>> Wiele razy w ciągu dnia szybko staję się zły i wybucham przy najmniejszej prowokacji. W wielu przypadkach próbuję aktywnie unikać zarozumiałości, lecz kiedy ktoś powie coś w zły sposób, lub gdy nie szanuje czegoś, gdy myślę, że powinien, to odpowiadam "ciętym" językiem. Złoszczę się na siebie za bycie zbyt dumnymi za pozwalanie na łatwe ranienie tej dumy - lecz nie mogę łatwo się jej pozbyć, gdyż dużą część dnia spędzam na potyczkach i konfrontacjach z ludźmi z pracy i potrzebuję pewnej ilości "dumy" czy dominacji, by rzeczy zostały wykonane. <<
JEDYNĄ rzeczą, nad którą mamy prawdziwą władzę jest Jaźń. To jest klucz prawdziwej mocy - jeśli nie możemy doświadczać rzeczy jako części Siebie, to nie mamy żadnej władzy by ją przekształcić. Możemy oczywiście mieć wpływ na 'inne', lecz *my* nie jesteśmy w stanie przekształcić *tego* - jaźń może jedynie przekształcić się sama. Podążanie ścieżką hermetyczną wymaga, byśmy rozpoczęli od skierowali do wewnątrz całą energię wcześniej zużywaną na zamartwianiu się o 'innych' i skupili ją jak promień lasera na 'sobie'.
Bardzo prostą zasadą odnoszącą się do pracy z introspekcją jest to, że kiedy przeszkadza ci zachowanie innych, to przeszkadza ci ono *ponieważ jest częścią twojego własnego zachowania*. Zamiast zwracać nasz krytycyzm do wewnątrz, łatwiej jest okazywać go na zewnątrz. Czyniąc tak, unikamy badania samego siebie i potrzeby wzięcia odpowiedzialności za swoje własne zachowania. Na powierzchni, ten nawyk pozwala nam czuć się w porządku wobec samych siebie, gdyż oczywiste jest, że to ta osoba jest totalnym dupkiem, a nie my. Jedynym problemem jest to, że taka taktyka nie działa! ;-)
Tak jak wszystkie negatywne cechy charakteru, ten nawyk na u źródła pozytywny rdzeń. Pozytywnym rdzeniem w tym przypadku jest to, że nasza krytyczna analiza zachowania innych alarmuje nas wewnętrznie o naszych własnych niedoskonałościach. Idealnie, ma to nam zapewnić nasze stałe samodoskonalenie. Niestety, niewielu z nas uczy się przekładać samoświadomość, która jest owocem czyjejś nieuprzejmości, na pozytywną zmianę siebie. Nie mając umiejętności uwewnętrzniania tej informacji o sobie samym w pozytywny sposób, reagujemy w trybie przetrwania i przekonujemy się, że ta cecha istnieje tylko w tej drugiej osobie. Ten nawyk odpychania tego, co jest wewnątrz nas jest generalnie tworzony podświadomie, kiedy jesteśmy bardzo młodzi i nie znamy niczego lepszego. Kiedy jesteśmy bardzo młodzi, taka reakcja ma sens, gdyż daje ona miejsce dla dojrzałego ego, by rosło niezależnie od innych, lecz u dorosłych, taka reakcja ma negatywny skutek czynienia ego bardzo kruchą i ulotną rzeczą.
Wiele osób mówi, że ego musi zostać zniszczone, lecz jest to sprzeczne ze ścieżką hermetyczną. To, czego należy dokonać, to *transformacja* ego, a nie jego destrukcja. Ego jest konieczne dla ziemskiego życia. Błędem jaki popełniamy jest to, że ego staje się skostniałą i łamliwą rzeczą - egoizmem - zamiast jedynie samoświadomością i samodefinicją. Zdrowe ego to takie, które stale dąży do doskonalenia siebie. Akceptuje samokrytykę i z jej powodu dąży do zmiany siebie.
Kluczem do transformowania jakiejkolwiek negatywnej cechy wewnątrz nas jest uprzednie odkrycie pozytywnego jej korzenia, a następnie *świadome* przyjęcie równie pozytywnej ekspresji dla tego korzenia. W tym przypadku pozytywną ekspresją byłoby traktowanie problematycznych zachowań innych jako lustra dla własnej jaźni i kierowanie krytycznego umysłu do środka. Za każdym razem, gdy ktoś cię zdenerwuje i twój umysł kieruje się na krytykowanie tej osoby, natychmiast spójrz wewnątrz siebie, by zobaczyć, jak sam ukazujesz dokładnie to samo problematyczne zachowanie. Używaj tego jako możliwości lepszego poznawania *siebie*. Używaj swojego umysłu do zauważania, a nie jedynie do krytykowania.
