>> Mam pytanie odnośnie wolnej woli. Rawn jakiś czas temu wspominał, że życie w doczesnym teraz jest jedynym sposobem, w jaki możemy utrzymywać wolną wolę (po osiągnięciu określonego poziomu integracji z wyższą jaźnią i wszystkim). Długo miałem wrażenie, że nie istnieje żadna wolna wola w jakimkolwiek miejscu, gdyż każde podjęte działanie jest doskonałą reprezentacją każdej okoliczności, która prowadziła do obecnego poziomu świadomości, zatem każda akcja / reakcja, która zachodzi w fizyczności jest z definicji jedynym działaniem, jakie mogło mieć miejsce. Jakakolwiek inna reakcja / działanie jest fizycznie niemożliwe. Zatem pytanie brzmi, w jakim zakresie istnieje prawdziwa wolna wola, gdyż jestem pod wyraźnym wrażeniem, że iluzja wolnej woli działa jako główna siła prowadząca ukryta za wszelkim życiem i magią. <<
Dla sekwencyjnego umysłu, wyraźny konflikt wolnej woli jest najtrudniejszym do zintegrowania aspektem wiecznej perspektywy.
Fakt, że to co *jest* jest takie jak powinno i musi być, ma zastosowanie *jedynie* do tego co *jest* - tj. do tego, co *istnieje*. Z wiecznej perspektywy *KAŻDA* rzecz *istnieje* i cały nieskończony obszar czasu (tj. sfera sekwencyjna) *istnieje* jako całość - wewnątrz nieskończenie obejmującego *Teraz*. Zatem *wewnątrz* sfery wiecznej nie ma wolnej woli (w doczesnym sensie).
Jednak w sferze sekwencyjnej jedyną rzeczą, która *istnieje* jest obecna chwila sekwencji. W sferze sekwencyjnej, przeszłość nie *istnieje* ani też nie *istnieje* przyszłość. Jedyną rzeczą, jaka *istnieje* w sferze sekwencyjnej jest skończone *teraz*. Skoro przyszłość jeszcze nie *istnieje*, to jest *tworzona przez to, co zachodzi wewnątrz skończonego teraz*. Wolna wola jest naszą zdolnością do decydowania *właśnie teraz* jak będziemy działać i to te doczesne decyzje tworzą naszą przyszłość; a raczej, kiedy dokonujemy wyboru, zmieniamy *teraz* i poruszamy się do przodu poprzez sekwencję.
Wewnątrz doczesnej chwili obecnej *mamy* wolną wolę. Tak naprawdę wszędzie wewnątrz sfery sekwencyjnej posiadamy wolną wolę.
Ważnym aspektem integrowania wiecznej perspektywy (a raczej wiecznego *doświadczenia*) na sekwencyjnych warstwach świadomej uwagi, jest nauczenie się jak utrzymywać te przeciwstawne perspektywy równocześnie. Trzeba być w stanie funkcjonować wewnątrz sfery doczesnej i świadomie wywierać swoją wolną wolę, równocześnie pozostając świadomym perspektywy wiecznej. I vice versa, będąc w perspektywie wiecznej, trzeba również być świadomym własnej doczesnej egzystencji i doświadczania. [To pogłębia wieczne doświadczenie, gdyż jego esencją jest *uczestniczenie* (immanencja), a nie separacja.]
Oznacza to, że wykonywanie własnej doczesnej wolnej woli i intencjonalne tworzenie przyszłości (tj. stałego odnawiania *teraz*) to ważne części prawdziwego "wzniesienia". To właśnie sprowadza wieczność *do* doczesności i "niweluje szczelinę".
Mój wcześniejszy komentarz odnośnie utraty wolnej woli osoby, gdy opiera się ona na wiecznej perspektywie by zobaczyć to, co z doczesnej chwili obecnej zdaje się być "przyszłością", teraz będzie pewnie miało więcej sensu. :) Kiedy *wiesz*, co będzie twoim następnym wyborem *zanim on nastąpi docześnie*, to jesteś związany wykonywaniem *tego* wyboru. Innymi słowy, nie ma już żadnego *wyboru*. Podstawową wolnej woli jest *moc wyboru*. Ta moc wypływa z Chokmah (Mądrość) i jest *podstawową* częścią sfery sekwencyjnej. Nie jest to "iluzja" jak twierdzi wielu - jest to Pierwotne Prawo.
