>> Wierzę jednak osobiście, że skoro miliardy ludzi na przestrzeni dziejów dawało moc tej wielkiej istocie (Bogu), to nawet jeśli Wszechmogący nie istniał, to powstał i jest niezwykle potężny o wszechmocny. Jest to jeden z powodów, dla których Wysoka Magia działa tak dobrze. <<
To co sugerujesz jest częściowo prawdziwe, lecz ponownie, sprowadza się to do rozumienia różnic pomiędzy ludzkim wszechświatem a resztą wszechświata. My ludzie faktycznie stworzyliśmy *z substancji Wszechświata* całą klasę bogów i bogiń *jako nieświadomą, niecelową konsekwencję własnych mechanizmów natury*. Jednak wszechświat to nieskończenie więcej niż to co objęte jest tymi ludzkimi kreacjami. Są one *częścią* Całości, lecz nie Samą Całością.
Ludzie wpływają na nieskończenie małą częścią fizycznego wszechświata. Podobnie, wpływamy na nieskończenie mają część astralnego i mentalnego poziomu Wszechświata. Innymi słowy, nie jesteśmy po prostu w stanie stworzyć boga lub bogini wystarczająco potężnego (tj. WSZECH mocnego czy omnipotentnego), by prawdziwie był Ostatecznym Twórcą.
>> Na przykład, jeśli ktoś jest Katolikiem i posiada ogromną ilość winy za zło, jakie wyrządził na świecie i wierzy również, że będzie się za nie smażyć w piekle, to będzie się smażył w piekle tylko dlatego, że w to wierzył. Z drugiej strony, niezależnie od tego, jak grzeszne życie prowadzi osoba, jeśli nie wierzy w żaden rodzaj piekła (ateista?), to wtedy go to nie spotka. <<
Tak, ma to związek z naturą sfery astralnej. Jest to demonstracja mocy umysłu do kształtowania materii astralnej. Kiedy przeciętna ludzka psyche uwalniana jest z fizycznego ciała, "wznosi się" (lub "obniża") do poziomu astralnego, który wyznaczany przez ich własne wierzenia, oczekiwania etc. Ten gęsty poziom sfery astralnej jest osobiście stworzoną areną, gdzie przetwarzamy bagaż z wcielenia, które się właśnie skończyło. Gdy przetwarzamy nasze "rzeczy", natura tej sfery zmienia się razem z naszą własną transformacją. Ostatecznie, samo ciało astralne staje się tak oczyszczone, że całkowicie się dezintegruje i "wznosimy się" do tego poziomu płaszczyzny mentalnej, do którego najbardziej pasujemy.
W każdym bądź razie to "niebo lub piekło lub żadne z nich", do którego wkracza osoba po fizycznej śmierci, jest stanem tymczasowym, stworzonym przez samą osobę z substancji astralnej. Jedynie podczas tej fazy przejściowej wewnątrz gęstszych warstw sfery astralnej nasze otoczenie jest determinowane przez nasz system wierzeń z fizycznego okresu życia. Za tym punktem nasze postrzeganie nie jest w ten sposób ograniczone i wtedy bezpośrednio doświadczamy uniwersalnych mocy, które leżą u podstaw tych gęstych doświadczeń astralnych. Widzimy wtedy, że chociaż nasze wierzenia determinowały kształt języka symboli, za pomocą którego postrzegaliśmy te uniwersalne moce, to wierzenia nie determinowały kształtu samych uniwersalnych mocy. Innymi słowy, kształtujemy jedynie naszą *interpretację i percepcję* uniwersalnych mocy - a nie same moce.
Ostatecznie, nasz system wierzeń fizycznego wcielenia, nie ma żadnej mocy, by uwolnić nas od konsekwencji naszych działań. Innymi słowy, jeśli ateista morduje kogoś, to musi stawić czoła konsekwencjom, niezależnie od tego, czy doświadcza piekła czy nie. Jego proces odkupienia ciągle ma miejsce, lecz przebiega w kontekście symboli odpowiadających *jego* wierzeniom i oczekiwaniom zamiast tych, które mają zastosowanie wobec teisty.
>> Jednym z najbardziej powszechnych wierzeń wielu poważnych obrządków magicznych i okultystycznych jest realizacja własnej wiary czy systemu wierzeń. Ta sama standardowa idea jest prawdziwa dla wszystkich rodzajów istot, może nawet dla Boga (chociaż nie jestem tego zbyt pewien), że jeśli ktoś wierzy, że Bóg istnieje, to tak jest, a jeśli nie wierzy, to go nie ma (tylko dla tej konkretnej osoby). <<
Idea, iż nasze wierzenia tworzą naszą własną rzeczywistość (która jest filozoficznym źródłem dla tego "standardu") jest jedynie częściowo prawdziwa w tym, że ma zastosowanie jedynie do części naszego całego doświadczenia. Na poziomie osobistego wcielenia jest to w większości prawdziwe, lecz gdy tylko wykroczysz poza poziom osobisty, staje się to coraz mniej prawdziwe. To, co z największą pewnością tworzymy, to nasza własna odpowiedź na uniwersalne moce, jak i ich interpretacja.
Magia może dotyczyć tylko tych stworzonych przez człowieka poziomów rzeczywistości, albo może też dotyczyć tych większych poziomów, które ludzki poziom jedynie symbolizuje. Innymi słowy, możemy sięgnąć poza symbole, poprzez które interpretujemy te uniwersalne moce i bezpośrednio doświadczać samych tych mocy. Na przykład, w "standardowej" ewokacji, to co najprawdopodobniej zostanie przywołane to ludzka interpretacja uniwersalnej energii lub mocy - ma ona kształt i charakterystykę zrozumiałą dla ludzkiego doświadczenia. Lecz w prawdziwej ewokacji Bardona, wewnątrz trójkąta przywoływana jest astralno-materialna forma uniwersalnej mocy. Może ona być *świadomie* ubrana w symbole odnoszące się do maga, lecz jest to tylko kwestia Sztuki i mag rozpozna prawdziwą esencję mocy. Innymi słowy, bardonowy ewokacjonista przenika do esencji uniwersalnej mocy zamiast skupiać się jedynie na humanizowanym symbolicznym ubiorze, jaki może ona nosić.