Kiedy stanie się to nawykiem, świat przekształca się w sprzymierzeńca na naszej drodze do doskonalenia siebie. Ten nawyk również zmiękcza ego i czyni je bardziej pozytywnym.
>> Aby wyjść ze stanu dumy (poczucia wyższości) i niepewności (poczucia niższości) medytuję nad prawdziwym stanem równości między duszami, niezależnej od uwarunkowań ego oraz nad moim pragnieniem naśladowania Boskiej Opatrzności kochając na wiele sposobów wszystkie dusze jak swoją rodzinę, jak siebie samego.<<
Poczucie wyższości i poczucie niższości są jednym i tym samym. Oba są rezultatem braku akceptacji *ciebie*, poczucia *własnej* wartości i kochania *siebie*. Powodem, dla którego brakuje nam tych rzeczy jest to, że nie zostaliśmy nauczeni korzystania z narzędzi zmiany i doskonalenia samego siebie, dzięki którym moglibyśmy zmienić się w kochające istoty, jakimi chcemy się stać. Zamiast tego, grzęźniemy, bezsilni w miejscu w którym jesteśmy i jedynie marzymy o staniu się czymś więcej, ciągle będąc sfrustrowanymi przez fakt, że nie wiemy, jak spełnić nasze marzenie.
Podczas transformacji tej kwestii, dużo skuteczniejszą metodą od medytowania nad *ideą* uniwersalnej równości, jest bezpośrednie zajęcie się *swoim* własnym poczuciem wartości poprzez pracę ze zwierciadłami duszy. Właśnie to, ponad każdą inną techniką, jest najbardziej bezpośrednią drogą do satysfakcji stanem własnej jaźni - *stanie się* wartościową jaźnią, o której wiesz, że jest możliwa. Wtedy nie będziesz miał już potrzeby ani dla wyższości ani niższości.
>> Zastanawiam się, czy nawet nie trzeba uporać się z tym poziomem zdawałoby się rozsądnej dumy. Mam na myśli to, w jaki sposób wtajemniczony ewoluuje szybko, jeśli spędza czas rozwodząc się nad tym, jak wielkie są jego osiągnięcia? Szczególnie, jeśli jest świadomy i doszedł do realizacji, że to co osiągnął jest w dużej skali rzeczy praktycznie bez znaczenia. Praktycznie wszystko jest możliwe, praktycznie wszystko będzie w stanie osiągnąć, jeśli będzie wytrwały, więc dochodzę do logicznego wniosku, że żadne dotychczasowe osiągnięcie nie zasługuje na dumę. Jeśli mamy dążyć do skromności, to kiedy już to osiągniemy, to pozostanie w nas jakakolwiek duma? Innymi słowy, jako wtajemniczeni, mamy dążyć do poziomu skromności, który ostatecznie zlikwiduje WSZELKĄ dumę? <<
Pozytywną stroną dumy jest *satysfakcja*. Satysfakcja, że zrobiłeś wszystko najlepiej, jak byłeś w stanie w danym czasie. Jeśli nie jesteśmy sobą usatysfakcjonowani, to dążymy, poprzez uzewnętrznioną dumę, pozyskać wsparcie innych - jeśli *oni* myślą, że nasze osiągnięcie jest wielkie i cudowne, wtedy nasz brak satysfakcji znika i możemy go zignorować. Podobnie, skierowana do wewnątrz duma, jaką opisujesz, jest tylko wewnętrzną wersją pokrywania braku satysfakcji. Ona również ukazuje się zewnętrznie, gdy twoja wewnętrzna duma ukazuje się poprzez twoje podejście i twoje działania. Kto nie byłby w stanie poznać, że osoba jest z siebie dumna, niezależnie od tego, czy ogłasza to światu, czy nie? To wciąż sączy się przez jej skórę.
Duma jest uzewnętrznieniem i zaburzonym stanem, podczas gdy satysfakcja jest całkowicie wewnętrzna i jest spokojnym stanem. Kiedy jesteśmy usatysfakcjonowani naszym własnym osiągnięciem, to nie ma potrzeby napawania się tym, gdyż zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy. Czynienie wszystkiego co w naszej mocy, chociaż jest rzadkie, to nie jest niczym specjalnym - tylko wydaje się takie ze względu na jego rzadkość! ;-)
Kiedy "to co w naszej mocy" stawiamy na piedestał i głaszczemy się za robienie tego, to w subtelny sposób okłamujemy się. Wyższe poziomy Jaźni są w pełni świadome, że "to co w naszej mocy", z czego dokonania jesteśmy tak dumni, jest niczym w porównaniu z tym, co będziemy w stanie wykonać za 10 lat lub za 1000 lat lub za 1000000 lat lub... Lecz jeśli w zamian uhonorujemy fakt, że naprawdę daliśmy z siebie wszystko, co jesteśmy w stanie zrobić *w tym momencie* (zakładając, że naprawdę daliśmy z siebie wszystko), to odnajdziemy to poczucie prostej satysfakcji. Nie nadyma nas ono, ani nie kurczy. Tak naprawdę umieszcza nas ono w doskonałej synchronizacji z naszą prawdziwą Jaźnią.
