>> Czytałem, że ludzie często przechodzą wiele wcieleń blisko związani z tą samą grupą ludzi w rodzinie / biznesie / przyjaźni by odpracowywać określone długi karmiczne, czy problemy, jakie mają między sobą. <<
Jest jeszcze jeden aspekt do tego rodzaju wzajemnego celu poza uwalnianiem długu karmicznego. Niektórzy z nas inkarnują się celowo razem dla tworzenia Piękna i dla samej przyjemności bycia razem. :)
>> Również, czy możliwe jest wzięcie na siebie czyjejś karmy, albo jej części? <<
W określonych przypadkach tak, jest to możliwe. Lecz generalnie, wszystko co możemy zrobić, to pomóc innym odpracować ich karmę.
>> Używając powyższego przykładu, jeśli żona, która rozwinęła się duchowo, nie jest dotknięta nawet przez bicie, tj. ona rozumie i czuje współczucie dla swojego męża w jego niewiedzy, to czy to obniży Karmiczne skutki jego działań wobec niej? <<
Niekoniecznie, gdyż to głównie dotyczyłoby karmy żony, a nie męża. Twoja własna kumulacja karmy ma bardzo niewiele wspólnego z tym, jak inna osoba odbiera twoje działania. Jednak sposób, w jaki inni odbierają, czy reagują na nasze działania może mieć znaczący wpływ na twoje rozumienie ram działań i następujących po nich karmicznych konsekwencji. Innymi słowy, jeśli twój mąż cię bije, a ty odpowiadasz kochającym współczuciem, to może to pomóc mu rozwiązać tę karmiczną sprawę, lecz nie rozwiąże jej za niego.
Poza tym, zważywszy naturę twojej analogii, muszę powiedzieć, że dla napastliwych mężów, taka reakcja biernej reakcji na napaść będzie pobudzała ich dalej i pogłębiała ich psychozę. Chodzi mi o to, że należy być ostrożnym przy tworzeniu koncepcji duchowego rozwoju - bierna akceptacja przemocy w nadziei zmanipulowania napastnika do zmiany samego siebie nie jest oznaką "rozwoju". Jest to manipulacja, a nie miłość i reprezentuje kontynuację długu karmicznego, a nie jego uwolnienie.
>> Używam powyższego skrajnego przykładu, lecz czy można tego również używać w codziennym życiu, z każdym z kim mamy do czynienia dzień w dzień? Jeśli nie pozwolimy, by czyjeś negatywne działania wpływały na nas negatywnie, to czy w jakiś sposób nie chronimy ich przed gromadzeniem negatywnej karmy poprzez relację wobec nas? <<
Nie. To co robisz, to upewnianie się, że nie uczestniczysz w tworzeniu wzajemnego długu karmicznego. Zmniejszy to ostateczny dług zaciągany przez drugą osobę, lecz nie uwolni jej od odpowiedzialności za jej własne działania.
Podejście jakie opisujesz, polegające na nie pozwalaniu, by negatywne działania innej osoby wywołały u ciebie negatywną odpowiedź, to esencja tego, czym jest doświadczanie równowagi elementów. Jest to również pierwszy krok do zrozumienia boskiej Miłości.
U jej źródeł jest pewność miłości do siebie, jak również i miłości do innych. Ostatecznie, to wszystko to miłość do samego siebie, lecz ukazuje się ona jako te dwie fazy. Gdy już dojdziemy do kochania i akceptowania samego siebie, to żaden zewnętrzny wpływ nie będzie w stanie zniszczyć tego piękna. Nic nie może zmniejszyć tej solidnej podstawy jaźni, gdyż cała jaźń została zaakceptowana z miłością. Nie ma żadnej pięty Achillesa. Kiedy ta sama miłość do siebie i akceptacja samego siebie skierowana jest ku "innym", to tworzymy bezpieczne miejsce dla tych "innych", by byli dokładnie i całkowicie sobą. Jest to "święta" przestrzeń i mamy możliwość dawania ją innym, a dawanie jej jest potężnym aktem magii. Tak rzadko otrzymujemy takie błogosławieństwo kochającej akceptacji, że kiedy je już dostaniemy, to jest to katartyczne, transformujące nas doświadczenie.
Kiedy dajemy tę świętą przestrzeń innej osobie, która wysyła w naszym kierunku negatywność, to my bezpośrednio nie rozpraszamy tej negatywności. To co robimy, to pozwalamy, by osoba wysłała ją bez celu, co da jej okazję do przyjrzenia się sobie. Najczęściej owocuje to rozproszeniem negatywności, lecz właściwa praca rozpraszania dokonywana jest przez osobę wysyłającą, gdyż jest to jej własna negatywność. My jedynie zapewniamy jej doskonałą atmosferę dla badania i transformowania samego siebie.
Kiedy negatywność napotyka na stały cel, który reaguje negatywnością, to oryginalna negatywność zwiększa się wykładniczo Zatem, gdy usuwamy się z tego równania odmawiając podobnej reakcji, eliminujemy mnożenie negatywności. Ostatecznie, wysyłana negatywność nie znajduje żadnego celu poprzez który mogłaby się pomnożyć, więc albo zwraca się ku sobie, albo ulega rozproszeniu.
Wszystkiego dobrego,
:) Rawn Clark
23 grudnia 2001
>> Gdy wiemy o tym, to odpowiedź na pytanie, czy możemy pomóc innym z ich karmą staje się jasna - oczywiście! Dawno już mówiono, że obecność Mistrza może rozświetlić cały pokój (przypomina to słowa Bardona w WdH odnoszące się do wschodnich praktyk transmisji światła pomiędzy Mistrzem, a Uczniem). <<
Esencja tej praktyki, jakąkolwiek tradycyjną formę ona przybierze, jest naprawdę dość prosta. Odnosi się do tego, co właśnie napisałem odnośnie tworzenia tej świętej przestrzeni kochającej akceptacji "innych", przy czym dla prawdziwego Mistrza, "inny" i "tożsamy" objęte są wewnątrz Zjednoczonej Jaźni. Daje to nowy wymiar temu, co opisałem powyżej.
Jest to bardziej dynamiczna przestrzeń w tym, że ona prawie wymusza na "innym" badanie siebie ORAZ otwiera "innego" na wewnętrzny świat *tak jak doświadcza tego Mistrz*. Innymi słowy, ta przestrzeń zwraca skupienie "innego" bezpośrednio do wewnątrz i równocześnie odkrywa przed nim sferę, której "inny" nie mógłby samodzielnie tak łatwo dosięgnąć.
Jest to też esencja tego, co czyni prawdziwy Inicjator. Tworzy on określony stan, poziom świadomości, wewnątrz swojej jaźni i obejmuje nim "innego", tym samym równocześnie kierując skupienie "innego" i odkrywając określony stan/poziom.
Zdolność tę można obserwować w jej najbardziej podstawowej formie w powszechnej zdolności do uspokajania innych (kwestia akceptacji i miłości). Dla Mistrza, staje się to w pełni świadomą zdolnością, mnożoną przez fakt jego Jedności. W rękach Mistrza, staje się to Sztuką. Mistrz może skroić swoją projekcję tej świętej przestrzeni tak, by idealnie pasowała do potrzeb "innego" i swej Jaźni równocześnie.