>> Również, czy zakres potencjalnej wolnej woli różni się zależnie od poziomu wtajemniczonego? <<
Nie. Wolność woli osoby jest nieskończona. To co stanowi różnicę, to zdolność do *okazywania* swojej woli. Jest to głównie związane z faktem, że proces wtajemniczenia sprowadza osobę do jeszcze większej harmonii z Boskością. Drobna wola jest przekształcona w Boską Wolę. Ostatecznie, żadna część woli osoby nie jest w konflikcie z boską Wolą i następuje wtedy *bezpośrednie* i natychmiastowe ukazywanie swojej woli. Musisz jednak zrozumieć, że Nieskończona Boska Wola ukazuje się *poprzez* skończone wolne wole wywierane przez nieskończoną liczbę razów na przestrzeni nieskończonej ilości doczesnych chwil obecnych.
Wielu równa to z większą wolnością, lecz tak nie jest.
>> Jestem świadom, że ten argument może być użyty dla czepienia się czegokolwiek, lecz myślę, że jest to również ważna realizacja dla wzniesienia. <<
Według mnie jest to łatwe wyjście. Uwalnia ono osobę od wszelkiej odpowiedzialności za działania i za przyszłość. Jeśli to miałoby by być Ostatecznym Celem, to po co się trudzić. ;-)
To podejście / założenie wskazuje również na brak równowagi elementów w doczesnym ciele mentalnym, które jest zakorzenione w astralnej strukturze osobowości. Odzwierciedla to potrzebę charakteru do rozpuszczenia czy unikania osobistej odpowiedzialności. Często jest to bardzo subtelne - tak subtelne, że nie daje o sobie znać w świadomości maga aż do momentu, gdy rozpoczynana jest praca z integrowaniem doświadczania wieczności.
Osoba nie *przekracza* po prostu Otchłani - musi również *powrócić*. :) Jest to podróż w obie strony.
Wszystkiego dobrego,
:) Rawn Clark
7 listopada 2003
>> Lecz ostatecznie, gdy patrzę na sukcesję zdarzeń i determinizm - a wciąż jestem w nim uwięziony - najbardziej głowiącym pytaniem jest: z jednej strony możesz doświadczać Wiecznej błogości, a z drugiej strony jesteś w tym ograniczonym świecie. Dlaczego tak jest? <<
Sam odpowiadasz na to pytanie na końcu wypowiedzi:
"I ostatecznie, nie ma już "wyżyny do osiągnięcia", lecz pogłębienie doświadczenia i uzyskanie większej jasności mentalnego i emocjonalnego poziomu, bym mógł również poczuć Jedność w moim przyziemnym życiu."
"Celem" (niechętnie używam tego słowa) jest sprowadzenie wieczności *do* doczesnej chwili obecnej. Właśnie *to* transformuje rzeczywistość chwili obecnej - *ponieważ* to transformuje twoją przyziemną jaźń.
Na wiele sposobów "powrót" jest dużo trudniejszy i uciążliwy dla przyziemnej jaźni niż "Przekroczenie". Nie jest to *tylko* wzniesienie - jest to *również* zejście tego, do czego się wzniosłeś. :) Jest to cykliczna spirala wspominana w "Szmaragdowej Tablicy Hermesa".