Kiedy nie robimy tego, co w naszej mocy, zamiast karać się za to, lepszą taktyką jest odkrycie, dlaczego nie daliśmy z siebie wszystkiego i uczenie się z tego doświadczenia, w jaki sposób dawać z siebie wszystko od tego momentu. Jest to zobowiązanie, które transformuje jaźń - zawsze stawiać czoła nauce i własnej zmianie z chęcią i otwartym sercem.
Prawdziwa skromność jest zakorzeniona w satysfakcji i nie ma żadnego związku z dumą. Skromność nie jest zewnętrzna - jest to całkowicie wewnętrzny stan, który przenika całą osobę. Naprawdę skromna osoba jest usatysfakcjonowana tym, kim jest i tym co robi, ponieważ zawsze posiada nawyk robienia co w jej mocy w każdej sytuacji. Usatysfakcjonowana w ten sposób, nie posiada żadnej wewnętrznej *potrzeby* szukania zewnętrznego upiększania czy nawet zauważenia. Duma i egoizm powstają z braku poznania siebie, podczas gdy prawdziwa skromność jest produktem wiedzy o sobie i własnej akceptacji. A kiedy naprawdę się poznasz i naprawdę się zaakceptujesz, to znasz również wszystkich innych i możesz w równym stopniu akceptować wszystkich innych *takimi jakimi są*.
>> Tak naprawdę wszyscy jesteśmy tacy sami, tylko w różnych stadiach ewolucji. <<
Właśnie to proste stwierdzenie, które wszyscy kiedyś słyszeliśmy, jest SEDNEM bieżącej dyskusji. Myślę jednak, że być może trudno jest większości osób je prawdziwie zrozumieć. Jest to łatwe do powiedzenia zdanie, lecz rzadko jest ono brane do wewnątrz i ukazywane poprzez nasze działania.
Myślę, że pierwszym punktem, w którym doznajemy tej podstawowej prawdy, to moment, gdy wtajemniczony poznaje swoją Jaźń Indywidualności. Jest to Jaźń Tiphareth, doczesne ciało mentalne, które się ciągle wciela. Z perspektywy Indywidualnej, okoliczności ziemskiego życia obecnego wcielenia oglądane są z obojętnością i umieszczone są w szerszym kontekście. [Opis tego stanu znajduje się w "Projekcie Medytacyjnym Ośmiu Świątyń, w rytuale Tiphareth.]
Do tego momentu, osobista jaźń pozostawia jakąś "rzecz", jaką musimy badać i przekształcać - innymi słowy, rzadko jest rozpoznawana jako część "siebie" i traktowana jest jak pacjent na stole operacyjnym. Kiedy jednak osiągniemy tę perspektywę Tiphareth, dokładnie postrzegamy połączenie pomiędzy osobistą jaźnią, a Jaźnią Indywidualną. Widzimy dokładnie sposoby, w które osobista jaźń w sposób dokładny i niedokładny odzwierciedla Jaźń Indywidualności. Widzimy dokładnie dlaczego działa tak, a nie inaczej i widzimy sposoby, w które musimy naprawiać te rozbieżności. Widzimy, że rozbieżność nie ma absolutnie nic wspólnego z ziemskimi okolicznościami naszego wcielenia - innymi słowy, tracimy złudzenie obwiniania "innych" za nasz własny stan "siebie".
Jest to szczególnie prawdziwe, kiedy w Tiphareth odzyskujemy *świadomą* pamięć wszystkich naszych wcześniejszych wcieleń. Gdy to zachodzi, widzimy, że w tym czy innym czasie, popełniliśmy każdy możliwy "grzech", jak i osiągnęliśmy każdą możliwą chwałę. Jak więc nie możemy zrozumieć działania innych, niezależnie od tego, jak bardzo są nikczemne?
Z perspektywy Tiphareth oczywiście jasne jest, że każdy jest w dokładnie tej samej sytuacji. To rozpoznanie wspólności podsyca współczucie wobec innych i wobec osobistej jaźni. Podsyca akceptację innych *takimi jakimi są* i szacunek dla ich suwerenności.
Z jeszcze wyższej, wiecznej perspektywy, zupełnie jasne jest, że WSZYSTKO nieuniknienie osiąga doskonałość. Doczesnym pytaniem jest tylko "Kiedy?" Podejmując pracę ścieżki hermetycznej, mówimy "Teraz!" Zobowiązujemy się do *świadomego* czynienia wszystkiego co w naszej mocy do posuwania się do przodu na naszej własnej ścieżce ku ostatecznej doskonałości.
Wszystkiego dobrego,
:) Rawn Clark
28 września 2002