doświadczenie to ważne kroku ku Zrozumieniu.
Wszystkiego dobrego,
:) Rawn Clark
25 sierpnia 2003
>> Lecz teraz moje pytanie brzmi - co ze zwierzętami, które musimy (?) jeść? Jaki jest właściwy sposób odnoszenia się do nich? Wydaje się to nieco problematyczne. Oczywiście, że unikanie Big Maców i innych źródeł mięsa niszczących ekosystem jest mądre. Lecz co jest najlepszym sposobem na pozyskanie zwierzęcego mięsa z hermetycznego punktu widzenia? Czy możliwe jest, by zwierzęta "były szczęśliwe, że żyją w moim lesie" w czasie ofiary? Zakładam, że łatwiej jest (choć niekoniecznie lepiej) kupić mięso karmione organicznie na farmie i złożyć podziękowanie w jakiś sposób. Większość osób może to zrobić, lecz to zostawia "brudną robotę" rzeźnikowi. A co z tymi, który hodują własną trzodę lub są myśliwymi? Jak oni powinni się zachowywać? <<
Myślę, że tubylcze kultury naszego [północnoamerykańskiego] kontynentu oferują nam doskonały przykład tego, jak stworzyć "właściwą" relację z naszymi źródłami utrzymania, czy są one zwierzęce, roślinne czy mineralne. Głównymi składnikami są respekt, wdzięczność i sumienność.
W naszym współczesnym ustawieniu, gdzie kupujemy mięso w supermarketach, musimy czynić to po fakcie, gdyż nie mamy bezpośredniego kontaktu ze zwierzętami jakie jemy. Jest to proces, jaki opisałem w poprzedniej wiadomości. Ustanawia się wewnętrzny kontakt z duchem zwierzęcia, którego mięso mamy zamiar zjeść, uznajemy jego życie i dziękujemy mu za ofiarę jakiej dokonało by nas pożywić.
Wszystkiego dobrego,
:) Rawn Clark
25 sierpnia 2003