Wszystkiego dobrego,
:) Rawn Clark
7 listopada 2003
>> Zaczynam być świadomy tego, co jest implikowane przez fakt, że przeszłość, przyszłość i teraźniejszość istnieją równocześnie. <<
Sugeruję, że lepszym sposobem wyobrażania sobie tego jest powiedzenie, iż jedyną rzeczą jaka istnieje jest *teraz*. W niesekwencyjnej sferze wieczności, *teraz* jest nieskończone i wszechobejmujące (tj. obejmuje to, co z perspektywy doczesnej nazywamy "przeszłością" i "przyszłością" w jednym, nieskończonym *teraz*). Lecz tutaj w sferze sekwencyjnej, *teraz* jest nieskończenie skończoną rzeczą, która obejmuje jedynie chwilę obecną. Innymi słowy, wewnątrz sfery doczesnej, "przeszłość" i "przyszłość" nie istnieją, gdyż nie są objęte przez doczesne *teraz*.
Wciąż jednak, to co się nie zmienia to *jakość* *teraz* - jedynie *ilość* *teraz* ulega zmianie. Nieskończenie skończone doczesne *teraz* to pewnego rodzaju drzwi dla nieskończenie nieskończonego wiecznego *teraz*.
<Na wiele sposobów "powrót" jest dużo trudniejszy i uciążliwy dla przyziemnej jaźni niż "Przekroczenie". Nie jest to *tylko* wzniesienie - jest to *również* zejście tego, do czego się wzniosłeś. :) Jest to cykliczna spirala >
>> Tak, chociaż kuszące jest pozostawienie "tego" tam, odcinanie wszystkich przywiązań skutkuje wolności, gdyż nie jesteś to "tego" przywiązany. LECZ czymś większym jest odciąć przywiązania ORAZ PRZEKSZTAŁCIĆ chwilę obecną. <<
Wolność *od czegoś* nieuniknienie prowadzi do odpowiedzialności tkwiącej w wolności *do działania*. Stanie się wolnym *od* tego, co nas wiąże nie jest końcem opowieści - wolność nie jest statycznym stanem nicości. Wolność wymaga, byśmy *robili* coś ze swoją wolnością, inaczej jesteśmy na nowo związani, lecz tym razem przez inercję.
Wszystkiego dobrego,
:) Rawn Clark
9 listopada 2003
>>Zatem robienie czegoś jest wchodzeniem znowu do łańcucha przyczyn i skutków. Czy zatem jesteśmy do niego na zawsze przywiązani? Czy jesteśmy zmuszeni zawsze być aktorami Kosmicznego Teatru? <<
Tak długo jak jesteś wcielony wewnątrz sfery sekwencji, *istniejesz wewnątrz* sfery przyczyny i skutku. To jest NIEUNIKNIONE. Jednak nie oznacza to, że musisz pozostać "związany" czy w jakikolwiek sposób *tym* ograniczony. Kluczem do uwolnienia się jest dojście do harmonii *harmonii* z prawami sfery. Taka jest właśnie podstawa magii.
Alembik inicjacji oczyszcza cię i przekształca wszystkie nieczystości w czystą esencję. Innymi słowy, małe ego oddaje wodze Boskości i wszystko co dana osoba *robi*, wykonywane jest w idealnej harmonii z Wszechświatem. Właśnie NA TYM polega prawdziwa wolność - a nie stanowi ona licencji do robienia rzeczy wbrew prawom natury.
Tak długo jak jesteś przywiązany do swojego cierpienia, nie możesz być wolny. Tak długo jak czujesz, że przyczyna i skutek są ciężarem, nie możesz być wolny. Jedynym sposobem by być wolnym jest objęcie tego co cię więzi.
>> W Corpus Hermeticum (tak samo jak i w Szmaragdowej Tablicy), istnieje implikowany paradygmat iż świat jest manifestacją "Jednego". Zatem dla mnie ten świat "doczesnego Teraz, w którym żyjemy jako członkowie ludzkości na Ziemi" nie jest doskonałością, gdyż byłby nią gdyby tylko "WSZYSTKIE RZECZY ISTNIAŁY Z JEDNEGO, MEDYTUJĄCEGO JEDNEGO, TAK WSZYSTKIE URODZONE RZECZY Z TEJ STRONY JEDNEJ RZECZY ISTNIEJĄ Z ADAPTACJI". Możliwe więc, że wszystkie rzeczy były tak stworzone, lecz nie pozostały takie. Oznacza to, że "JEDEN" nie stworzył tego świata, gdyż doskonałość i wieczność nie może stworzyć niczego innego niż wieczną doskonałość. A jeśli by tak było, to kreacja by nie upadła. <<
"Wszystkie Rzeczy" w tym kontekście odnoszą się do sfery sekwencyjnej. "Jeden" odnosi się do Wiecznej Jedności. To tworzenie nie zostało stworzone, w czasie *przeszłym*. Pamiętaj, że dla Wiecznej Jedności nie istnieje "przeszłość" - istnieje tylko nieskończone TERAZ. Oznacza to, że w doczesnym ujęciu, Tworzenie jest *ciągłym*, wiecznym aktem. Cytując Paula Case'a: "#1. Jestem centrum ekspresji pierwotnej Woli Dobra, która wiecznie tworzy i podtrzymuje wszechświat."
Z wiecznej perspektywy - *która obejmuje, postrzega, cały nieskończony obszar czasu i sekwencji na raz* - Tworzenie jest *DOSKONAŁE*, gdyż widziane jest w swej pełni i ukończeniu. Lecz tutaj "na dole", tkwiąc w nieskończenie skończonym momencie czasoprzestrzeni, widzimy jedynie niedoskonałość. Nie jesteśmy w stanie stąd dostrzec, że *nieskończona* liczba niedoskonałych momentów sumuje się na ostateczną doskonałość.
Sfera sekwencyjna jest CIAŁEM Jednego. Tako taka, *w swojej nieskończonej całkowitości*, ona jest DOSKONAŁOŚCIĄ.
>> Jednak, skoro iskra Wieczności istnieje w naszej jaźni, to właśnie nasza Jaźń może sprowadzić nas ponownie do Wieczności. To ostatecznie wyzwoli nas z Kosmicznego Teatru, w którym w przeciwnym przypadku będziemy tkwić na zawsze. <<
Iskra musi stać się płomieniem i musi rosnąć aż jest wszystkim, co ukazuje się wewnątrz sfery doczesnej. Kiedy wieczność ukazuje się docześnie, Indywidualna osoba uwalniana jest z koła narodzin.
Wszystkiego dobrego,
:) Rawn Clark
9 listopada 2003
>> Czy możliwe jest, by doświadczać wolności od określonej okoliczności bez zmieniania czy wychodzenia z tej okoliczności? Myślę, że samo odejście od sytuacji czy fizyczna zmiana niekoniecznie rozwiązują problem, jeśli taki istnieje. Byłoby korzystnie, gdyby osoba doświadczała "wolności w" przed "wolnością od". Inaczej, mielibyśmy w sobie tę samą starą jaźń, która tworzyła by podobne, czy nowe okoliczności. <<
Prawdziwa wolność nie zależy od sytuacji. Jest *wewnętrzna*, a nie zewnętrzna. Można być wolnym wewnątrz KAŻDEJ okoliczności. Naszą podstawową wolnością jest nasza zdolność do myślenia i czucia w taki sposób, w jaki *my* chcemy. Żadna zewnętrzna okoliczność nie może nam tego odebrać.
Oczywiście, zawsze napotykamy ograniczenia dotyczące uzewnętrznienia naszej wewnętrznej wolności - a raczej napotykamy *konsekwencje*, które skłaniają nas do ograniczania naszego własnego uzewnętrznienia. Jeśli nie boisz się konsekwencji, to żadne zewnętrznie nałożone ograniczenie nie może cię powstrzymać przed wyrażeniem swojej wewnętrznej wolności w taki sposób, jaki wybierzesz.
>> Niektórzy filozofowie twierdzili, że "wolność" jest iluzją. Że nie ma takiego zwierzęcia. Jest to interesująca myśl. <<
;-) Tak, filozofowie mówili wiele dość głupich rzeczy na przestrzeni wieków. A tak poważnie, to wolność *zdaje się* iluzją tylko dla tych, którzy sami w sobie nie są wolni.
Wszystkiego dobrego,
:) Rawn Clark
9 listopada 2003